Skomentuj:
Komentarze (3)
-
Ten problem niewatpliwie istnieje i musi siegac korzeniami daleko glebiej do polskiej szkoly i procedur zwiazanych z korepetycjami udzielanym uczniom przez ich nauczycieli.
Dlaczego tak sadze? Otoz dokladnie JUZ w 1999 r. przyszedl do mojego biura MOJ student na samym poczatku semestru i poprosil o dodatkowe PLATNE korepetycje. Zostal odprawiony z informacja, ze nic takiego nie wchodzi w rachube a w semestrze sa wyznaczone godziny konsultacji kiedy to kazdy student moze przyjsc i zadac pytania. Wiecej sie u mnie nie pojawil. Generalnie dalo mi to wtedy wiele do myslenia skad cos takiego moglo chlopakowi przyjsc w ogole do glowy i co sie stalo na polskich uczelniach w czasie mojej wieloletniej nieobecnosci.
Problem udzielania korepetycji studentom przez kadre akademicka jest dosc "sliski". Kiedys bulwersowalo mnie, ze koledzy moga w pracy udzielac korepetycji moim studentom. Sa uczelnie w Polsce gdzie podobno wladze wyraznie stwierdzily, ze kadra nie powinna udzielac korepetycji studentom (z tych samych jednostek naukowych?).
Etyka niewatpliwie siegnela bruku!!!! |:-(
Teraz po latach sadze, ze problem platnych korepetycji to pikus w stosunku do innych problemow zwiazanych z procesami dydaktycznymi na publicznych uczelniach.
Jeden hint. Gdyby istnialy jasne i mierzalne warunki zaliczenia przedmiotu z malym marginesem na uznaniowosc prowadzacego, proceder "podrecznikowy" jak i wiele innych patologii nie mogly by miec miejsca... -
a czemu taki proceder nie jest traktowany jako łapówka pobierana przez funkcjonariusza publicznego, w końcu to taki aferzysta potwierdza bądź nie umiejętności studenta składające się na jego publiczny dowód ukończenia studiów czyli oficjalne stwierdzenie nabytych umiejętności, ale cóż skoro plagiator może być uznawanym profesorem to czego wymagać od doktora
-
No oby, oby te kary się wreszcie przydarzyły. O aż takich przegięciach na uczelniach państwowych jeszcze nie słyszałem. Tzn. był oczywiście medialnie głośny pan profesor-macant z UAM-u, jest profesor-seksmaszyna z UŁ (ale targetuje tylko koleżanki z szeroko rozumianej pracy), jest podobny dziekan z UW, ale też podmacuje koleżanki jedynie, ot przypadłość sfrustrowanego maniaka... Ale żeby studentów otwarcie doić, i to w taki sposób, i przez, jak widzę, co najmniej kilka semestrów bezkarnie, to to już mocne jest.
Trudno mi uwierzyć w tego typu wyjątkowość Wrocławia, może coś usłyszymy z innych miast niedługo. Na kopach powinni wylecieć, i to z miejsca. Najgorzej jak za to studenci bekną, bo nagle się okaże że limitu stopniowego nie ma.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX









