http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zapaszek średniowiecza

Bartosz Gondek, Gdańsk
2006-12-26, ostatnia aktualizacja 2006-12-26 00:00

Fetor od szewca i garbarza, gryzący zapach dymu i smoły, nuty ziół i mięty, ostre wonie chlewu i niemytych ciał. Również takie ulotne realia średniowiecznego życia pieczołowicie odtwarza Muzeum Archeologiczne w Gdańsku

Pomysł narodził się, kiedy ponad dekadę temu zwiedzałem rekonstrukcję osady wikingów w angielskim Yorku - opowiada dyrektor Muzeum Archeologicznego w Gdańsku Henryk Paner. - Uderzyło mnie, że nic tak nie działa na wyobraźnię, jak dokładne pokazanie życia przed wiekami. A gdyby tak - pomyślałem wtedy - odtworzyć także to, co najbardziej ulotne, a więc zapachy?

Szybko okazało się, że wcale nie jest to proste. Można wprawdzie zbliżyć się do zapachowych realiów sprzed pół tysiąca lat, gromadząc w jednym miejscu liczne naturalne materiały, np. niewyprawioną skórę, a także ówczesne potrawy, kleje, rozkładające się mięso i warzywa, pomyje i "zawartość" chlewika. Taka metoda nie uwzględnia jednak licznych woni - np. tych, które wydzielały się podczas obróbki materiałów w nieistniejących już warsztatach zapomnianymi dzisiaj metodami. Co gorsza, niesie ze sobą zagrożenie epidemiologiczne, a to dyskwalifikuje ją do stosowania we współczesnych skansenach archeologicznych.

Wirtuozi nosa

Nie było innego wyjścia, jak zlecić robotę fachowcom. Archeolodzy z Gdańska poprosili o pomoc specjalistów firmy Pollena Aroma. Nad projektem pracował jeden z najbardziej doświadczonych kompozytorów zapachów mgr inżynier Piotr Kempski, którego wonne dzieła mimowolnie poznajemy, otwierając opakowania proszków do prania, mydeł czy płynów do spryskiwaczy samochodowych.

- Przy tym, co robiłem do tej pory, odtworzenie zapomnianych woni było prawdziwym wyzwaniem - wspomina Kempski. - Zasady chemii gospodarczej są proste. Zapach ma być przyjemny i nie wywoływać alergii. Tutaj zaś mieliśmy do czynienia ze złożonymi, wielowątkowymi nutami, które wcale nie musiały być miłe. Zagłębiłem się w teorię. Poznawałem codzienność średniowiecznych osad, technikę pracy ówczesnych rzemieślników i ich produkty. Zwiedzałem gdańskie wykopaliska i oglądałem relikty oryginalnych materiałów. Potem zacząłem dobierać odpowiednie składniki zapachowe, mieszać. Wybierać te, które dominują, i eliminować te, które się znoszą. Pozostało umieścić wszystko w odpowiednim otoczeniu.

Ponieważ wrażenia zapachowe kobiet i mężczyzn znacznie się różnią, Kempski pracował w tandemie z gruzińską kompozytorką perfum Dianą Kvatchantiradze. Po roku spreparowali kilkanaście destylatów. Każdy przenosi w daleką podróż w czasie. Jest wśród nich trudny do zniesienia fetor warsztatu szewca i garbarza. Także woń żywicy i smoły złamana zapachem dymu, sygnalizująca obecność w okolicy pracowni bednarza. Intensywne, tajemnicze nuty ziół, mięty i olejku drzewa herbacianego prowadzą zaś do apteki. Nie zabrakło ostrych, zwierzęcych zapachów, typowych dla chlewika.

Na wyobraźnię działa też złożony i ciężki aromat gdańskiego kantoru kupieckiego. Odurzające, kadzidlane nuty mieszają się tam ze słodyczą i zmysłowością Orientu.

Perfumiarze stworzyli także zapach świeżego siana, warsztatu nożownika, wikliniarza, tkacza, krawca i bursztynnika. Wtajemniczeni poczują gdzieś w ich tle smród niedomytych ludzi i piwa.

Spacer po średniowiecznej uliczce

Aby odtworzyć stare klimaty, trzeba było sięgnąć głęboko do almanachów twórców klasycznych perfum. Gdańskie smrody i pachnidła zawierają w sobie ekstrakt kardamonu (roślina z Indii), olejek różany, zapach uzyskiwany z kanadyjskiego bobra czy cybet (wydzielina gruczołów przyodbytniczych drapieżnej cywety żyjącej w Egipcie). Ciepły, koci i zmysłowy cybet był w XVIII wieku ulubionym zapachem uwodzicieli.

Nie obyło się bez kadzidła, imbiru i wanilii łączonych z pochodzącym z dalekiej Azji olejkiem wetiwerowym, a także drogocennej ambry, popularnej lawendy i oleju goździkowego.

Premiera dzieła perfumiarzy nastąpi w lipcu. Przy ulicy Chmielnej w Gdańsku otworzy podwoje należący do Muzeum Archeologicznego spichlerz Błękitny Lew. W jego wnętrzu powstaje właśnie Uliczka Hanzeatycka będąca rekonstrukcją gdańskiego zaułka handlowego z lat 1320-1450. Stanie przy niej 11 kramów i oberża, zaludni je osiem historycznych postaci zrekonstruowanych na podstawie szkieletów dawnych gdańszczan.

Muzeum zadbało o historyczną wierność w najdrobniejszych szczegółach. Drewniane i murowane stragany wykonano na podstawie średniowiecznej ikonografii z północnej Europy. Meble, towary, ubiory, półprodukty i narzędzia to wierne kopie znalezisk archeologicznych z terenu Gdańska. Wśród nich rozpylona zostanie również zawartość fiolek dostarczonych przez Pollenę Aromę. Całości dopełnią zaś hałasy ówczesnego miasta, specjalnie nagrane przez zespół naukowców i rekonstruktorów.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W czwartek z ''Gazetą'':