Obietnicę premier złożył na środowym spotkaniu z przedstawicielami organizacji pozarządowych i branży internetowej.
- To, co powstaje za publiczne pieniądze, jest własnością publiczną, a więc także tych, którzy chcą z tego korzystać w sposób wybrany przez siebie - powiedział. Kilka minut później cytat z tej wypowiedzi trafił na czołówki blogów, Facebooka i Twittera. Deklaracja w sprawie dostępu do publicznych zasobów została uznana przez użytkowników sieci za wydarzenie.
- To przełom: teraz już wiemy, że polski rząd ma jasny kierunek polityczny w sprawach kluczowych dla rozwoju społeczeństwa opartego na wiedzy. Cieszy mnie, że Polska idzie ścieżką wyznaczoną przez
USA, w których wszelkie utwory stworzone za publiczne pieniądze są w domenie publicznej - komentuje Jarosław Lipszyc z fundacji Nowoczesna Polska.
Premier złożył tę deklarację w kontekście przygotowywanej nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej. Przyjęte w tym tygodniu założenia otwierają możliwość ponownego wykorzystania danych, które gromadzą instytucje sektora publicznego - od informacji demograficznych, przez dane o zużyciu energii czy zanieczyszczeniu środowiska, po prognozy meteo.
Urzędy nie będą mogły narzucać warunków wykorzystania poza podstawowymi (podanie źródła danych, a jeśli występują - respektowanie praw autorskich). Będzie więc można je wykorzystać do innych celów niż te, do których były przeznaczone, także komercyjnych. Na przykład
policyjne informacje o przestępczości mogą posłużyć do napisania programu, który informuje o poziomie bezpieczeństwa na wybranej ulicy. Informacje mają być udostępniane na specjalnym portalu. Projekt przewiduje możliwość wprowadzenia opłat na pokrycie kosztów udostępniania informacji.
- Do ostatniej chwili rozważane były dwie koncepcje: państwa jako sklepu, który tworzoną przez siebie informację sprzedaje tym, których na to stać, i państwa jako sfery publicznej, w której publicznie sfinansowana informacja jest dostępna bez ograniczeń dla każdego. Wygrywa koncepcja druga i w mojej ocenie jest to więcej niż właściwe - mówi Lipszyc.
Czy nowe przepisy mogą być zastosowane do kultury? Nie bezpośrednio. Zasoby z obszaru kultury, nauki i edukacji są wyłączone z ustawy o dostępie do informacji publicznej. Jednak deklarowany przez premiera kierunek zmian w polityce cyfrowej może być dla kultury korzystny. Ten sam zespół doradców premiera pracuje teraz nad całkowicie nową ustawą o otwarciu zasobów publicznych, która ma obejmować także instytucje kultury, placówki edukacyjne i instytuty naukowe. Co zmieni?
Igor Ostrowski z tego zespołu: - Wprowadzi zasadę otwartości zasobów publicznych. Dobra kultury powstałe za pieniądze publiczne powinny być dostępne dla wszystkich przy zachowaniu ograniczeń, jakie nakładają prawa autorskie.
Dotyczyłoby to przede wszystkim nowych utworów, prac naukowych czy programów edukacyjnych, zamawianych czy kupowanych przez instytucje publiczne (np. NINA, Instytut Książki, programy grantów). Ustawa ma zachęcić organy administracji i instytucje publiczne do nabywania praw w ramach różnych przetargów na zasoby i informacje publiczne, tak aby można je było później udostępniać. W przypadku kultury instytucja kupowałaby prawa do wykorzystania dzieł na innych polach eksploatacji, np. w internecie.
Co z utworami już istniejącymi? Takim utworem jest np. tłumaczenie "Ody do radości" Schillera autorstwa Gałczyńskiego. Dziś śpiewanie jej np. na jako hymnu Unii Europejskiej łamie prawo autorskie. Ostrowski: - Trzeba będzie osobno kupować prawa do eksploatacji poszczególnych utworów na różnych polach.
Otwieranie dostępu do zasobów publicznych jest zgodne z zapisami "Paktu dla kultury", w którym rząd zobowiązał się udostępniać bezpłatnie dzieła będące własnością publiczną, a także finansować zakupy praw autorskich do ważnych utworów. Ostrowski: - Otwarty dostęp do dóbr kultury, nauki i edukacji wspiera innowacje, wspomaga wewnętrzną wymianę wiedzy.
Przykładem jest wart 2 mld dol. program edukacyjny, który w lutym ogłosiła administracja prezydenta Obamy. Mają być z niego finansowane materiały edukacyjne dla uczniów i nauczycieli. Wszystkie muszą być dostępne na licencji Creative Commons umożliwiającej swobodne wykorzystanie z poszanowaniem praw autorskich. Nowa ustawa w Polsce ma umożliwić taki program w przyszłości.
Kiedy nowe przepisy wejdą w życie? Są na liście priorytetów rządu w tej kadencji, ale uchwalenie ustawy potrwa - konieczne są szerokie konsultacje społeczne. - Trzeba znaleźć kompromis między oczekiwaniami użytkowników, którzy są zainteresowani jak najszerszym dostępem do zasobów, z drugiej - twórców, którzy się tego obawiają Potrzeba czasu, aby przekonać wszystkich do tego projektu - mówi Ostrowski.