Maciej Czarnecki: O czym pan myśli?
Prof. Włodzisław Duch: O własnym umyśle, lubię przeprowadzać na sobie myślowe doświadczenia. W ogóle obserwuję siebie dość mocno, pewnie dlatego, że kiedyś sporo czasu spędzałem w grupach medytacyjnych, głównie zen.
A teraz?
- Najczęściej myślę w drodze do pracy, zawsze pieszo. Staram się chodzić świadomie, odczuwać każdy krok.
A jakie są te myślowe doświadczenia?
- Na przykład z wyobraźnią. Moja mama była malarką. Pamiętam, że też bardzo chciałem zostać artystą, ale mi nie wyszło. Nie potrafię rysować z pamięci. Większość osób ma dość żywą wyobraźnię zmysłową, ja - abstrakcyjną. Nie umiem wyobrażać sobie rzeczy w sposób żywy, np. jak ubrana jest żona, jakiego koloru sukienkę ma na sobie. Jeśli sobie tego nie powiem w momencie obserwacji, to nie przypomnę z wyobraźni. To pewnego rodzaju zaburzenie, które w neuropsychologii można nazwać agnozją wyobrażeniową. Nawiasem mówiąc, zupełnie nowe zagadnienie, którego nikt jakoś dotąd za dobrze nie zbadał.
Niemożność myślenia obrazami?
- Nie tylko. To także np. agnozja muzyczna. Nie potrafię sobie wyobrazić brzmienia dźwięku, choć wyobraźnię muzyczną mam całkiem dobrą. Jestem w stanie nieźle improwizować - już trzy lata gram na pewnego rodzaju elektronicznym klarnecie, ale kiedy mam sobie przypomnieć jakąś konkretną melodię, mój mózg nie jest w stanie tego zrobić. Muszę grać z nut.
Jak pan myśli, dlaczego?
- Kiedy słucham melodii, informacja z kory słuchowej zapisuje się w mojej pamięci, ale kiedy mam ją sobie wyobrazić, to powinno być na odwrót: pamięć musi pobudzić korę słuchową, żeby wywołać wrażenie dźwięku. No więc samą melodię mam w pamięci, ale nie działa to wewnętrzne odtwarzanie. Muszę wpierw coś zanucić lub zagrać, żeby sobie uświadomić, że jest to w mojej głowie. Skłoniło mnie to do badań na temat neuropsychologii i tego, co właściwie o sobie wiemy i co możemy o sobie wiedzieć, jakie są ograniczenia przepływu informacji w mózgu.
Witkacy przedstawiał myślenie jako mordęgę, błogosławił żywot "bezmyślnych bydląt".
- Ludzie czasem boją się myślenia, bo nie potrafią kontrolować swojego umysłu i często prześladują ich myśli negatywne. Ostatnio pojawiła się ciekawa praca dowodząca, że ci, którzy zaczynają się czymś martwić lub bać się, są w stanie od tego uciec, tylko muszą zacząć szybko myśleć. Wtedy w mózgu nie ma czasu na inne procesy.
Ma pan praktyczne rady na takie przykre myśli?
- Trzeba odwrócić uwagę, ale np. bezmyślne oglądanie programu TV kończy się tym, że niechciane myśli powracają. Najlepiej zacząć aktywnie coś rozwiązywać. Inny sposób stosowany na Dalekim Wschodzie to powtarzanie mantr, skupianie się na dźwięku, wibracjach w swoim ciele. Podobny efekt fizjologiczny ma odmawianie różańca. Upraszcza to zachodzące w mózgu procesy i wymywa myśli, które nas martwią.
Nawet te najbardziej natrętne?
- To tylko kwestia wprawy. Skupienie może być formą ucieczki od rzeczywistości. Odkryłem to już w szkole podstawowej. Kiedy dyrektor mocno mnie strofował, zaczynałem się koncentrować na oddychaniu, wrażeniach zmysłowych, a nie jego słowach.
Już wtedy myślał pan o badaniu ludzkiego mózgu?
- Wybrałem fizykę, bo chciałem zrozumieć świat. Trafiłem do znakomitego prof. Jacka Karwowskiego, który do dziś jest moim przyjacielem. W ten sposób mam szerszy pogląd na naukę, bo studiowałem też mechanikę kwantową i wydaje mi się, że nie najgorzej ją rozumiem. Z drugiej strony obawiam się, że zajmuję się zbyt wieloma rzeczami, a nie można mieć jednocześnie głębokiej i bardzo szerokiej wiedzy. Mózgi mają ograniczoną pojemność. Znam wielu noblistów, którzy są świetnymi specjalistami w swojej dziedzinie, ale skoro już zostali noblistami, to pytani są o wszystko. Wymyślają więc odpowiedzi, ale niespecjalnie głębokie.
Czym jest myśl?
- Pobudzeniem mózgu. Jest w nim bardzo wiele procesów, wiele śladów wynikających z naszych obserwacji i przeżyć, z których nie zdajemy sobie sprawy. I tylko czasami to, co wpływa na nasze zachowanie, może być na tyle jednoznaczne, powtarzalne i konkretne, by mózg był stanie to skategoryzować, dodać nalepkę, nazwę, którą można wypowiedzieć.
Źródło: Gazeta Wyborcza