http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Matsukaze" w Operze Narodowej

Jacek Hawryluk, Polskie Radio
2011-06-02, ostatnia aktualizacja 2011-06-02 11:52

W Operze Narodowej pokazano operę Toshio Hosokawy w reżyserii słynnej choreografki Sashy Waltz

Reżyseria ''Matsukaze'' w Operze Narodowej to pierwsze spotkanie choreografki Sashy Waltz (na zdjęciu) z kulturą japońską
Fot. André Rival
Reżyseria ''Matsukaze'' w Operze Narodowej to pierwsze spotkanie choreografki...

fot. Bernd Uhlig / Materiały prasowe
"Matsukaze" to historia duchów sióstr - Matsukaze i Murasami - obu zakochanych...
ZOBACZ TAKŻE
Kolejna współczesna premiera w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Po "Jakobie Lenzu" Wolfganga Rihma obejrzeliśmy operę "Matsukaze" Toshio Hosokawy. To trzecie dzieło sceniczne kompozytora. Prezentowane było dotąd w Brukseli, a po Warszawie pojedzie do Berlina i Luksemburga.

Hosokawa (ur. 1955) to jeden z najciekawszych kompozytorów azjatyckich. W 2005 r. jego twórczość została zaprezentowana na Warszawskiej Jesieni. Ten Japończyk zamiłowanie do rodzimej tradycji muzycznej odkrył w sobie, paradoksalnie, dopiero dzięki studiom na Zachodzie. Dziś Hosokawa łączy dwa światy: europejskie doświadczenia postmodernistyczne z delikatnością i subtelnością Wschodu. Opera "Matsukaze" jest tkana z subtelnych kolorów, podskórnie prowadzonych motywów, szumów wiatru i wody, niedopowiedzianych brzmień. Muzyka jest według japońskiego kompozytora "miejscem spotkania dźwięku i ciszy".

W "Matsukaze" słychać dziedzictwo europejskie: struktury, porządkowanie, linearność narracji (całość dzieli się na pięć części). Gra współczesna orkiestra, ale również instrumenty tradycyjne. Najważniejszy jednak pozostaje dźwięk i jego wybrzmienie. Fraza wokalna ma swój początek, rozwinięcie, zdobienie. Muzyka jest na pozór statyczna, ale wewnątrz kipi od emocji.

Libretto Hannah Dübgen, według XV-wiecznego autora Motokiyo Zeamiego, jest proste. Pielgrzymujący mnich widzi sosnę, na której umieszczony został wiersz i dwa imiona - Matsukaze (Wiatr w sosnach) i Murasame (Deszcz jesienny). Od rybaka dowiaduje się, że to dwie siostry, które nie doczekały powrotu ukochanego. Umarły z miłości. Mnich napotyka więc na swej drodze dusze, które nie zaznały spokoju po śmierci.

Historia wywiedziona z klasycznej pozycji teatru no otrzymała przepiękną i fascynującą oprawę reżyserską i choreograficzną Sashy Waltz - niemieckiej choreografki ściśle współpracującej z Hosokawą. Wprawdzie oboje nie odtwarzają na scenie tradycji teatru no, ale przechwytują jego elementy, układając z nich własną opowieść. I tu, i w no mamy całkowitą jedność ruchu, muzyki, tańca, gestów. Kluczowa jest w tym spektaklu scena Snu, gdy wkraczamy w świat walczących ze sobą upiorów. Błąkające się dusze zostają wybawione przez taniec i muzykę.

Przeczytaj rozmowę z Sashą Waltz o "Matsukaze"



U Sashy Waltz wszystko zostało perfekcyjnie poprowadzone, każdy gest otrzymuje odpowiednie znaczenie. Scenografię, jakże piękną w swej prostocie (by wspomnieć ścianę uplecioną z nici, po której wspinają się tancerze i zjeżdżają śpiewaczki, czy oszczędne, wymowne konstrukcje pomieszczeń) przygotowały Pia Maier Schriever oraz Chiharu Shiota. Doskonałe były główne bohaterki - Barbara Hanningan (Matsukaze) i Charlotte Hellekant (Murasame) - śpiewające pewnie, mimo że niekiedy w ekwilibrystycznych wręcz pozycjach (wisząc na linie). Orkiestra poprowadzona przez Hiszpana, Pabla Herasa-Casado, w niczym nie ustępowała pozostałym elementom tego totalnego spektaklu.

Dziś o 19.00 w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie ostatni w tym sezonie pokaz "Matsukaze"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':