http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Nauka >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Nauka RSS

Genetyk i historia, Jarocki, Robert

Sławomir Zagórski
2004-01-23, ostatnia aktualizacja 2004-01-23 19:44

Robert Jarocki "Genetyk i historia". Wyd. Rosner & Wspólnicy. Warszawa 2003

Gdy Piotr Słonimski skończył lat 12, wiedział, że będzie kontynuatorem naukowej tradycji rodu Słonimskich. Zbierał chrząszcze. „Byłem od razu inny i najlepszy - mówił kilka lat temu w wywiadzie dla »Gazety Wyborczej «. - Nikt poza mną chrząszczy nie zbierał, choć są to stworzenia znacznie ciekawsze niż motyle”.

Ta wypowiedź jest wielce charakterystyczna. Wynika z niej, iż Słonimski zna swoją wartość, a także, że jest niepokornym, niespokojnym duchem. O tym, jak bardzo to prawdziwe stwierdzenia, możemy się przekonać z kolejnych kart jego biografii.

Piotr Słonimski kończy znane warszawskie Gimnazjum Batorego. W chwili wybuchu wojny ma niespełna 17 lat. Na tajnym uniwersytecie studiuje medycynę. Służy w AK. W Powstaniu Warszawskim traci rodziców, sam cudem unika śmierci zatrzymany przez matkę kolegi, by doczekał chwili, aż ta skończy piec chleb.

Po wojnie ląduje w Krakowie. Z ubeckiego więzienia (siedzi za przynależność do AK) wydobywa go stryj Antoni, poeta. Zapada decyzja - Piotr po doktoracie ma wyjechać na Zachód i tam zająć się pracą naukową. Trafia do Paryża i zaczyna robić wielką karierę w genetyce. Dziś Piotr Słonimski należy do najwybitniejszych genetyków na świecie. Pracował z najlepszymi. Jest członkiem wielu akademii, laureatem prestiżowych nagród, doktoratów honoris causa. Zyskuje miano "papieża genetyki mitochondrialnej" (mitochondria to małe twory, które zasilają komórkę w energię niezbędną do funkcjonowania, do wzrostu, do podziału).

Kontaktów z krajem nie zrywa. Wręcz przeciwnie, pomaga wielu polskim naukowcom, goszcząc ich w swoim laboratorium pod Paryżem. Utrzymuje też liczne kontakty z polskimi intelektualistami. Wspiera opozycję demokratyczną. W 1980 r. staje na czele organizacji Solidarité France-Pologne.

Książka Jarockiego zawiera całą plejadę znanych nazwisk. Z kim to Słonimski się nie znał i nie przyjaźnił? Leszek i Tamara Kołakowscy (rozkoszne wiersze żony Piotra Hanki Słonimskiej do Leszka Kołakowskiego; choćby dla nich warto mieć tę książkę), Jacek Prentki, Maria i Kazimierz Brandysowie, Tadeusz Mazowiecki, Jan Strzelecki, Adam Ważyk, Halina Mikołajska, Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Barbara Toruńczyk, Włodzimierz Zagórski.

Kto ciekaw drobiazgowych losów Piotra Słonimskiego, niech zajrzy do biografii. Uprzedzam jednak, że zawiodą się ci, którzy liczą też na opowieść o największej pasji bohatera - genetyce. Jarocki na wstępie przyznaje, że o nauce będzie niewiele, bo to zbyt trudna materia. Przyznam, że byłem tym trochę rozczarowany, bo z kim jak z kim, ale właśnie ze Słonimskim na tematy naukowe rozmawia się wspaniale, o czym sam miałem wielokrotnie możność się przekonać.

Zacząłem od niepokornego charakteru Piotra Słonimskiego i na nim też skończę. Otóż od kilku lat jako wybitny europejski intelektualista bierze Słonimski udział w zjazdach organizacji o nazwie Fondation Transculture. Jeden ze zjazdów tej organizacji odbył się jesienią 2001 r. w Brukseli, wkrótce po pamiętnym 11 września. Słonimski przewodniczył pierwszej sesji. Oddajmy mu na chwilę głos: "Przygotowując się do tego obowiązku, stwierdziłem zaskoczony, że dużo wcześniej zaproszeni wybitny filozof z Iranu związany stałą współpracą naukową z Anglią i naukowiec z Senegalu, stale wykładający w Szwajcarii, jednak do nas nie dotarli. Okazało się, że konsulaty Belgii w ich krajach odmówiły im wiz wjazdowych. Zrozumiałem, że stało się to pod wpływem psychozy po 11 września, której urzędnicy belgijscy ulegli bezkrytycznie. (...) Uznałem to za skandal, naruszenie naszej suwerenności, ograniczenie naszego prawa do decydowania, kto ma brać udział w tych spotkaniach. Przecież chodziło o naszych kolegów. Wygłosiłem na ten temat krótkie oświadczenie utrzymane w stanowczym, może nawet gniewnym tonie. Zaproponowałem, żeby nasz zjazd potępił postępowanie władz belgijskich. Skoro opowiadamy się za równouprawnieniem wszystkich kultur na naszej planecie, to nie możemy pozwolić, żeby urzędnicy orzekali, jaki przedstawiciel jakiej kultury po 11 września jest gorszy lub lepszy! Gdy skończyłem, nastała cisza; nikt nie kwapił się do zabrania głosu, nikt mnie nie poparł. Ze zdumieniem spojrzałem na Umberto Eco, który zwykł elokwentnie się wypowiadać w sprawach o błahszym znaczeniu moralnym. A on też milczy, sprawiając wrażenie, jakbym to ja, bez powodu, zakłócił dobre samopoczucie uczestników zjazdu".

Skończyło się na głośnej utarczce. Eco obraził się na Słonimskiego i po zamknięciu zjazdu panowie rozjechali się bez podania sobie ręki.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne