http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zmarł Jorge Semprun, czerwony Hiszpan z Buchenwaldu

Maciej Stasiński
2011-06-08, ostatnia aktualizacja 2011-06-08 18:59

We wtorek w Paryżu umarł Jorge Semprun, świadek i uczestnik wielkich burz XX wieku, pisarz i polityk, komunista i demokrata, więzień Buchenwaldu i wyrzutek stalinowskiego komunizmu. Miał 87 lat.

Jorge Semprun, zdjęcie z 2006 roku
Fot. PETER KOLLANYI AP
Jorge Semprun, zdjęcie z 2006 roku
Wnuk uszlachconego przez ostatniego króla przedrepublikańskiej Hiszpanii konserwatywnego ministra Antonino Maury i syn ostatniego ambasadora hiszpańskiej republiki w Holandii, od wybuchu wojny domowej w 1936 mieszkał na wygnaniu. Po przegranej przez republikę wojnie znalazł się w Paryżu. Po wybuchu drugiej wojny przystąpił do francuskiego Ruchu Oporu. W 1942 złapany przez gestapo, torturowany, trafił do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, skąd wyzwolili go Amerykanie wiosną 1945 r.

Po wyjściu na wolność - po wojnie, po Zagładzie - w Paryżu jak niejedno ziemiańskie czy burżuazyjne dziecko przystał, ukąszony heglowsko, do komunizmu.

Był ważną postacią Komunistycznej Partii Hiszpanii na emigracji. Jeździł potajemnie do kraju rządzonego przez gen. Franco, gdzie usiłował budować komunistyczne podziemie.

W partii zaszedł wysoko - do Biura Politycznego. Razem z Dolores Ibarruri i Santiago Carrillo jeździł na wakacje i odprawy do ZSRR. I z wysoka spadł, wykluczony z partii razem z Fernado Claudinem za reformizm i rewizjonizm w 1965 r. Pozostawił po swojej komunistycznej karcie słynną "Autobiografię Federico Sancheza" (to jego partyjny pseudonim), zapis zerwania z partią zmieniającą się w dogmatyczną sektę, żyjącą ideologicznymi iluzjami.

Mimo że został potem liberalnym, choć lewicowym demokratą, nigdy nie żałował komunistycznej przeszłości. Uważał, że we Francji 1942 r. i wobec frankizmu w latach 1940-60 warto było walczyć w czerwonych szeregach. Do końca mówił o sobie "czerwony Hiszpan".

Dla większości kulturalnych Europejczyków był jednak Francuzem, francuskim pisarzem. Po francusku pisał także scenariusze filmowe dla Costy Gavrasa, Alaina Resnaisa, Josepha Loseya i Mario Camusa. Tylko jego polityczne wspomnienia powstawały po hiszpańsku.

Jak wielu więźniów obozów koncentracyjnych do wspomnień obozowych doszedł późno, bo dopiero w 1963 ukazała się "Wielka Podróż", heroiczna wizja ludzkiej kondycji - jak mawiał - "w oparach palonego ludzkiego mięsa". Wracał jeszcze do Buchenwaldu w "Odpowiednim trupie" i "Dziełach życia" z 1994 roku.

- Giną świadkowie Zagłady, starsi ode mnie. Teraz moja kolej jeszcze raz to przeżyć. O zmierzchu pamięć gęstnieje. I ulega zniekształceniom. Ale jest jeszcze coś. Wie pan, co jest najstraszniejsze, najważniejsze w doświadczeniu obozowym? Jedyne, czego nie da się wytłumaczyć, to zapach palonego mięsa. Co z tym wspomnieniem począć? Po to jest właśnie literatura - mówił.

W Buchenwaldzie był jeszcze rok temu, w 65. rocznicę wyzwolenia obozu. Na placu apelowym wspominał transport dzieci żydowskich, którymi przyjechali do obozu m.in. Eli Wiesel i Imre Kertész.

- Nie jestem ani zrezygnowany, ani zgnębiony perspektywą śmierci. Jestem po prostu wściekły, niezwykle wściekły, że niedługo już mnie nie będzie pośród tego pięknego albo mdłoszarego świata. W tym miejscu to akurat to samo - mówił.

Wizją obozowego doświadczenia różnił się Semprun od innych świadków, jak Tadeusz Borowski czy Imre Kertész. Kertész wręcz wytykał Semprunowi kłamstwo i patos, bo Semprun spogląda na Zagładę z wyżyn europejskiej kultury, podczas gdy on zderza się z jej biologicznym wymiarem, gdzie człowieczeństwo rozmawia z obumierającym ciałem.

To obozowe doświadczenie pozwalało uwierzyć w komunizm i Semprunowi, i Borowskiemu, choć nie Kertészowi. A potem z zaciśniętymi zębami kazało usprawiedliwiać jego "błędy". Jednak nie długo. Semprun zerwał z komunizmem, Borowski się zabił.

Semprun przeżył dyktaturę frankistowską już nie jako komunista, ale człowiek demokratycznej lewicy. W rządzie Felipe Gonzáleza był w latach 1988-91 ministrem kultury. Spisał potem wspomnienia z tego okresu "Federico Sanchez się żegna", pełne gryzącej krytyki dygnitarzy rządzącej lewicy, dla których polityka była nie tyle ideową służbą, ile okazją do puszenia się władzą, przywilejami i luksusem.

Wypowiadał się publicznie o sprawach publicznych. Był lewicowcem pokłóconym na zawsze nie tylko z prawicowymi dyktaturami, ale i z komunistyczną utopią, pogodzonym za to z rynkiem i demokracją. W ostatnich latach zajmował go los Europy.

Kilka lat temu w wywiadzie dla "Gazety" mówił: - Śmieszy mnie, gdy niektórzy antyglobaliści mówią o "tyranii rynków". Jak można zapominać o długim doświadczeniu niszczenia rynków w wieku XX w ZSRR czy Chinach? Nikt już nigdy nie powtórzy tak brutalnego, surowego i konsekwentnego niszczenia gospodarki rynkowej! Z tak potwornymi skutkami dla wszystkich, także dla pracowników! Nawet najwięksi fanatycy lewicy nie będą bardziej antyrynkowi niż marksiści-leniniści. Wolny rynek trzeba zatem uznać - lecz nie po to, by przed nim skapitulować, ale by go zrozumieć i zmieniać. Kto miałby kontrolować gospodarkę rynkową? Społeczności lokalne, stowarzyszenia, związki zawodowe. Niekoniecznie ministrowie. Lewica ma sporo do zrobienia, by wymyślić nowoczesną lewicowość. Musi zbudować politykę, która zerwie z przeszłością i uzna realia globalizacji. Dla takiej polityki nie ma dziś wzorów. Nie dostarcza ich ani ZSRR, ani Szwecja Palmego [Olof Palme, socjalista, premier Szwecji w latach 1969-86]. Trzeba je wymyślić od początku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':