Dzięki maltańskiemu festiwalowi usłyszeliśmy w Polsce po raz pierwszy Beirut, Elvisa Costello, Coco Rosie, Jane's Addiction,
Nine Inch Nails czy wreszcie w tym roku Fleet Foxes i
Portishead.
Ci ostatni byli szczególnym prezentem dla 30-latków, dla których usłyszenie swoich muzycznych bohaterów w latach 90. było marzeniem ściętej głowy ze względu na niepełnosprawność ówczesnego rynku koncertowego. Ten występ stanowił spełnienie snów. Tym bardziej że Portishead to nie grupa starych, zblazowanych i wyblakłych gwiazdorów objeżdżających peryferia, by dorobić do emerytury, ale zespół w najwyższej artystycznej formie. Kto wie, czy nie w lepszej niż wtedy, gdy zdobywał sławę swoją pierwszą płytą. Byliśmy w Poznaniu świadkami 90 minut dźwiękowej perfekcji wypełnionej aranżacyjnymi smaczkami, emocjami i zaskoczeniami z kulminacją w postaci
piosenki "Wandering Star" w wersji, która przyprawiłaby o ciarki i wzruszenie nawet drużynę strongmenów.
Z kolei dla młodszych słuchaczy muzycznym wydarzeniem Malty mógł być występ Fleet Foxes, chyba najjaśniej świecącej dziś gwiazdy sceny alternatywnej. Poznański koncert dowiódł, że zachwyty krytyków są jak najbardziej zasłużone. W scenerii jeziora
Malta z zachodzącym słońcem w tle do tego neofolkowego grania przyczepiały się dodatkowe pozytywne konteksty.
Nie wolno również zapomnieć o koncercie
Manu Chao. Trudno znaleźć dobre określenie dla tego artysty. Cyborg? Przybysz z kosmosu? Bo Manu w ogóle się nie zmienia. Mimo 50 lat na karku jest wulkanem energii, a swoimi prostymi, ale trafionymi w punkt muzycznymi patentami i zaangażowaniem porywa publiczność od pierwszych nut.
Muzyka opanowała również Pasaż Kultury na Starym Rynku, gdzie przez cały tydzień odbywały się darmowe koncerty. Wszyscy zapamiętają totalne szaleństwo (ewentualnie, jak to określił ktoś z publiczności, "hipsterską apokalipsę"), kiedy przepełniony Pasaż tańczył przy muzyce Australijczyków z Architecture in Helsinki.
Poziom artystyczny koncertów był w tym roku chyba najwyższy w historii festiwalu. Za rok bardzo trudno będzie go przeskoczyć. Ale nie takich cudów byliśmy już na Malcie świadkami.