''Paryż'' Jean-Jacques Sempé, Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa "Paryż", a właściwie "Trochę Paryża" ("Un peu de Paris"), bo tak to się nazywa w wydanym dziesięć lat temu oryginale, to zbiór 86 rysunków (plus dwa na okładce), z których tylko do ostatniego jest dołączony tekst. Reszta przemawia do nas bez słów. Rysunki są wykonane ołówkiem, tylko na pięciu rysunkach są kolory. To impresje i scenki rodzajowe. Niektóre Sempé pewnie wziął z życia.
Paryż widzę z góry Sempé jest tu kronikarzem swego ukochanego miasta. Dowcipnym i melancholijnym, bo, jak powiada, "melancholia jest obecna wszędzie". Rysunki mają powtarzające się motywy: gdzieś z tyłu są często dźwigi, sugerujące, że Paryż to wieczny plac budowy, poza tym wąskie i wysokie paryskie kamienice zawsze rzucają cienie, które kładą się na ulicach. Może dlatego, gdy na jednym z rysunków smuga światła, przedzierając się między domami, pada na kobietę siedzącą przy stoliku wystawionym na ulicę, ta zachowuje się jak w ekstazie: zdjęła buty, głowę odchyliła do tyłu i śmiało odsłania dekolt.
Wielopiętrowość stołecznych kamienic Sempé wygrywa znakomicie: oto na dole kawiarniani kelnerzy podają ludziom kawę, a na górze, na balkonie, facetowi w stroju kelnera, który pewnie ma teraz przerwę, kawę podaje żona. Oto mężczyzna schodzi po schodach do metra, kiwając kobiecie, która odpowiada mu tym samym z balkonu na najwyższym piętrze. Oto starsze małżeństwo patrzy z balkonu na miasto: ona pije kawę, on pali papierosa, obok niego siedzi pies na smyczy przywiązanej do krzesła. Może Sempé dlatego jest czuły na wysokość, bo sam ma pracownię na siódmym piętrze?
Jakbyśmy tam byli Niektóre jego rysunki są niczym "fikcyjne fotografie", pokazują prawdziwe miejsca tak sugestywnie, że czujemy się tak, jakbyśmy tam byli. Oto bulwar Saint-Germain: z prawej Café de Flore, z lewej Brasserie Lipp, między nimi mnóstwo samochodów i ludzi. Można spędzić wiele minut, wypatrując, co która z postaci robi i jaką ma minę. Tę samą formułę wykorzystują też inne urocze rysunki: knajpa pełna klientów przy stolikach: piją, jedzą, rozmawiają, wzywają kelnera, odbierają dania, ktoś schodzi do toalety; ekipa obcina gałęzie drzew na skwerze - do tego reakcje ludzi na to: gapią się, zbierają gałęzie, gadają z wycinającymi; zderzyły się dwa autobusy, ich pasażerowie, wysiadłszy, wrzeszczą na siebie, gestykulując zawzięcie; bramy parku są zamknięte, więc uprawiający jogging biegają dookoła niego; wyścig ludzi na rolkach jest eskortowany przez wóz
policyjny i policjantów, też na rolkach, którzy wstrzymują normalny ruch uliczny; park ze stołami do gry w szachy: ponieważ pada, wszyscy gracze siedzą tylko przy stolikach pod dachem, jeden z graczy odchodzi, używając otwartej szachownicy jako parasola; leje na ulicy: pełno samochodów i ludzie stłoczeni pod dachem budki przystanku autobusowego...
Sempé jest mistrzem ołówkowej deszczowej szarości.
Czujne oko konsjerżki Druga grupa rysunków to mikrozdarzenia jakby podejrzane zza węgła. Ślicznotka idzie ulicą, oglądają się za nią robotnicy remontujący kamienicę. Babcia przechodząca po pasach z zaciętą miną wymierza parasolkę w nadjeżdżającego motocyklistę. Jest godzina 12: właściciel knajpy U Marcela patrzy przez frontową szybę, trzymając w ręku kieliszek wina, w głębi trzy kobiety szykują nakrycia na stołach. Malarz z drabiną zbliża się do wieży Eiffla - czyżby chciał ją malować? Japończycy z torbami świadczącymi, że robili zakupy w drogich sklepach, fotografują wystawę z manekinami w wytwornych sukniach. Mężczyzna z pękiem kwiatów naciska przycisk domofonu, z okna na parterze przygląda mu się dozorczyni trzymająca rondelek, w którym zapewne podgrzewała kawę.
W tych rysunkach Sempé żongluje tonacjami: raz jest jurnie, raz ironicznie, raz podejrzliwie.
Leniwy, więc ciągle pracuje 78-letni dziś Sempé urodził się w Bordeaux. Gdy miał 17 lat, wyrzucono go ze szkoły. Pierwszy raz przyjechał do Paryża w 1950 r., bo w okolicy odbywał służbę wojskową. Rok później już publikował rysunki. Od 1962 r. wydaje albumy z nimi, uzbierało się ich już prawie 30, do tego dochodzą wywiedzione z nich tematyczne kompilacje (np. "Coś romantycznego"). Po polsku znaliśmy wcześniej tylko jeden album - "Sempé i jego świat" (2007, Znak).
O karierze Sempégo - którego prace zamieszczają markowe magazyny "Paris Match", "Stern" i "The New Yorker" - zdecydowało spotkanie z dwiema osobami. Pierwszą był jego mistrz, jeśli idzie o rysunki humorystyczne, o pseudonimie "Chaval" (1915-68, popełnił samobójstwo po śmierci żony), którego styl określa rysunek z mężczyzną zbliżającym się do wysokich schodów: wzdłuż schodów, na ścianie, biegnie ku górze strzałka z napisem" "winda".
Drugą był René Goscinny. Spotkali się w belgijskiej agencji prasowej na Champs Elysées. Sempé miał wtedy lat 21, Goscinny 27. Małego chłopca imieniem Mikołaj (imię wziął od marki win) Sempé rysował już wcześniej. Z Goscinnym najpierw robili komiks o Mikołajku (1956-58), a potem "René przyszedł z tekstem, w którym Mikołaj opowiada o życiu z kumplami". Poza "Mikołajkami" Sempé znany jest w Polsce jako ilustrator "Katarzynki" Patricka Modiano i "Historii pana Sommera" Patricka Süskinda.
Rysuje, słuchając Debussy'ego, Ravela i jazzu. Mówi, że jest podobny do swoich bohaterów. Trzy elementy rysunku są dla niego najważniejsze: sytuacja, którą przedstawia, nastrój i "bycie drobiazgowym". Mówi w wywiadach: "Kiedy rysuję faceta, który idzie, chciałbym, żeby było wiadomo, ile ma lat, czy jest wesoły, czy nie, czy się spieszy, czy ma dużo czasu, i dlaczego ma".
Czasem robi rysunek, o którym myślał aż pięć lat. Najbardziej nie lubi, gdy rysunek jest "ciężki", co znaczy, że brak w nim poezji. Sempé jest leniwy, nie uznaje codziennych, stałych godzin pracy, co oznacza, że pracuje cały czas, bo gdy nie pracuje, ma poczucie winy, że tego nie robi. Pytany o stosunek do swych prac przywołuje jeden z własnych rysunków: malarz patrzy na płótno, które właśnie kończy, jest wyraźnie z niego zadowolony, ale za nim stoi jego żona z miną zdecydowanie sceptyczną.