http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zmarł Maciej Zembaty

not. sub
2011-06-28, ostatnia aktualizacja 2011-06-28 10:56

Maciej Zembaty
Maciej Zembaty
Fot. Albert Zawada / AG

Satyryk, pieśniarz, niepowtarzalny głos i mistrz czarnego humoru, który lubił żartować ze śmierci. Zmarł wczoraj w szpitalu w Warszawie. Miał 67 lat

ZOBACZ TAKŻE
Z Jackiem Janczarskim stworzył jedno z najsłynniejszych słuchowisk Polskiego Radia - "Rodzinę Poszepszyńskich", arcydzieło czarnego humoru. Sławę przyniosły mu tłumaczenia i wykonania piosenek Leonarda Cohena. Jego polska wersja "The Partisan" stała się jednym z nieoficjalnych hymnów członków "Solidarności" internowanych podczas stanu wojennego.

O swojej fascynacji Cohenem pisał: W 1977 r. w jednym z naszych tygodników ukazały się przekłady jego ballad. Pomyślałem sobie, że ja chyba zrobiłbym to inaczej, i zrobiłem. Tłumaczenia dawały się śpiewać, więc wziąłem do ręki gitarę. Śpiewali je też inni. Nucono je w akademikach i na turystycznych rajdach. Teksty krążyły w odpisach. W połowie lat 80. Cohen przyjechał do Polski i wtedy okazało się, że tu u nas jest o wiele bardziej popularny niż w ojczystej Kanadzie. Udało mi się nagrać płyty z Cohenem po polsku. Zrobiła się moda. Jest widać w tej poezji coś takiego, czego potrzebowali Polacy drugiej połowy lat 80. Cohenowski everyman samotnie szamocze się między skrajnościami, nie jest jednak postacią żałosną. Wie, że tylko w samotności możemy rozwijać naszą świadomość. Trzeba odwagi, by zaakceptować bez zastrzeżeń naszą kondycję i świat, w którym żyjemy - taki jaki jest, a nie taki jakim chcielibyśmy go widzieć”.

Tematem jego dyplomu na polonistyce na UW była polska piosenka więzienna, znajomość grypsery wykorzystywał też do tłumaczenia rosyjskich piosenek bandyckich i obozowych. Rosyjski znał dzięki ojcu, który, jak Zembaty kiedyś opowiadał, "przypuszczając, jak się okazało niesłusznie, że Polska stanie się republiką ZSRR, od dziecka wtłaczał mi go do głowy. Rodzice sobie słuchali po nocach Wolnej Europy, a ja w dzień, na prośbę ojca, rysowałem karykatury ociekającego krwią i śliną Trumana z bombą atomową zamiast nosa. Na oczy przejrzałem dopiero w liceum sztuk plastycznych w Warszawie dzięki nauczycielowi historii, który nazywał się Jacek Kuroń".



Pochodził z Wadowic, uczył się gry na fortepianie, krótko studiował w łódzkiej Filmówce i w PWST w Warszawie. Swój pierwszy kabaret założył jeszcze na studiach, razem z przyjacielem, kompozytorem Januszem Bogackim. Równolegle występował w założonym przez Wojciecha Młynarskiego Dreszczowcu. W 1965 r. na Festiwalu w Opolu zdobył wyróżnienie jury i nagrodę za najlepszy debiut autorski.

Wraz z Ludwikiem Klekowem tworzył kabaret ZAKR specjalizujący się w wykonaniach piosenek Włodzimierza Wysockiego i Andreja Galicza. Magda Umer: - W Marcu '68 pełnił taką rolę, jak Kaczmarski w latach 80. - odważnego chłopaka z gitarą.

Zasłynął psychodelicznym magazynem "Zgryz" w radiowej Trójce, a kultową "Rodzinę Poszepszyńskich" prowadził i występował w niej od 1972 r. - ta parodia "Matysiaków" i "W Jezioranach" była jedną ze sztandarowych audycji Polskiego Radia.

Mawiał o sobie: interesowny egocentryk o silnych skłonnościach społecznych. I że najbardziej lubi gotować, ale żeby z czegoś żyć, musi zajmować się: poezją, muzyką, filmem, estradą i dziennikarstwem.

W rok po Sierpniu zorganizował na Wybrzeżu pierwszy Przegląd Piosenki Prawdziwej, czyli "antyfestiwal sopocki" prezentujący twórczość spoza peerelowskiej cenzury (druga edycja miała miejsce dopiero po 20 latach). Był internowany w Białołęce, dla Radia Wolna Europa przygotował cykl programów "Na tyłach wrony". W latach 80. występował w duecie z Johnem Porterem.

Jest autorem wielu piosenek, nagrał kilkanaście płyt, a album "Alleluja" (1986) z przełożonymi przez niego balladami Cohena sprzedał się w 400 tys. egzemplarzy. Wydał też przekłady wierszy Cohena oraz m.in. książki: "Mój Cohen", "Rodzina Poszepszyńskich story", "Makabra i współczucie". Pisał scenariusze filmowe i muzykę do filmów (m.in. serialu "Siedem życzeń" , w którym użyczył również głosu kotu o imieniu Rademenes). Był mistrzem czarnego humoru, żartował nawet ze śmierci. Do legendy przeszła jego piosenka "Ostatnia posługa", śpiewana na melodię marsza żałobnego Chopina, która zaczynała się tak: "Jak dobrze mi w pozycji tej/W pozycji hory-zon-tal-nej/Ubodzy krewni niosą mnie na swych ramionach".

Donata Subbotko, Łukasz Grzymisławski

Jacek Kleyff

Poznałem go na inauguracji roku akademickiego w 1965, kiedy zaczynał robić kabarety. Zachwycił mnie swoimi skeczami. Potem uzupełnił moją piosenkę "Sejm" o parę zwrotek i wygrał nią Festiwal Piosenki Prawdziwej w Gdańsku w 1981. To była chyba najbardziej szydercza rzecz, jaką w życiu słyszałem, do dzisiaj sam siebie się boję, jak to śpiewam. Maciek był nieograniczenie inspirujący, a jednocześnie miał w sobie straceńczość. To nas od siebie oddaliło, uważałem, że on dokonuje na sobie powolnego samounicestwienia. Kocham go za wspomnienia radosnej trzeźwości, przekory z czasów naporu, kiedy razem tworzyliśmy tego polskiego przed-punka: no future i pełna szyderka. On serio tylko tłumaczył Cohena, a sam pisał piosenki szydercze. Był szydercą o fantastycznych walorach głosowych, nie było drugiego takiego głosu w Polsce.

Krystyna Kofta

Pamiętam nasze wyjazdy do radia, gdzie nagrywaliśmy audycje na żywo, jak on wtedy szalał. W stanie wojennym lubił zaprosić do siebie parę osób i urządzać koncerty, na których śpiewał m.in. John Porter. A Maciek gotował. Fantastycznie. I jak na co dzień był ekspresyjny, tak w kuchni stawał się okazem spokoju. W późniejszych latach bywało z nim różnie, chorował, więc nie zawsze dobrze. Było w nim coś ujmującego, dobrego i szczerego. Jego czarny humor mroził. Bo Maciek bywał poważny, zwłaszcza jak się leczył, pamiętam te jego opowieści, ale nawet najpoważniejsze sprawy kończył żartem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 2
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':