http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Świat według J.J. Abramsa

Wojciech Orliński
2011-06-17, ostatnia aktualizacja 2011-06-17 15:16

Na pierwszy rzut oka ''Super 8'' to hołd dla klasyki kina s.f. z lat 70. - ''E.T.'' i ''Bliskich spotkań trzeciego stopnia''. Ale Abrams nie zrezygnował z własnego przepisu na hit
Na pierwszy rzut oka ''Super 8'' to hołd dla klasyki kina s.f. z lat 70. - ''E.T.'' i ''Bliskich spotkań trzeciego stopnia''. Ale Abrams nie zrezygnował z własnego przepisu na hit
Fot. UIP

Jest rok 1974. Ośmiolatek z Los Angeles stoi ze swoim dziadkiem w kolejce po bilety do zwiedzania wytwórni Universal Pictures. To tej wycieczce zawdzięczamy serial "Zagubieni", nowego "Star Treka" i wchodzący dziś do kin "Super 8"

J.J. Abrams i Steven Spielberg na planie ''Super 8''
Fot. Photo Credit: Francois Duhamel Francois Duhamel
J.J. Abrams i Steven Spielberg na planie ''Super 8''
J.J. Abrams
Fot. MARIO ANZUONI REUTERS
J.J. Abrams
ZOBACZ TAKŻE
Dziś to jest zwykła atrakcja turystyczna przypominająca przejażdżki z Disneylandu, wtedy jednak była to wyjątkowa okazja, by zobaczyć fabrykę snów od kuchni. Można było zajrzeć do charakteryzatorni i magazynu kostiumów, pożartować sobie z kaskaderami i obejrzeć miniaturowe modele statków i samolotów wykorzystywane do kręcenia efektów specjalnych (na efekty wytwarzane w całości przez komputery trzeba będzie przecież czekać jeszcze 20 lat).

Oglądając te cudowności, młody Jeffrey Jacob Adams podejmuje decyzję: tym właśnie chce się zajmować przez resztę życia. Tej wycieczce zawdzięczamy więc to, że oglądaliśmy seriale "Agentka o stu twarzach" i "Zagubieni", nowego "Star Treka" i "Projekt: Monster".

Ale na serio w filmowym biznesie Abrams zaistnieje dopiero w wieku lat 16, jeśli za debiut uznamy jego kręcenie się na planie absurdalnie głupiego horroru "Nightbeast" słynnej wytwórni głupich horrorów Troma Entertainment (filmy Tromy takie jak "Toxic Avenger" ogląda się głównie po to, by nacieszyć oko kiepską grą aktorów i tandetnymi efektami specjalnymi).

Czym się zajmował między wizytą w Universal Studios a współpracą z wytwórnią Troma? Tym, co teraz pokazuje w filmie "Super 8" - kręcił własne amatorskie filmy kamerą "Super 8", do występowania w których namawiał kolegów i koleżanki ze szkoły, samemu pełniąc funkcję scenarzysty, producenta, reżysera, charakteryzatora i pirotechnika.



- Pirotechnika podobała mi się w tym najbardziej - wspomina Abrams. - W swoim pokoju montowałem amatorskie zapalniki, wkładałem petardy do modeli samolotów, samochodów, pociągów i budynków, próbując nakręcić realistyczny wybuch.

Wiem, że niegrzecznie jest komuś przerywać, a już wchodzenie w słowo artyście podczas wywiadu to więcej niż nieuprzejmość, to błąd warsztatowy, ale wygrywa we mnie instynkt rodzica: - Gdyby pan był moim dzieckiem, to czekałby pana poważny szlaban!

- No właśnie, gdy teraz to wspominam, też mnie dręczy to samo pytanie: gdzie wtedy byli moi rodzice? Oboje pracowali, za dużo, przy produkcji telewizyjnej. Dlatego nie chcieli, żebym poszedł w ich ślady. Wiedzieli, że dziadek kupił mi kamerę Super 8 na dziesiąte urodziny, nie byli zachwyceni, ale dziadek ich przekonał, że to z dwojga złego lepiej, niż żebym miał zażywać narkotyki. Nie wiedzieli jednak, co dokładnie z nią robię - i jakie to jest dla mnie ważne.

Zemsta na osiłkach

Kamera była tymczasem dla młodego J. J. Abramsa czymś więcej niż zabawką, czymś więcej nawet niż narzędziem. Stała się uzasadnieniem jego miejsca na ziemi, a przynajmniej w jego szkole.

- Nie byłem szczególnie dobry ani w sporcie, ani w nauce. Nie należałem do żadnej kliki. Dzieciaki takie jak ja przemykają się przez szkołę niewidzialne, zwłaszcza dla dziewczyn. Dlatego tak ważna była dla mnie rola charakteryzatora: scena w filmie, w której główny bohater nakłada makijaż koleżance, pochodzi z moich wspomnień. W jaki inny sposób ktoś taki jak on miałby możliwość dotknięcia twarzy pięknej koleżanki?

W filmie "Super 8" grupa 13-latków kręci w roku 1979 amatorski film o zombi (można go obejrzeć w całości podczas napisów końcowych, proszę nie wychodzić za wcześnie z kina!). Przypadkowo kamera rejestruje coś, co jest znacznie ciekawsze od udawanych żywych trupów - i zaczyna się typowa dla J.J. Abramsa fabuła pełna zagadek i tajnych rządowych agencji.

O czym jednak w tym samym 1979 roku kręcił swój film 13-letni J.J. Abrams? Nadal ma go w swoich zbiorach, ale nikomu nie chce go pokazać. Streścił go jednak szczegółowo swoim nastoletnim aktorom, żeby wyjaśnić im, na czym w ogóle polegał ruch amatorskiego kina szkolnego w tamtych czasach.

Otóż pierwszy film Abramsa nazywał się "High Voltage" i opowiadał o samotnym nastolatku, którego w szkole nikt nie lubi. Prześladują go klasowe osiłki, które pewnego dnia dla zabawy wrzucają go do wielkiego transformatora.

Dochodzi do krótkiego spięcia, z którego nastolatek wyłania się jako superbohater obdarzony mocą porażania wszystkich prądem. Bierze zemstę na gangu osiłków, a potem na dziewczynie szefa gangu osiłków, a potem na całej szkole i wszystko wylatuje w powietrze w eksplozji petardy włożonej do makiety budynku z balsy.

Brzmi to niezbyt mądrze, ale Spielberg zaczynał podobnie - on też w pierwszych filmach, które kręcił kamerą 8 mm, obsadzał kolegów z liceum. Dlatego entuzjastycznie zgodził się wystąpić w roli producenta, gdy tylko usłyszał od Abramsa tytuł filmu. Już nawet nie pytał o fabułę...

Nastoletni film w filmie

Choć Abrams doskonale czuje się we współczesnej fantastyce filmowej i telewizyjnej - zresztą należy tej branży do ścisłej światowej czołówki - to czuje nostalgię za fantastyką z lat 70. i 80., symbolizowaną przez George'a Lucasa i Stevena Spielberga.

- Wszystko wtedy było bardziej analogowe - mów. - Jak się kupowało płytę, kupowało się konkretny przedmiot, a nie "prawo do wysłuchania". Przez to bardziej przeżywaliśmy więź z dziełami. Prędzej obejrzysz film, który masz fizycznie na kasecie, niż jeden ze stu plików na twardym dysku. Nie jestem wrogiem cyfrowej technologii. Przeciwnie, uwielbiam swojego iPhone'a, kocham swojego Macbooka. Jest tak fajny, że motywuje mnie do pisania lepszych scenariuszy - bo swoim fajnym wyglądem jakby mnie pytał: "co napiszesz, żeby na mnie zasługiwało?". iPhone kręci lepsze filmy niż kamera Super 8, na Macbooku pisze się łatwiej niż na maszynie - a jednak właśnie to, że wtedy trzeba było się więcej namęczyć, dawało handicap - trzeba było dokładnie przemyśleć, co się chce napisać, bo nie można było edytować na bieżąco. A co się nakręciło w filmie - dowiadywaliśmy się po tygodniu, jak wróciła wywołana taśma. A im trudniej, tym większa satysfakcja. Kiedy zaczynałem pracować nad "Super 8", jeszcze nawet nie wiedziałem, czy to będzie horror, czy komedia. Wiedziałem, że przede wszystkim chcę pokazać emocje chłopaków takich jak ja, którzy czekają w napięciu, by się dowiedzieć, co właściwie sfilmowali.

Dla oddania wierności nastoletnich uczuć Abrams dał wolną rękę aktorom: pozwolił im samym wymyślić temat swojego amatorskiego projektu "Super 8". Nie tyle "grają" ekipę filmową, co są nią na planie filmu w filmie naprawdę - pełnią funkcje reżysera, scenarzysty, charakteryzatora i aktorów.

Głównym tematem "Super 8" jest coś, co przypadkowo zarejestrowała grupa nastolatków, więc także dlatego warto poczekać na napisy końcowe, by zobaczyć z kolei w całości, od początku do końca, ich zabójczo zabawny horror o zombi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':