http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Korczaka portret niesentymentalny

Joanna Tokarska-Bakir
2011-06-28, ostatnia aktualizacja 2011-07-01 23:10

Poznajemy Korczaka depresyjnego, Korczaka fanatycznego, Korczaka celebrytę, Korczaka patriotę. A także Korczaka tak zmęczonego statusem "krajowego cudzoziemca", że w latach 30. planuje wyjazd do Palestyny. Miał nastąpić w październiku 1939

Joanna Olczak-Ronikier, zdjęcie z 2002
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Joanna Olczak-Ronikier, zdjęcie z 2002
''Korczak. Próba biografii'' Joanna Olczak-Ronikier, wyd. W.A.B.
W.A.B.
''Korczak. Próba biografii'' Joanna Olczak-Ronikier, wyd. W.A.B.
SERWISY
''Korczak. Próba biografii''
Joanna Olczak-Ronikier
wyd. W.A.B., Warszawa




Biorąc do ręki książkę Joanny Olczak-Ronikier (laureatki Nike za "W ogrodzie pamięci" o losach jej rodziny), czytelnik o usposobieniu ironicznym rozluźnia się dopiero po chwili, gdy mija nieco szkolny początek. Bo im więcej przeczytanych stron, tym bardziej ta książka do siebie przekonuje. Rekonstrukcja historycznego tła - z zabójstwem prezydenta Narutowicza, rewolucją 1905, z wojną japońsko-rosyjską - wcale nie przytłacza faktami, odczuwa się raczej ich niedosyt. Narracja osiąga swój cel i w końcu naprawdę obcujemy z Januszem Korczakiem.

Patriota, ale nie Polak

Henryk Goldszmit (Janusz Korczak to jego pseudonim literacki) urodził się w rodzinie Żydów spolonizowanych tak bardzo, jak to tylko możliwe, jednak wciąż jeszcze nie dość, aby zostali uznani za Polaków. Mówią o tym opinie współczesnych przytaczane przez Olczak-Ronikier. Np. taka: "Żyd i Polak w jednej osobie? - to wierutny fałsz (...). O pogodzeniu tych dwóch sprzeczności: żydowszczyzny i polskości, nie może być mowy". Konfrontowany z nimi Korczak nigdy nie uciekał od żydowskości w żadnym z uczęszczanych kierunków: ani w polskość, ani w komunizm. Był wierny idei dwunarodowości nawet w najgorszym dla niej okresie. Najgorszym wypada nazwać czas, gdy okupant karał za nią śmiercią.

Jak było, zanim okupant się pojawił? O tym wszystkim - słowami redaktora "Roli" Jana Jeleńskiego czy lwowskiego publicysty Zygmunta Frylinga - obszernie mówi ta książka. Ponieważ w narodowym spisie powszechnym, który właśnie w tej chwili przeprowadza się w naszym kraju, dla Korczaka wciąż nie byłoby rubryczki, tym bardziej warto rozważyć ich słowa. Pierwszy pisał w latach 80. XIX w.: "Jesteś Żydem, bądź nim! Milszy nam ortodoks Żyd aniżeli cywilizacyjne zero, bo pierwszy wierzy w coś, jest czymś, a drugi nie daje żadnej gwarancyi. Dla geszeftu coś sprzeda, przeszachruje wszystko, gdyż jest zwolennikiem bezwzględnego, podłego utylitaryzmu". Pogląd ten powróci do Korczaka jeszcze w getcie, gdy z ust "pewnego narodowca" usłyszy: "Żyd, szczery patriota, jest w najlepszym razie dobrym warszawianinem czy krakowianinem, ale nie Polakiem".

Wspomniany Fryling musiał uważać się za człowieka bardziej tolerancyjnego niż Jeleński, skoro dopuszczał możliwość asymilacji Żydów. Obwarowywał ją jednak warunkami. "Żyd, który chce być traktowany na równi z innymi obywatelami kraju, musi być charakteru nieskazitelnego, musi liczyć się z każdym krokiem, aby najmniejszej skazy lub przewinienia garstka żydofobów nie położyła na karb jego właściwości plemiennych, musi wystrzegać się wszystkiego, cokolwiek by mogło przypomnieć wady jego współwyznawców". Trudno oprzeć się wrażeniu, że ofiarą powyższego mechanizmu kontroli narzuconej aspirantom do polskości stał się też ojciec Korczaka, mecenas Józef Goldszmit, który w 1896 r. popełnił samobójstwo. Ten sam aparat dyscyplinujący uformował też jego syna Henryka Janusza.

Słuch absolutny, gdy chodzi o lustro wewnętrzne

Józef Czapski, który poznał Korczaka w Warszawie w 1915 r., pisał o jego "słuchu absolutnym, gdy chodzi o lustro wewnętrzne". Cenił go za ostrość spojrzenia na siebie "ze spokojną świadomością porażek swoich", za niezagłuszanie wątpliwości. Czapski wspominał drwiąco panie z towarzystwa, które powieści Doktora nazwały "fałszywą literaturą". A ta literatura w latach 70. wydobywała Czapskiego z depresji. Szczególnie łapczywie czytał jego "Pamiętnik" wydany w 1958 r. przez Igora Newerlego, współpracownika i sekretarza. Do dziś pozostaje on jedną z najmniej znanych i najtrudniejszych książek Korczaka.

Nigdy nie stałby się podstawą procedury kanonizacyjnej. Doktor pisał go w getcie w ostatnich trzech miesiącach życia, w ostatniej siedzibie Domu Sierot. Notował nocą, w szczątkach czasu, który miał dla siebie. Pisał też prawie wyłącznie o sobie. "Łóżko moje w środku pokoju. Pod łóżkiem butelka wódki. Na nocnym stoliku razowy chleb i dzbanek wody. (...) Natchnienie daje mi pięć kieliszków spirytusu na pół z gorącą wodą. Po czym idzie rozkoszne uczucie znużenia bez bólu".

W pamiętniku powracają ślady praktyk duchowych, jakie przyswoił sobie w okresie masońskim - w latach 20., obok ludzi takich jak generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz czy Wanda Dynowska, Korczak należał do Gwiazdy Morza, loży Międzynarodowego Mieszanego Zakonu "Le Droit Humain". 27 lipca 1942, tydzień przed śmiercią, notował: "Dawno już nie błogosławiłem światła. Tej nocy próbowałem - zawiodło. Nie wiem nawet, czym pobłądziłem". Olczak-Ronikier pisze, że w wolnomularstwie Korczaka fascynowało to samo, co przyciągało go do pedagogiki - przekonanie, że "życie powinno być procesem samodoskonalenia, poszukiwaniem wewnętrznej równowagi i zgody ze światem".

Będzie wolny, kto wybiera samoograniczenie

Służąc kolektywowi, ideowi komuniści niejednokrotnie oddawali do domów dziecka własne dzieci. Służąc cudzym dzieciom, Korczak od początku pozostawia na boku zarówno kolektyw, jak i własną rodzinę. Po śmierci matki pozostaje mu już tylko siostra. W czasie pobytu w getcie także ją odsuwa od siebie. Dręczy go poczucie winy. Miarą samotności może być zapis w dzienniku: "Ona jedna mówi mi jeszcze po imieniu".

"Przypominam sobie chwilę - pisał w 1938 r. do przyjaciela w Palestynie - gdy postanowiłem nie zakładać własnego domu. Niewolnik nie ma prawa mieć dzieci. Żyd polski pod zaborem carskim. I zaraz to odczułem jako zabicie samego siebie. Z siłą i mocą poprowadziłem swoje życie, które było na pozór nieuporządkowane, samotne i obce. Za syna wybrałem ideę służenia dziecku i jego sprawie". Korczak bezwiednie mówi tu słowami twórczyni nowoczesnego pielęgniarstwa Florence Nightingale, filozofki i mistyczki Simone Weil i stoika Epikteta, który przez większość życia był rzymskim niewolnikiem. Kto myśli o ekspansji, powinien nałożyć sobie pęta. Będzie wolny, kto wybiera samoograniczenie.

Spętany i jako Żyd, i jako Polak Janusz Korczak brał przykład ze swoich sierot. Śladem „dzieci niczyich” wychodził poza to, co narodowe, ideologiczne i religijne. „Cichy, szary polski wyraz »smutno” tak samo brzmi po polsku i po żydowsku” - pisał. A o reportażach z letnich kolonii: „Spotkał mnie zarzut (prywatny), że chłopcy na moich kolonijnych obrazkach za mało są Żydami, że są to sobie dzieci na wsi, a nie żydowskie dzieci. (...) Uwaga pozornie słuszna: i ja początkowo szukałem w nich cech specyficznie żydowskich, coż robić jednak: nie znalazłem (...). Tu, na gruncie warszawskim - jeśli go psem poszczują, zamierzą kamieniem lub zedrą czapkę z głowy i rzucą w błoto - będzie »bardzo śmiesznie” uciekał, płakał czy krzyczał nasz »cykierbobe «, tchórz krzykliwy i niezaradny. Wyślą go rodzice, by sprzedał »czterdzieści śpilek za dwa grosze « - będzie natrętny i sprytny. Trzeba jednak pamiętać, że na kolonii żyją w tak wyjątkowo odmiennych warunkach, że (...) mogą być, a więc są przede wszystkim i wyłącznie dziećmi, którym wesoło”.

Tradycyjni Żydzi zarzucali Korczakowi, że je polonizuje, Żydzi syjoniści, że nie agituje za Palestyną. Jeśli Polacy w tym momencie nic mu specjalnie nie zarzucali, to tylko dlatego, że - w co dziś trudno uwierzyć - Korczakowi nie wolno było zajmować się polskimi dziećmi. Olczak-Ronikier pisze: "Decyzja o pracy w żydowskim środowisku nie wynikała z nagle narodzonej pochodzeniowej solidarności. Była wymuszona sytuacją. Mimo formalnego równouprawnienia Żydzi nie byli zatrudniani na państwowych posadach. Ograniczenie terenu działalności zawodowej tylko do przestrzeni etnicznej, z którą nie miało się już nic wspólnego, której języka się nie rozumiało, dziś wydaje się trudne do zniesienia. Wtedy było normą". O tym, jaki mur dzielił obie społeczności, niech zaświadczy przychylna skądinąd recenzja z "Bankructwa małego Dżeka" (1924): "To jest mały roztropny Żydek, dobre i mądre dziecko, ale zupełnie różne od rówieśników aryjskich".

Szanować, ale też pogardzać

Wielką wartością książki jest realizm portretu bohatera, często wcześniej stylizowanego na marzyciela, poetyzowanego. Tymczasem ten marzyciel potrafił także mówić twardo: "Winniśmy uczyć dziecko nie tylko cenić prawdę, ale i rozpoznawać kłamstwo, nie tylko kochać, ale i nienawidzić, nie tylko szanować, ale i pogardzać, nie tylko godzić się, ale i oburzać, nie tylko ulegać, ale i buntować się".

Ideały korczakowskie, takie jak zasada nietykalności dziecka, samorządności instytucji wychowawczych, emancypacyjnego charakteru pracy dzieci, reformy świata jako reformy wychowania, stały się tak powszechne, że zatarło się dziś niemal ich autorstwo. Nie były to rzecz jasna idee jednego tylko autora. Gdy Korczak notował w "Pamiętniku": "Nie wolno zostawiać świata, jakim jest", w jego słowach pobrzmiewały słowa Marksa o filozofach, którzy dotąd świat objaśniali, podczas gdy trzeba go zmienić. Ale była w nich też twarda dyskusja z Marksem i stanowcza niezgoda na przemoc.

Autorka wspomina o konfrontacji, do jakiej w 1930 r. doszło pomiędzy Korczakiem i jego wychowankami, wśród których było wielu komunistów. Odbyło się zebranie i Doktorowi dano odczuć, jak głęboko się mylił. "Cymbał każe mi czytać Marksa - notował potem w dzienniku. - Czytałem go, kiedy ciebie nie było na świecie. (...) Ciekawe, na której latarni mnie powiesisz, kiedy już zrobisz tę swoją rewolucję".

"Jeśli odrzuca się przemoc i nie wierzy w politykę, pozostaje tylko jedno: edukacja" - napisał w 1940 r. Orwell w szkicu o Dickensie. Zauważa w nim paradoks, nad którym także Doktor musiał łamać sobie głowę. Wyrażają go dwa pytania. Pierwsze, tradycyjnie przypisywane moralistom (i marksistom): "Jak można udoskonalić ludzką naturę bez dokonywania zmian w systemie?". Drugie, wkładane w usta reakcjonistów: "Czy ma jakikolwiek sens zmiana systemu bez udoskonalenia ludzkiej natury?". Odpowiedź Dickensa, Orwella i być może Korczaka - "Gdyby ludzie postępowali przyzwoicie, to i świat byłby przyzwoity" - okazuje się wcale nie takim frazesem, na jaki wygląda.

Niepamięć o losie Żyda w międzywojennej Polsce

Olczak-Ronikier pisze o zapomnieniu i współczesnej nierozpoznawalności bohatera, nad którego śmiercią i śmiercią dzieci w hitlerowskim obozie w Treblince w sierpniu 1942 r. medytuje się zastępczo, aby nie medytować nad jego życiem w międzywojennej Polsce. Czego dziś możemy oczekiwać od jego biografii? W próbach wcześniejszych - książce wydawczyni Korczaka Hanny Mortkowicz-Olczakowej (matki Joanny Olczak-Ronikier) z 1949 r. czy jego współpracowników Igora Newerlego i Aleksandra Lewina - poszukiwano upamiętnienia, pokrzepienia, inspiracji. Nieco później zaczęto poszukiwać rozgrzeszenia. Tak można zrozumieć finał filmu Andrzeja Wajdy zamknięty sceną ostatniej drogi Doktora z dziećmi jako wyprawy na majówkę. W swojej książce Olczak-Ronikier podważa ten heroiczny mit. Odrzuca wszystkie opowieści o Niemcach proponujących Staremu Doktorowi ocalenie, którym on wzgardził, o dwojgu dzieciach, które w pochodzie niósł na rękach, o odświętnych ubrankach sierot podążających ze śpiewem na Umschlagplatz. "To jest twarda mowa" - pisał Czapski o podobnych fragmentach u Simone Weil, i tak właśnie można określić zakończenie tej książki. Heroizacje potrzebne są nie Korczakowi, ale nam, którzy wciąż dzielimy śmierć na godną i niegodną.

Co rozstrzygnięto za czytelnika

Jest jeszcze jeden postulat, z którym autorka rozprawia się w podobnym stylu. Jest to natarczywy postulat kompromitacji bohatera. Niedawno telewizja pokazała francuski film o Matce Teresie z Kalkuty. Całe życie zmagała się z niewiarą. Czuła się opuszczona przez Boga. Teza filmu jest prosta: ktoś, kto tak bardzo nienawidzi siebie, nie powinien pomagać innym. W przeszłości w podobny sposób podsumowywano także dzieło Simone Weil i Florence Nightingale. Takie jest dziś wielkie zwierzę, jak Platon nazywał społeczeństwo. Nieufne: zbyt często je oszukiwano. Cyniczne: po nikim nie spodziewa się więcej niż po sobie. Ale przecież wciąż chce, by je przekonywano.

Od lat krążyły plotki o nieokreślonych grzechach Starego Doktora. Można się było spodziewać, że nowa biografia jakoś się do nich odniesie. Autorka tłumaczy, dlaczego tego nie robi: "Pewnie jestem dość staroświecka, ale nie lubię wchodzić w zbyt osobiste rejony cudzego życia. Moim zdaniem człowiek ogołocony ze wszystkich swoich tajemnic przestaje być interesujący. Wprawdzie niedyskrecja staje się powoli normą, jednak wydaje mi się, że powinna istnieć granica pomiędzy dociekliwością a podglądactwem". Autorka nie chciała, żeby jej bohater poczuł się zdradzony, ośmieszony, zraniony. W efekcie zdradzony został w jakimś stopniu czytelnik, który pragnąłby wiedzieć, jakie relacje pominięto, co rozstrzygnięto za niego. Tego się nie dowie. To nie jest książka dla sensatów (choć może szkoda, sensatów lekceważyć nie należy).

"Ciemne strony duszy" Doktora, o których dowiadujemy się z "Korczaka" (opierającego się głównie na opublikowanym w 1992 r. zbiorze dokumentów "Janusz Korczak w getcie. Nowe źródła"), właściwie nie są żadnymi ciemnymi stronami. To, że ktoś był kłótliwy, przewrażliwiony, depresyjny, niesprawiedliwy, obsesyjny albo brutalny, gdy walczył o kartofle dla sierocińca? W getcie? Wolne żarty.

W sumie Joannie Olczak-Ronikier zawdzięczamy nie tylko niesentymentalną biografię największego polskiego pedagoga, któremu nigdy nie pozwolono wychowywać polskich dzieci, ale także to, że swojego bohatera zdołała obronić przed coraz gorzej wychowanym współczesnym czytelnikiem. Dzięki czemu Janusz Korczak może jeszcze raz odegrać rolę swojego życia.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17
  • 3
  • 3
  • 7
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':