Marcin Szumny - w kieszonce koszuli wpięty identyfikator, w ręku mapka, zero tremy. - To moja autorska trasa. Skoro jesteśmy w Gdańsku, nazwałem ją "Solidarność i wolność" - wyjaśnia. - Zanim jednak rozpoczniemy zwiedzanie największej w Europie kolekcji murali, popatrzmy z wiaduktu na Zaspę.
Patrzymy na bloki. - Historia osiedla zaczyna się w 1974 r., kiedy przestało tu istnieć lotnisko uruchomione w 1923 r., jego pozostałością jest pas startowy - opowiada Marcin. - Była tu też strzelnica, gdzie w 1939 r. Niemcy rozstrzelali obrońców Poczty Polskiej. Dzieje Zaspy sięgają jednak czasów znacznie wcześniejszych - w XV w. stanowiła ona dobra cystersów oliwskich. A w latach 80. w bloku przy ul. Pilotów 17 mieszkał z rodziną Lech Wałęsa. Pod jego domem regularnie gromadzili się ludzie, zwłaszcza kiedy w 1983 r. dostał pokojowego Nobla.
Patrzymy na jeden z najsłynniejszych tutejszych murali, ten z
papieżem i Wałęsą. - W 1987 r. na Zaspie odbyła się msza papieska i do tego nawiązuje dzieło Rafała Roskowińskiego, pioniera gdańskiego muralu. To on na początku lat 90. przy Nadbałtyckim Centrum Kultury stworzył Pracownię Muralu, a podczas obchodów 1000-lecia Gdańska zorganizował pierwszy festiwal murali na Zaspie. Idea była taka, by to betonowe mrowisko ożywić dzięki sztuce - zaangażowanej i kolorowej. Powiedziałem "mrowisko", ale to raczej ul, wystarczy spojrzeć na mapę - układ bloków zgodnie z zamysłem urbanistów przypomina plaster miodu.
Jesteśmy przy malowidle oznaczonym na mapce numerem 11. To praca Pawła Karczewskiego, jeden z pierwszych murali na Zaspie. Marcin: - Widać tu rzymskie Colosseum, jedną z najbardziej monumentalnych budowli starożytności, co w pewien sposób wiąże się z Zaspą, monumentalnym osiedlem współczesności. A na nim - kolekcja malarstwa monumentalnego. Wszystko pasuje.
Kolejny mural to dzieło Piotra Bondarczyka. Musimy się cofnąć, bo dopiero z odległości widać, że obraz przedstawia całującą się parę. - Według autora - fotografika, stąd te piksele - to Vivien Leigh i Clark Gable z "Przeminęło z wiatrem", ale Roskowiński twierdzi, że to pocałunek Danuty i Lecha Wałęsów - mówi przewodnik. - Podoba mi się taka interpretacja.
Na ul. Pilotów, tuż obok kościoła św. Kazimierza, jeden z najdziwniejszych murali - praca Gionaty Gessiego, Włocha działającego pod pseudonimem OZMO. Chiński czerwony smok wymachujący gitarą. - Powstał w 2009 r., a to był festiwal rocznic: wybuchu wojny, śmierci Witkacego, Okrągłego Stołu i pierwszego koncertu
rock'n'rollowego w Polsce - 24 marca 1959 r. w gdańskim klubie Rudy Kot, wystąpił wtedy zespół Rythm'n'Blues - informuje mój przewodnik. - I ten smok właśnie do rock'n'rolla nawiązuje. W Chinach smok symbolizuje siły witalne i pomyślność, a rock to nieokiełznana energia, łamie konwenanse, podobno dlatego smok OZMO wymachuje gitarą w stronę kościoła, bastionu konserwatyzmu...
Kolejny obraz: czarne kropki na białym tle, czyli mural Mikołaja Jurkowskiego i Sylwestra Gałuszki z grupy PGR Art pt. "Alfabet - odsłona pierwsza: Witkacy". To zapisany w kodzie binarnym cytat z dzieła "622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta": "Sztuka jest odrębnym światem, jest ostatecznym odbiciem jedności bytu".
- Murale sprawiają, że identyczne betonowe bloki zaczynają się wyróżniać, wystarczy powiedzieć np.: "Mieszkam pod papieżem". Na początku mieszkańcy nieufnie podchodzili do muralesów, teraz często dopytują, kiedy wreszcie coś namalują na ich domu.
Dwugodzinną trasę z 13 muralami zaczęliśmy od
papieża i Wałęsy, na Wałęsie też ją kończymy. Pikselowy portret przywódcy "Solidarności" namalowany przez Piotra Szwabe widnieje na ścianie bloku, w którym Wałęsa mieszkał. - Klatka D, pierwsze piętro - precyzuje Marcin.
Europejski Festiwal Malarstwa Monumentalnego trwa do jutra. W jego ramach artyści: Run (
Włochy), Remed (Francja), Ekta (
Szwecja), Prozac (Brazylia) i Dem (Włochy), zrealizują pięć murali pod hasłem "Miłość jest pokusą". Przewodnicy oprowadzają codziennie o godz. 18.
Więcej na: www.monumentalart.eu