Jak piszą w "Nature Geoscience" uczeni z Wielkiej Brytanii, pomiary poziomu morza wykonane za pomocą satelitów należących do Europejskiej Agencji Kosmicznej pokazują, że ta wodna narośl gromadzi się w Arktyce od co najmniej 17 lat. W latach 2002-10 słodki bąbel spuchł o 8 tys. km sześc. (to tyle co ponad jedna trzecia objętości Morza Bałtyckiego i jedna dziesiąta całej słodkiej wody krążącej w Oceanie Arktycznym), a poziom morza w tym rejonie urósł aż o 15 cm.
Naukowcy z University College w Londynie i brytyjskiego Narodowego Centrum Oceanografii, którzy przeprowadzili badania, uważają, że tak wielkie ilości wody mogły zostać nawiane przez wiatr. Wokół słodkiego bąbla krąży bowiem tzw. wir Morza Beauforta. Jest to system arktycznych prądów morskich poruszanych przez wiatry wiejące zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Tylko skąd się ta słodka woda wzięła w słonym morzu? Z rzek, które wpływają z drugiej strony Oceanu Arktycznego - z Syberii. Prądy transportują tę wodę wokół bieguna, aż wpada ona do wiru Morza Beauforta. A także z topniejącej pokrywy lodowej.
Od rozpoczęcia pomiarów satelitarnych biała czapa siedząca na Oceanie Arktycznym znacznie się skurczyła. We wrześniu, podczas zeszłorocznego letniego minimum, była o ponad jedną trzecią mniejsza niż w 1979 r. Co więcej, morski lód robi się coraz cieńszy. Mniej niż kiedyś jest kilkumetrowego lodu wielosezonowego, a przewagę zyskał ten jednoroczny, który latem w większości się topi (jaka jest grubość arktycznej czapy lodowej, pokaże w tym roku dość dokładnie europejski satelita Crysosat-2, który od prawie dwóch lat krąży wokół Ziemi).
Nic dziwnego, Arktyka robi się coraz cieplejsza. Jej temperatury rosną dwa razy szybciej niż średnio na całym globie.
Uczeni zastanawiają się teraz, co by się stało z arktycznym bąblem słodkiej wody, gdyby formujące go wiatry zmieniły kierunek.
- Kiedy przypatrywaliśmy się naszym pomiarom, zauważyliśmy, że zmiany poziomu morza nie zawsze podążają za ruchem wiatru - opowiada dr Katharine A. Giles z University College w Londynie. - Wydaje się, że może to być spowodowane np. przez pokrywę lodową, która tworzy barierę pomiędzy powietrzem a wodą. A zatem jeśli jej powierzchnia czy grubość się zmienią, zmieni się także wpływ wiatru na ocean.
Badacze spekulują, że taka zmiana utartego schematu zakręciłaby całym bąblem i z Morza Beauforta rozlała go na resztę Oceanu Arktycznego. A wtedy wiatry i prądy mogłyby wypchnąć słodką wodę nawet na północny Atlantyk.
Pytanie brzmi: czy takie ilości "słodyczy" zachwiałyby tzw. cyrkulacją termohalinową, dzięki której w Europie i części Ameryki Północnej jest cieplej, niż powinno być ze względu na szerokość geograficzną?
Kiedy rozgrzana w tropikach woda atlantycka dociera do Arktyki, wychładza się i częściowo zamarza. Zostaje zimna i słona
zupa, która - ponieważ jest bardzo gęsta - opada w głębiny i wędruje z powrotem w stronę równika. Tam - choć ciągle nie wiadomo dlaczego - miesza się z ciepłymi wodami powierzchniowymi i znowu płynie na północ, by oddać ciepło pobrane w tropikach.
I choć na razie nie widać, żeby ta cyrkulacja miała zostać rozregulowana, to ewentualne konsekwencje mogłyby być poważne.
Gdyby nie system prądów niosących na północ nagrzaną wodę atlantycką (potocznie nazywa się go Golfsztromem, choć to tylko jeden z prądów wchodzących w skład atlantycko-arktycznego "centralnego ogrzewania"), klimat m.in. w Polsce byłby o kilka stopni chłodniejszy niż dziś. Zamiast obecnego ocieplenia mielibyśmy w Europie ochłodzenie.
Dr Giles chce teraz baczniej przyjrzeć się temu, co dzieje się z wodą w Arktyce. Ponieważ tamtejsza czapa lodowa jest coraz mniejsza i słabsza, istnieje możliwość, że wiatry zaczną mocniej mieszać w oceanie. Pod warstwą ponad 70 tys. km sześc. słodkiej i zimnej wody z rozpuszczonego lodu i rzek szczelnie oddzielona halokliną kryje się cieplejsza woda słona. Gdyby wydostała się na powierzchnię, na pewno jeszcze bardziej przyspieszyłaby znikanie arktycznej czapy lodowej.
Dla „Gazety” dr hab. Waldemar Walczowski Instytut Oceanologii PAN w Sopocie Jak tu nie popaść w depresję? Z jednej strony efekt cieplarniany, wzrost temperatury powietrza i oceanu, z drugiej zwiększony
eksport słodkiej wody z Arktyki i groźba zlodowacenia. Horror. Słodką wodę w Morzu Beauforta badałem z pokładu kanadyjskiego lodołamacza w 2004, 2005 i 2008 r. Dla ścisłości - ta woda nie jest słodka, ma mniejsze zasolenie. Wir Morza Beauforta to dynamiczna kopuła mniej słonej wody „pływająca” na powierzchni bardziej słonej, czyli gęstszej. Narosła dzięki antycyklonalnej cyrkulacji atmosferycznej, gromadząc głównie wody z wielkich rzek syberyjskich. I ostatnio się powiększa. Ale w tym samym czasie rośnie zasolenie po stronie Syberii. Dlatego te zjawiska częściowo się kompensują. Gdy cyrkulacja atmosferyczna się zmieni, większość tej słodkiej wody powróci na swoje miejsce. Oczywiście istnieje ryzyko zwiększonego wypływu przez Cieśninę Frama i dalej do Oceanu Atlantyckiego, ale przeżyliśmy już to w latach 70. i 80. Wielka Anomalia Zasoleniowa nie przyniosła wtedy zlodowacenia. O kolejne lato jestem więc spokojny.