Płetwal błękitny ma najdłuższy na świecie... kał. Unosi się na wodzie pomarańczową wstęgą o wielometrowej długości i jest ważnym dowodem w sprawie przeciwko naszej cywilizacji
Pomarańczową barwę nadaje mu kryl, czyli drobne skorupiaki. Płetwal błękitny połyka je tonami. Jest największym ze znanych zwierząt w dziejach Ziemi - nierzadko mierzy ponad 30 metrów, a jego masa dochodzi do 200 ton. Nie dorównują mu nawet najpotężniejsze z dinozaurów. Wszystko ma największe - język ważący ponad 2,5 tony, 600-kilogramowe serce, a także penisa. We wzwodzie osiąga on 2,5 m, choć to jest dość trudno zmierzyć, bo erekcja występuje tylko w czasie kopulacji. Z badaniem kału nie ma większych kłopotów, poza tym, że trzeba dość szybko go namierzyć, gdyż tonie w jakąś godzinę po tym, jak trafi do wody. Wyspecjalizował się w tym dr Nick Gales, morski biolog z wydziału Antarktyki australijskiego departamentu środowiska. W 2003 roku udało mu się jako pierwszemu w świecie przyłapać i sfotografować wieloryba w trakcie wypróżniania - był to płetwal karłowaty, który pozostawiał za sobą brązową chmurę przypominającą wielką śmierdzącą meduzę.
Kiedy do biura dr Galesa dociera paczka od współpracowników z Meksyku, Kalifornii czy Nowej Fundlandii, a w niej słoiki z ciemną substancją, to należy je bardzo ostrożnie otwierać. Kilka lat temu jego profesję magazyn "Popular Science" umieścił w pierwszej dziesiątce prac naukowych godnych najwyższego podziwu, ale też jednocześnie najobrzydliwszych. Kał to jednak dla badacza skarb i kopalnia informacji - przede wszystkim o diecie, ale nie tylko. Z odchodów można wydostać DNA morskiego olbrzyma, ustalić jego gatunek i płeć, odróżnić indywidualne osobniki, nie czyniąc im przy tym najmniejszej krzywdy.
Populacja płetwali co prawda powoli się odradza odkąd w 1986 r. Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza wprowadziła zakaz połowów wielorybów. Ale wcześniej dokonano ich prawdziwej rzezi, ludzie zabijali je dla oleju, fiszbinu, mięsa, zębów czy szarej ambry (woskowata wydzielina z jelit, składnik najdroższych perfum). W połowie XX wieku wielu gatunkom groziła zagłada - m.in. płetwalowi błękitnemu, kaszalotowi, finwalowi, humbakowi czy walowi biskajskiemu.
Z zakazem komisji nie zgadza się Japonia, gdzie wieloryby łowi się od tysięcy lat, ich mięso jest niezwykle cenione, a jeszcze w latach 70. karmiono nim dzieci w szkolnych stołówkach. Japońscy wielorybnicy nadal co roku wyruszają na łowy - teraz pod pretekstem badań naukowych.
Australia, która jest za całkowitym zakazem połowów, w 2010 r. pozwała Japonię przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. A jednym ze świadków w sprawie jest dr Gales, który dowodzi, że wcale nie potrzeba robić sekcji wielorybom, żeby się czegoś dowiedzieć o ich zwyczajach i życiu. Zwłaszcza że - jak skrupulatnie wyliczyli australijscy naukowcy - jedna sensowna japońska publikacja naukowa o waleniach jest okupiona życiem co najmniej 600 zwierząt. Z pewnością więcej korzyści mają z tego sklepy i restauracje, do których potem trafia mięso "badanych" zwierząt.
Pies tropiciel na morzu
Pionierem w polowaniach na wielorybie kupy w miejsce samych wielorybów była dr Rosalind Rolland pracująca w akwarium w Bostonie. - Zdumiało mnie, jak wiele można się w ten sposób dowiedzieć o tych zwierzętach - m.in. zbadać poziom hormonów i toksyn, a nawet to, czy są w ciąży.
Dr Rolland bada wieloryba biskajskiego, gatunek szczególnie zagrożony, którego cała światowa populacja liczy w tej chwili ledwie 350 sztuk. Miały one wyjątkowego pecha, gdyż wielorybnicy zauważyli, że z powodu grubej warstwy tłuszczu nie toną po zabiciu. W celu oporządzenia nie trzeba było ich wciągać na pokład - co oszczędzało czasu i pracy. Nic dziwnego, że były szczególnie tropione.
Poszukiwania kup wali biskajskich dr Rolland zaczęła w 1999 r. Kilka lat potem zawiedziona marnymi wynikami łowów wpadła na genialny pomysł - zabrała na pokład statku psa, który z odległości nawet kilometra potrafi wyczuć zapach wielorybiej kupy. To znakomicie usprawniło badania i od tej pory psy należą do najlepszych pomocników biologów morskich.
Z badań dr Rolland wynika, że wielorybom zagrażają nie tylko harpuny. Już od dawna ekologowie alarmują, że pod wodą staje się coraz głośniej. Odgłosy silników, śrub okrętowych, sonarów dudnią na tych samych częstotliwościach, które służą waleniom do porozumiewania się, szukania pożywienia, znajdowania przeszkód i partnerów.
To o tyle istotne, że pod wodą słuch gra o wiele większą rolę niż wzrok. Walenie mają niezwykle bogaty język pieśni, pogwizdywań, pisków, klikań. Tymczasem naukowcy porównują hałas, z jakim zwierzęta mają do czynienia w strefach przybrzeżnych i wzdłuż morskich linii handlowych, do ogłuszającego ryku na płycie wielkiego lotniska. Pod wodą jest nawet gorzej, bo dźwięki o niskiej częstotliwości rozchodzą się dużo szybciej i dalej. Nic dziwnego, że zwierzęta przestają się słyszeć, wpadają w panikę, tracą orientację, wpływają na mielizny i pod śruby statków, młode osobniki gubią matki, a starsze nie potrafią znaleźć partnera.
Stres jak na lotnisku
Dwa tygodnie temu w "Proceedings of the Royal Society B" ukazała się praca zespołu dr Rolland, w której naukowcy po raz pierwszy dowodzą, iż z powodu hałasu walenie żyją w chronicznym stresie.
W odkryciu tego dopomógł przypadek. Dr Rolland rozpoczęła bowiem kolejny sezon zbierania i badania wielorybich kup na kilka miesięcy przed terrorystycznym atakiem na wieżowce WTC w Nowym Jorku. Naukowcy byli wtedy daleko na północ od tej katastrofy - w kanadyjskiej Zatoce Fundy, ale nawet tam po zamachu komercyjny ruch okrętowy zamarł na kilka dni.
To, co dla ludzi było tragedią, walenie odczuły jako wielką ulgę. W ich kale badacze zanotowali w tym okresie wyraźny spadek poziomu glikokortykoidów - hormonów, które kora nadnerczy produkuje w sytuacjach powtarzającego się zagrożenia wymagających czujności i napięcia. Ich zadaniem jest przygotowanie organizmu do zwiększonego wysiłku, ucieczki lub obrony. Kiedy jednak stres się przedłuża, negatywne skutki dla waleni są podobne jak u ludzi - odbija się to dramatycznie na ich zdrowiu, może nawet prowadzić do śmierci.
Zdaniem dr Rolland to jest prawdopodobną przyczyną tego, że populacja wali baskijskich rośnie tak powoli - w tempie ledwie 1 proc. rocznie. Niestety, nie zanosi się na to, by ruch morski zmalał, a międzynarodowa społeczność miała wprowadzić jakieś normy dla podwodnego hałasu.
Macie tego samego wymyślacza tytułów, co gazeta.pl ?
"Walenie w stresie", no rzeczywiście....
krytyk.systemu.edukacji
Oceniono 4 razy
0
Ja pie..., oglądam srającego walenia. :/
heltje
Oceniono 1 raz
1
Międzynarodowy Trybunał Karny sądzi zbrodnie ludobójstwa, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne i niezdefiniowaną jeszcze agresje - "waleniobójstwo" na pewno się do nich nie zalicza. Chodzi oczywiście o Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, który nie ma nic wspólnego z Trybunałem Karnym.
pioc2
Oceniono 1 raz
1
@heltje
Thx :)
q-ku
Oceniono 7 razy
5
mam nadzieję, że się uda powstrzymać w końcu tych Japończyków. To paskudne co robią
myslacyszaryczlowiek1
Oceniono 2 razy
-2
Transport powinien się przestawić na olbrzymie sterowce. Pomyśleć, że 80 lat temu podróżowano w ten sposób z Europy do Ameryki. Przecież, od tamtych czasów nastąpił ogromny postęp, i na pewno można by się zabezpieczyć przed pożarem i wybuchem wodoru.
anty65
Oceniono 1 raz
1
Wodoru???
Już przed II wojną do sterowców stosowano obojętny hel. Tylko było embargo na dostawy do hitlerowskich Niemiec i dlatego stosowali wodór.
Problem w tym, że wiatry wieją z zachodu i przepychanie takiej wielkiej bambuły przez powietrze i pod wiatr nie jest energetycznie efektywne. Inny problem to "lądowanie" sterowcem przy silnym wietrze.