http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawdziwa wiedza tylko dla bogatych

Elżbieta Olender
2012-01-27, ostatnia aktualizacja 2012-01-27 20:28

Internet miał być informacyjnym eldorado, i w jakimś sensie jest. Tym, którzy są wykształceni, a przede wszystkim bogaci, internet gwarantuje szybki dostęp do pierwszorzędnej informacji. Reszta ma pierwszorzędny dostęp do informacyjnego śmietnika

24 letni Aaron Swartz (na zdjęciu) - aktywista i propagator otwartego dostępu do wiedzy - włamał się do bazy JSTOR i pobrał z niej cztery miliony artykułów. 
Choć właściciele JSTOR z obawy przed złą prasą (apel o uwolnienie Swartza podpisało kilkadziesiąt tysięcy osób) byliby skłonni puścić całe wydarzenie w niepamięć, prokurator nieugięcie żąda dla niego wieloletniej kary więzienia
Fot. MICHAEL FRANCIS MCELROY MICHAEL FRANCIS MCELROY/The New
24 letni Aaron Swartz (na zdjęciu) - aktywista i propagator otwartego dostępu...
Co trzeci mieszkaniec globu może już korzystać z internetu - 2 mld ludzi, w tym aż 90 na 100 Szwedów, 79 Amerykanów, 34 Chińczyków i tylko 7 na 100 mieszkańców Rwandy. Liderem jest Islandia, gdzie 95 proc. mieszkańców wchodzi do internetu z domowego komputera. I tylko tu połączenie z internetem daje natychmiastowy, darmowy dostęp do aktualnej wiedzy naukowej.

W roku 1997, czyli tuż po pojawieniu się internetowych baz danych, rząd Islandii zabrał się do budowania społeczeństwa informacyjnego. Powołał konsorcjum bibliotek akademickich, naukowych i publicznych. Konsorcjum wyłożyło trzy czwarte funduszy, rząd dołożył resztę i zakupiono licencje dające dostęp do baz danych dla całej 300-tysięcznej populacji.

Dziś rząd chwali się, że Islandczycy mogą "całą dobę i w każdym zakątku kraju" korzystać z 14 tys. czasopism i 12 baz danych produkowanych przez największe wydawnictwa naukowe, takie jak Elsevier, Blackwell, Kluwer czy Encyclopedia Britannica.

Islandia jest jednak wyjątkiem. W innych krajach, nawet tam gdzie internet jest tani i powszechny, rzetelna, poparta badaniami wiedza jest dobrem ekskluzywnym.

W Missisipi auta najważniejsze

W Stanach Zjednoczonych geografia dostępu do wiedzy pokrywa się z geografią zamożności. Każdy Amerykanin, który ma kartę biblioteczną, może za darmo z dowolnego komputera przejrzeć jakąś pełnotekstową bazę danych. Jaką? To zależy od miejsca zamieszkania.

Od drugiej połowy lat 90. władze stanowe kupują bazy danych, które udostępniają mieszkańcom przez internet, za pośrednictwem bibliotek publicznych. Jeden z najbogatszych stanów, Connecticut, wydaje 3 mln dolarów na licencje kilkudziesięciu baz, w tym na obszerne wersje najpopularniejszych baz naukowych. Zdarza się, że bogate miasteczka z własnych funduszy dokupują swoim bibliotekom dodatkowe licencje.

Listę najuboższych stanów otwiera Missisipi, gdzie aż 28 proc. mieszkańców żyje poniżej poziomu ubóstwa. Milion dolarów, które stan przeznacza na zakup licencji, wystarcza na okrojone wersje baz kupowane w pakiecie, żeby było taniej. W ofercie królują bazy z "naprawą aut" lub "zdrowiem" w tytule.

Dysproporcje między stanami niweluje nieco powszechny dostęp do PubMed Central (PMC), pełnotekstowego archiwum o profilu medyczno-biologicznym oraz do innych repozytoriów gromadzących artykuły naukowe powstałe dzięki funduszom publicznym.

A jak w Polsce?

W Polsce dostęp do internetu ma 62 obywateli na 100, co sytuuje nas poniżej europejskiej średniej, ale wciąż na przyzwoitym poziomie. A jednak dostęp do wiedzy jest gorszy niż w Missisipi: do komercyjnych baz danych trudno dotrzeć, publicznie dostępnych repozytoriów jest mniej, niżby to wynikało z wielkości rodzimej produkcji naukowej. Tylko naukowcy i studenci nie mogą się uskarżać.

- Dostęp do wiedzy jest nieporównywalnie większy niż 20 lat temu - tłumaczy Ewa Kobierska-Maciuszko, dyrektorka Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. - Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego kupuje i udostępnia wszystkim uczelniom w Polsce podstawowe, pełnotekstowe bazy danych wydawnictw Springer, Elsevier, EBSCO, Web of Science, Nature i Science. Kolejne bazy są kupowane przez konsorcja zrzeszające uczelnie o podobnym profilu. Ministerstwo dofinansowuje zakupy konsorcyjne w 50 proc., dzięki czemu uczelnia, która wyda na bazy danych ok. 2 mln złotych, może zaoferować naprawdę bogatą ofertę.

Dodatkowo BUW, tak jak niemal wszystkie biblioteki akademickie w Polsce, pracuje jako publiczna biblioteka naukowa, a to oznacza, że każdy, kto do niej wejdzie i skorzysta z komputera bibliotecznego, będzie miał taki sam dostęp do jej zasobów jak członek społeczności akademickiej.

Ktoś mógłby więc powiedzieć: idzie ku lepszemu. Czy rzeczywiście? Dwadzieścia lat temu Polak, który chciał się zapoznać z najnowszym numerem zagranicznego czasopisma naukowego, jechał do biblioteki akademickiej i na miejscu, w czytelni oddawał się lekturze. Dziś wystarczy pojechać do biblioteki akademickiej i na miejscu, na bibliotecznym komputerze zrobić to samo.

Poza tym, formuła "każdy, kto do niej wejdzie" od razu dzieli Polaków na lepiej i gorzej "ulokowanych". Mieszkaniec Krakowa wejdzie do biblioteki naukowej po półgodzinnej podróży tramwajem, a mieszkaniec wsi pod słowacką granicą straci na to cały dzień i sporo pieniędzy.

Kto tu w końcu kogo okrada

Jawne nierówności prowokują radykalne reakcje. W lipcu ubiegłego roku policja aresztowała w Bostonie 24-letniego aktywistę i propagatora otwartego dostępu do wiedzy, który włamał się do uczelnianej sieci i pobrał z bazy JSTOR ponad 4 mln artykułów. Do ich rozpowszechniania nie doszło, a JSTOR z obawy przed złą prasą nie domaga się ukarania Aarona Swartza, ale prokuratura ogłosiła, że "kradzież jest kradzieżą" i ściga go z urzędu, strasząc 35 latami więzienia i milionową grzywną. Motywy, jakie kierowały Swartzem, muszą jednak mieć swoją wagę, bo apel o jego uwolnienie podpisało kilkadziesiąt tysięcy osób, a niejaki "Greg Maxwell" w akcie protestu zhakował z bazy JSTOR i umieścił w PirateBay 18 tys. artykułów.

Obrońcy Swartza uważają, że sięgnął on po dorobek, który w myśl prawa należy do domeny publicznej. Faktycznie, wiele baz komercyjnych zawiera teksty, które nie są chronione prawem autorskim. Na jakiej więc podstawie właściciel bazy żąda opłaty za udostępnienie np. anonimowego pamfletu wydrukowanego w roku 1800?

- Dysponent bazy danych oczywiście nie może zakazać korzystania z takiego utworu, ale może żądać stosownej opłaty za korzystanie z jej zawartości w trybie online - wyjaśnia prof. Ryszard Markiewicz z Instytutu Prawa Własności Intelektualnej UJ. - W tej sytuacji zainteresowany albo pozyska utwór z innego źródła, albo musi się zgodzić na podyktowane warunki. Umowa reguluje zatem dostęp do bazy, a zakres korzystania ze zgromadzonych w niej utworów jest regulowany prawami autorskimi.

W krajach Unii Europejskiej z kolei działa prawo, które chroni samą bazę danych. Nie blokuje ono dostępu do informacji w ogóle - z informacji każdy może korzystać - monopolizuje jedynie dostęp do informacji poprzez tę konkretną bazę danych. Ani umowa, ani wspomniane prawo unijne nie chronią wówczas utworów. Chronią nakład inwestycyjny: czas i pieniądze, które zostały wyłożone na zebranie informacji

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8
  • 5
  • 1
  • 14
  • 1
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (5)

  • soulinlov

    Oceniono 7 razy 5

    Zainteresowała mnie jedna rzecz, cytuję: "Listę najuboższych stanów otwiera Missisipi, gdzie aż 28 proc. mieszkańców żyje poniżej poziomu ubóstwa. " - opierając się na stronie www.dailyfinance.com/2011/05/12/unemployment-benefits-best-worst-states/ - wynika że średnia wysokość zasiłku dla bezrobotnych wynosi 190 dolarów tygodniowo (Average Weekly Benefit Amount: $190) co przekłada się na kwotę 609 PLN (kurs dolara z 28.01.2012) czyli przy przeliczeniu na miesiąc bezrobotni dostają 2 430 PLN. Ja zarabiam mniej więcej tyle samo zasuwając dzień w dzień do roboty... za to litr benzyny kosztuje w najgorszym przypadku 2.80 PLN (w przeliczeniu z 3,50$ za galon czyli 4 litry).. (www.kierunek.us/us/informacje-praktyczne/mapy/ceny-benzyny-w-stanach.html). Ile paliwo kosztuje w Polsce nie muszę przytaczać. Innych kosztów już mi się nie chciało szukać.... pozdrawiam

    • cirth

      0

      @soulinlov
      a zestawiłeś/aś ten zasiłek z kosztami życia i kosztem koszyka dóbr podstawowych?
      Kiedy pracowałam w wakacje 2006 roku w USA miałam tygodniówkę ok. 270$ (minimalna, pewnie teraz jest większa), a i tak starczała bez szaleństw (przy czym wielu kosztów nie ponosiłam, bo nie mam dzieci na utrzymaniu ani długów do obsłużenia, dzieliłam mieszkanie z kilkoma osobami, nie miałam lokalnego ubezpieczenia zdrotownego, nie musiałam kupować samochodu, bo choć żadnego transportu publicznego w moim miasteczku nie było, to pracodawca zorganizował dowóz busami). To nie jest wielka kwota w USA, naprawdę.

    • soulinlov

      0

      @cirth
      nie byłem nigdy w USA i nie znam kosztów "dóbr podstawowych" dlatego nie uważam swojego komentarza za coś bardzo oddającego rzeczywistość. Możesz podać przykładowe ceny "dóbr podstawowych? Jakieś zestawienie by się przydało - tak z ciekawości. Poza tym możesz porównać ową kwotę z tym co dostaje bezrobotny w Polsce? pozdrawiam

  • unitestates

    Oceniono 4 razy 0

    Im więcej matołów i nieuków tym łatwiej nimi rządzić, dostęp do wiedzy powinien być ściśle limitowany a za jego naruszenie najwyższa możliwa kara, nie jakieś nędzne 35 lat więzienia.

    • flyer

      Oceniono 4 razy 4

      @unitestates
      Matoły i nieuki były, są i będą. Takie prawo natury. Zresztą i dobrze, bo ktoś w obecnym zalewie "wykształciuchów" [wskaźnik skolaryzacji dla szkół wyższych ok. 40% przy 10% za czasów socjalizmu - cytuję z pamięci] nie miałby kto "kibli przepychać".

      Problemem nie są przyrodzone czy nabyte cechy psychiczne i osobowość, bo za te odpowiada Pan B. ;>, ale równy start/szanse, który powinno zapewniać Państwo swoim obywatelom, a przynajmniej tego równego startu/szans nie powinno utrudniać.
      I nie powinno tu mieć znaczenia to, że X mieszka w Warszawie, a Z w dawnej wsi pegeerowskiej.

      Bez równego startu/szans tłumok X z W-wy zostanie szanowanym urzędnikiem, a Z będzie mu kible przepychał.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób