Był artystą wielkim w każdym wymiarze. Nie tylko rosłym i potężnie zbudowanym, ale i działającym z rozmachem, żyjącym z pasją, charyzmatycznym. Urodzony w 1930 roku, sławę zyskał w latach 60., współtworząc światowy sukces polskiej szkoły plakatu - pozostawił ponad 300 prac.
Był osobowością, na każdym kroku demonstrował swoją oryginalność i niezwykłość. Odwoływał się w tym do historii - zarówno swojej rodziny, pieczętującej się herbem Biberstein, jak i do dawnej sztuki, zwłaszcza barokowej, pełnej formalnego przepychu, czasem rubasznej, zawsze pełnokrwistej. To z niej czerpał inspiracje zarówno dotyczące formy, jak i treści tego, co sam malował.
Poza rysunkiem, grafiką i malarstwem zajmował się scenografią oraz kolekcjonerstwem. Był jednym z największych w Polsce koneserów dzieł sztuki, jego zbiór miał niewiele sobie równych. Jego żona Teresa Schroeder-Starowieyska była w realizacji jego pasji partnerem doskonałym. Jako historyk sztuki pracowała w stołecznym Muzeum Narodowym, specjalizowała się w zabytkowych meblach. To jej zawdzięczamy upublicznienie korespondencji zmarłego w 2009 roku męża. Tak tłumaczy swoją decyzję: - Pisał w sposób pozbawiony pruderii, a tekst uzupełniał rysunkami i malowidłami. Głównie były to obrazki o charakterze intymnym, czasem szokujące, ale to dzięki tym niewielkim rysunkom i ozdobnej pisowni zwykłe na pozór listy stały się dziełami sztuki.
W listach Starowieyskiego są po równo erotyczne fantazje, tkliwość oraz tęsknota. Bez skrępowania, dosadnym językiem pisze o swoich żądzach. Bez pruderii kreśli cielesne wdzięki żony i opisuje swoje pożądanie. Siebie często nazywa Hujem (tak właśnie pisanym). "Z tobą Rapetasku [tak często zwracał się do żony - przyp. red.] byłoby cudownie nawet na krzyżu umierać, popatrz jak radośnie razem wyglądamy... jak Cię nie będę rżnął bez przerwy, to mnie rzucisz...".
Jednak jeszcze bardziej od słów wyraziste są towarzyszące im rysunki. Stylizowane, tworzone charakterystyczną, ozdobną kreską. Surrealistycznym, ale wymownym symbolom fallicznym, scenkom rodzajowym i miłosnym uniesieniom towarzyszą obrazki z codzienności: przedmioty, zarysy gór,
antyki, które były obiektem zainteresowania kolekcjonerskiego Starowieyskiego. W pisanych z różnych zakątków świata listach jest też sporo życiowej prozy - skrupulatne wyliczenia zarobków i kalkulacje, co da się za to kupić. Są opisy modnych ubrań oraz radość z możliwości kupienia ich ukochanej.
Tę intymną epistolografię uzupełnia zbiór kaligrafii, w tym prawdziwe kurioza - listy pisane ozdobnym pismem do sądu czy też podania do prezydenta miasta. Zebrane razem pokazują, że wybitny artysta był także zwykłym człowiekiem.
Listy Franciszka Starowieyskiego zostały opublikowane przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka w opracowaniu Izabeli Górnickiej-Zdziech. Edytorka odszyfrowała zmienny charakter pisma i szalone kaligrafie artysty. Ale książka nie zastąpi wystawy. Rysunki w książce reprodukowane są bez koloru, w wersji czarno-białej, choć w rzeczywistości mienią się barwami. Na wystawie zobaczymy 40 listów, 45 kaligrafii, 11 kopert oraz zdjęcia przedstawiające artystę i jego żonę. W tej formie zostały zaprezentowane po raz pierwszy.
Listy miłosne Franciszka Starowieyskiego do żony - wystawa w Pałacu Królewskim we Wrocławiu, ul. Kazimierza Wielkiego 35, czynna do 26 czerwca