- Jak zawsze najszczęśliwszy okazał się dla nas sam koniec sezonu. Gemmę znaleźliśmy w ostatnim wykopie, w którym prowadziliśmy tegoroczne badania - mówi prof. Hanna Kócka-Krenz z Instytutu Prahistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Od ośmiu lat kieruje ona pracami na Ostrowie Tumskim.
- To ogromna rzadkość i cenne znalezisko - komentuje prof. Tomasz Jasiński, mediewista i źródłoznawca z poznańskiego UAM. Poza poznańską antyczne gemmy znaleziono dotychczas tylko w Międzyrzeczu, Starachowicach i Gnieźnie.
Moda na antyk
Gemmy to niewielkich rozmiarów rzeźby w kamieniach szlachetnych lub półszlachetnych, z wklęsłą (intaglio) albo wypukłą (kamea) dekoracją. Szczególnie popularne były jako ozdoby lub pieczęcie w Cesarstwie Rzymskim oraz na starożytnym Bliskim Wschodzie. Wieki później na punkcie antycznych gemm zwariowała średniowieczna Europa. - Były bardzo wysoko cenione. Używano ich do dekoracji relikwiarzy, krzyży pasyjnych czy opraw ksiąg liturgicznych - opowiada prof. Kócka-Krenz. Czasami artyści rzemieślnicy, którzy wprawiali gemmy w swoje dzieła, nie do końca nawet rozumieli, jakie motywy przedstawiają.
Gemmami posługiwano się również zamiast pieczęci do uwierzytelniania dokumentów. Używali ich w tym celu polscy królowie i książęta, m.in. Mieszko Stary czy Przemysł II (zachowały się ich odciski na wystawianych przez nich dokumentach). Jeszcze w XV w. na zawartym z Krzyżakami dokumencie traktatu toruńskiego (1466 r.) wśród licznych pieczęci jest także taka z odciskiem gemmy.
Heraldyczny lew
Poznańska gemma została znaleziona w wykopie po północnej stronie kościoła Najświętszej Marii Panny, gdzie w X w. Mieszko I wybudował swoją książęcą siedzibę. Wykonana jest z karneolu (kamień półszlachetny). Jest niewielka - ma 16 mm. Ozdobiona została wklęsłą rzeźbą lwa w skoku z długim, zawiniętym ogonem.
Pierwotnie była osadzona w pierścieniu i prawdopodobnie używana jako pieczęć. - Podczas wyłuskiwania jej z pierścienia uległa uszkodzeniu w miejscu, gdzie wyrzeźbiony był pysk zwierzęcia - opowiada prof. Kócka-Krenz.
- Motyw lwa jest motywem heraldycznym. To dość prawdopodobne, że gemma z wizerunkiem lwa była wykorzystywana zamiast pieczęci - wyjaśnia prof. Zenon Piech z Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalista od dawnych pieczęci.
Poznańska gemma pochodzi na pewno z kręgu śródziemnomorskiego - być może Italii lub Grecji. - Wstępnie można sądzić, że została wykonana w II-III w. n.e., ale dokładniejsze dane uzyskamy, porównując ją z innymi gemmami - opowiada prof. Kócka-Krenz. Do Poznania trafiła prawdopodobnie jako dar dla pierwszych piastowskich władców (znaleziona została w warstwie kulturowej z mniej więcej X-XI w.).
- Jeśli rzeczywiście była używana w tym okresie, to jest to rewelacyjne i nieoczekiwane odkrycie. O stosowaniu gemm na naszych ziemiach mamy bowiem informacje dopiero z II połowy XII w. - dodaje prof. Piech.
Wypalony pokrowiec
W innym z wykopów archeolodzy natrafili na kolejną, dość niezwykłą rzecz - gliniany pojemnik, który chronił okrągły przedmiot owinięty w materiał. Zapewne była to pieczęć, bo jej odcisk widoczny jest we wnętrzu pokrowca. W kilku miejscach na jego powierzchni odciśnięto gemmę z wizerunkiem psa, który symbolizował wierność i czujność.
- Pojemnik nie mógł przetrwać, bo został wykonany z surowej gliny. Po wyjęciu zawartości musiał jednak przypadkiem zostać wrzucony do ognia - wypalił się i dzięki temu go znaleźliśmy - opowiada prof. Kócka-Krenz.
- Moim zdaniem pojemnik służył do przechowywania tłoka pieczętnego - twierdzi prof. Jasiński. - Gwarantował on, że tłoka nie użył nikt niepowołany - dodaje. Żeby wyjąć tłok z pojemnika, trzeba go było zniszczyć.
Podczas wcześniejszych badań Ostrowa Tumskiego archeolodzy odkryli m.in. ołowianą bullę księcia Bolesława Krzywoustego, ołowiany tłok pieczętny z XII w. (bardzo już zużyty i z nieczytelnym wizerunkiem) oraz brązowy tłok lektora zakonu dominikanów z XIII w. Przedmioty te znajdowały się w jednym pomieszczeniu. - Znaleziska potwierdzają, że w grodzie poznańskim musiała funkcjonować kancelaria książęca, w której nie tylko przechowywano, ale także wystawiano dokumenty. Świadczy to o bardzo wysokiej randze poznańskiego grodu - podsumowuje prof. Kócka-Krenz.