http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Muzeum bolesnych pytań

Dorota Jarecka
2011-05-19, ostatnia aktualizacja 2011-05-19 17:52

Csaba Nemes w znakomitym cyklu ''Remake'' z 2007 r. opowiada o rozruchach w Budapeszcie w 2006 r. i o rewolucji 1956 r.
Csaba Nemes w znakomitym cyklu ''Remake'' z 2007 r. opowiada o rozruchach w Budapeszcie w 2006 r. i o rewolucji 1956 r.
Materiały Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie

Dziś otwarcie Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie i wystawy "Historia w sztuce". Nowy powód, by jechać do Krakowa

ZOBACZ TAKŻE
To pierwsze w Polsce budowane od podstaw muzeum poświęcone sztuce współczesnej. Mamy już nowe CSW (Toruń) i adaptację nowego gmachu na potrzeby istniejącej placówki (Muzeum Sztuki w Łodzi), ale to jest pierwsze muzeum, czyli nowy byt. Warszawa i Wrocław takie muzea ciągle jeszcze planują. Kraków je zrealizował.

To prezydent Majchrowski parł do zbudowania, a potem do jak najszybszego otwarcia budynku MOCAK (od angielskiej nazwy Museum of Contemporary Art Kraków). Otwarto go jesienią, jeszcze pachnący wilgotnym cementem, bez stałej wystawy, pokazano wtedy tylko czasową ekspozycję fotograficzną poświęconą architektowi Claudio Nardiemu, autorowi projektu budynku. Właśnie z powodu tego pośpiechu prezydent został oskarżony, że używa muzeum jako elementu kampanii wyborczej (którą wygrał). Tymczasem nawet jeśli tak było, skorzystają na tym nie ludzie władzy, ale mieszkańcy i turyści. Kraków wraz z otwarciem muzeum zmienia swój obraz z miasta przeszłości i turystyki skupionej na zabytkach na miasto współczesne.

Pierwsza wystawa, "Historia w sztuce", która od jutra będzie dostępna dla zwiedzających, wygląda jak manifest. To polityczny deklaracja - muzeum nie będzie dekorować i umilać życia, ale zajmować się palącymi problemami współczesności.

Maria Anna Potocka, dyrektorka nowej instytucji i kuratorka wystawy, pokazuje mi wielką kompozycję Tadeusza Kantora - mężczyzna w polskim mundurze wisi przybity do krzyża. To właściwie manekin, trójwymiarowa postać. Krzyż też jest plastyczny, za nim w tle widać mapę Polski w przedwojennych granicach z czerwoną strużką Bugu - rzeki, która 17 września spłynęła krwią. Kompozycja z 1990 r. nazywa się "Klęska wrześniowa".

- Pożyczyliśmy go z Muzeum AK w Krakowie - mówi Potocka. - Kantor nie byłby zadowolony, że go pokazuję, to przykład złych konsekwencji, do jakich może doprowadzić historia we współczesnej sztuce, kicz i patos.

Dla mnie ten obraz umieszczony jest jak memento, ale ma także inne znaczenie - jako komentarz do współczesnych wydarzeń. Bo dzisiaj kicz i patos wracają z ogromną siłą. Czym innym są groby wielkanocne w kształcie kadłuba roztrzaskanego samolotu albo oprawa warszawskiej manifestacji w rocznicę 10 kwietnia? Ta sztuka ulicy: ludowa, rozpasana, ekspresyjna, niepohamowana estetycznymi ograniczeniami, prawdopodobnie daje ludziom to, co kiedyś malarstwo historyczne. Objazd po Polsce "Bitwy pod Grunwaldem" Matejki również był masowym spektaklem, a sam obraz - kłębowisko mężczyzn przebranych w dawne stroje - wyprzedza ideę historycznej rekonstrukcji.

Potocka mówi, że zrobiła wystawę o historii dlatego, że jest to dziś jeden z najważniejszych tematów. To prawda, historia stała się naszą codzienną obsesją. Grupy rekonstrukcyjne odgrywają wydarzenia nie tylko z zamierzchłych epok, ale niedawne: Powstanie Warszawskie, likwidację getta, tłumienie manifestacji stanu wojennego. Zaciera się granica między współczesnością a historią. Między życiem a spektaklem. Jestem pewna, że rytuał comiesięcznych spotkań pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie przyciągał nie tylko zwolenników PiS, ale tych, którzy chcieli poczuć, że uczestniczą w historii, że są w centrum wydarzeń. Tak jakby można było przewidzieć, jakie wydarzenie akurat przejdzie do historii.

Właśnie problem historycznego spektaklu poruszają zebrani na wystawie artyści. Yael Bartana w swoim filmie "Mary Koszmary" przedstawia fikcyjny spektakl wezwania trzech milionów polskich Żydów do powrotu do Polski. Zbigniew Libera w cyklu inscenizowanych fotografii "Pozytywy" pokazuje traumatyczne chwile jako momenty wesołego, grupowego podniecenia - ludzie są uśmiechnięci nawet w pasiakach, witają z radością świetlaną przyszłość, bo w świecie spektaklu i mediów, który tutaj karykaturuje Libera, wszystko przecież zawsze dobrze się kończy. Węgier Csaba Nemes w znakomitym cyklu krótkich filmów "Remake" z 2007 r. opowiada o rozruchach w Budapeszcie w 2006 r. i o węgierskiej rewolucji 1956 r. Styl jest lekki, filmy przypominają animację, radziecki czołg jadący ulicami Budapesztu pokazany jest w stylistyce kreskówki.

A Izraelczyk Omer Fast trafia w sedno problemu w niezwykłym dokumencie kręconym w Krakowie podczas zdjęć do "Listy Schindlera". Statyści, którzy opowiadają o swoim udziale w filmie, przestają w swoich relacjach stawiać granicę między fikcją a historią. Czy byli wyrzucani z domów i pędzeni do getta, czy tylko grali takie osoby? Tytuł: "Lista Spielberga".

I nagle ten film i ten tytuł zmuszają, by wyłamać się z konwencji zabawy i gry. Przypominają o realnym historycznym konkrecie. Ważne, gdzie jesteśmy. To przecież tutaj - w dawnych budynkach fabrycznych - rozgrywały się prawdziwe wydarzenia. W miejscu, gdzie dzisiaj jest muzeum, w czasie wojny była filia obozu pracy w Płaszowie zarządzana przez Oskara Schindlera. Tu kręcono zdjęcia do filmu Spielberga.

Paradoksem jest to, że gdyby nie film, nie byłoby prawdopodobnie i muzeum. Bo dopiero wtedy, kiedy film Spielberga wszedł na ekrany i zdobył kilka Oscarów, w Krakowie uświadomiono sobie znaczenie tego miejsca. Do 2002 r. w budynkach dawnej fabryki funkcjonował inny zakład. W 2005 r. powstała koncepcja urządzenia tutaj dwóch muzeów. Obecnie w budynku administracji mieści się oddział Muzeum Historycznego Krakowa poświęcony wojennej historii fabryki. Na dziedzińcu zaś w przerobionych halach fabrycznych - MOCAK.

Ten kontekst był nie do zignorowania. Wystawa w MOCAK to także dialog z muzeum Fabryki Emalii Schindlera, z narracją tego miejsca. Jeśli muzeum historyczne przedstawia dzieje jako spójną całość, która jest straszna, ale kończy się krzepiąco, muzeum współczesne tę wizję podważa i dekonstruuje. Jeśli pierwsze pokazuje historię jako dzieje bohaterów, drugie kładzie nacisk na losy zwykłej jednostki.

Najlepszy przykład to pomysł, by na szybach nowego muzeum znalazła się praca szwajcarskiego artysty Beata Streuliego, to wielkie twarze, fotograficzne portrety wydobytych z tłumu osób. Dzięki monumentalności przestają być obojętne, nijakie, jakby traciły anonimowość. To odpowiedź na problem, jaki stwarza sąsiednie muzeum - niby mówi o ofiarach Holocaustu i nielicznych ocalonych, ale jedynym nazwiskiem, jakie zostaje w pamięci po zwiedzeniu tej ekspozycji, jest nazwisko Schindlera - dobrego Niemca.

Jako polemikę z koncepcją muzeum historycznego należy też rozumieć świetną instalację niemieckiego artysty Jochena Gerza "Exit. Project Dachau" z 1972 r. To rząd biurek oświetlonych gołymi żarówkami. Na każdym leży album zdjęć zrobionych w muzeum dawnego obozu w Dachau. Na zdjęciach jest samo oznakowanie: zakaz, nakaz, informacje, drzwi do administracji. To praca odsłaniająca mechanizmy nadzoru.

Taka jest wystawa "Historia w sztuce" - trudna, szorstka, stawiająca bolesne pytania. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, dalej napięcie będzie rosło. Następne wystawy, które już zapowiada dyrektorka, to "Polityka w sztuce" i "Religia w sztuce".

***

Otwarcie MOCAK dziś o godz. 18. Wystawa "Historia w sztuce" czynna od 20 maja do 25 września. Prócz tego pokaz kolekcji i wystawa Nagród Fundacji Vordemberge-Gildewart

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':