Kontrakty na chirurgię jednego dnia mają przede wszystkim prywatne szpitale i większe poradnie. Tylko w województwie śląskim jest ok. 100 takich lecznic. Niektóre z nich wykonują tylko drobne zabiegi, jak usuwanie kaszaków, brodawek czy wrastających paznokci. Inne zajmują się poważniejszymi operacjami, m.in. chirurgią szczękową, usuwaniem zaćmy, przepuklin, żylaków, guzków w piersiach czy migdałków. Nazwa chirurgia jednego dnia jest w tym przypadku umowna - w rzeczywistości pacjent może przebywać w szpitalu do 72 godzin.
W piątek okazało się, że wszystkie oddziały chirurgii jednego dnia w przyszłym roku mogą zostać bez kontraktów. Cztery województwa, które miały właśnie rozpisać konkurs na chirurgię jednego dnia, musiały się wstrzymać z jego ogłoszeniem. W pozostałych oddziałach
NFZ szpitale podpisały rok lub dwa lata temu trzyletnie kontrakty na te zabiegi. Mają one jednak wygasnąć już 1 stycznia - zdecydował prezes NFZ Jacek Paszkiewicz.
- To fatalna informacja dla naszych szpitali i pacjentów. Nie mieści nam się w głowie, że z dnia na dzień można zdecydować o zamknięciu całej chirurgii jednego dnia. Czekamy na wyjaśnienia z NFZ - mówi Krzysztof Macha, wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.
Ale wyjaśnień jak na lekarstwo. Urzędnicy w oddziałach nie kryją zaskoczenia decyzją prezesa. Centrala milczy na temat jej powodów. - Pismo prezesa informuje tylko o wygaśnięciu umów z dniem 1 stycznia - mówi Andrzej Troszyński, rzecznik NFZ. Na pytanie, czy konkurs na chirurgię jednego dnia jednak się odbędzie, nie udzielił odpowiedzi.
Nieoficjalnie wiadomo, że przedstawiciele prywatnych szpitali, które mają chirurgię jednego dnia, od wielu tygodni spierają się z prezesem NFZ. Według nich wymagania stawiane przez Fundusz, m.in. dotyczące sal operacyjnych, są zbyt wyśrubowane.
Jeśli nowy konkurs nie zostanie ogłoszony, pieniądze do tej pory przeznaczane na chirurgię jednego dnia popłyną do większych szpitali. Ucieszą się z tego przede wszystkim publiczne placówki. Od lat narzekają, że mnożące się prywatne lecznice ''spijają im śmietankę'', czyli wykonują tylko najbardziej opłacalne zabiegi, takie właśnie jak usuwanie zaćmy. Nie muszą przy tym utrzymywać całodobowej gotowości do przyjmowania chorych w stanach nagłych. Mniej płacą więc za dyżury lekarzy, pielęgniarek i laborantów, a pacjentów obciążonych ryzykiem powikłań albo w ogóle nie chcą operować, albo tuż po operacji odsyłają do dużych szpitali, które ponoszą koszty ich dalszego leczenia.
Drobne zabiegi mogą być także wykonywane w przychodniach. By je do tego zachęcić, NFZ w lipcu wielu specjalistom podniósł dwu-, trzykrotnie stawki za porady.