Kultura w płynnej nowoczesności
Zygmunt Bauman
wyd. Agora W ciężkim fotelu, wśród książek, ze wzrokiem utkwionym bardziej w przyszłości lub przeszłości niż w ścianie naprzeciwko, z czołem pomarszczonym kumulacją doświadczenia i trosk. Gdybyśmy wrócili do czasów, gdy obrazy przemawiały do nas w języku alegorii, fotograficzny portret Zygmunta Baumana powiedziałby o sobie: myśliciel (podpowiedzią jest tu wygaszona fajka leżąca na stole). A w języku bardziej współczesnym: krytyk kultury. Gdybyśmy poprzestali na takim alegorycznym odczytaniu, więcej byśmy stracili, niż zyskali. Najnowsza książka autora "Nowoczesności i zagłady" jest bowiem czymś znacznie więcej niż krytyczną wypowiedzią o kondycji współczesnego społeczeństwa trawiącego bez wytchnienia, także książki, filmy, wystawy, dźwięki, myśli, bunty, transgresje i tradycje. Bauman zatrzymany w pozie myśliciela przy pracy próbuje nas zwieść, choć my, jego czytelnicy i - chcąc nie chcąc - konsumenci idei, zwieść się nie damy. Wiemy przecież, że aby wyzyskać dobra ukryte w labiryncie Baumanowskich zdań (a to ogrody o rozwidlających się ścieżkach), trzeba zanegować treść alegorii. Dość radykalnie, skoro musimy odrzucić tradycyjną treść pojęć "kultura" i "krytyk".
Wirtualne miłości Dzisiejsza pozycja Baumana w krajobrazie polskiej i europejskiej myśli jest mocno paradoksalna. Autorytet? Owszem, ale i ktoś więcej. Kiedy ogląda się film z niedawnego wręczania mu Nagrody Księcia Asturii albo uczestniczy w jego publicznych spotkaniach, rzec by można, że to niemal gwiazda popkultury, celebryta. Ten filozof z socjologicznym backgroundem wydaje książkę za książką - od miłości po cywilizacyjne konsekwencje kryzysu ekonomicznego. W swojej lidze te książki jedna za drugą stają się bestsellerami. Na jakie tęsknoty odpowiada? Jakiego rodzaju deficyt zaspokaja? Czym uwodzi? Odpowiedzi warto zacząć szukać w Baumanowym blogu. Niedawno przeczytałem tam komentarz na temat komputerowej
gry, czegoś w rodzaju udoskonalonego "Second Life'u", który pozwala jednak przekroczyć granicę wirtualności i budować relację z cyfrową narzeczoną w rzeczywistych okolicznościach przyrody. Mniejsza o to, jak to działa. Ważniejszy wydaje się stosunek Baumana do tego nowego zjawiska. Bo zanim przyjmie on rolę surowego krytyka katalogującego przyczyny i skutki zamiany miłości realnych na wirtualne, pozwala sobie na fascynację zjawiskiem. Nie osądza, ale opowiada rozdział historii nowego, średnio wspaniałego świata, w którym życie nie jest nam z góry dane jako rola do odegrania. A kultura przestała być takich ról reżyserką.
Niepewność jest ekscytująca Ta opowieść o niepewności w czasach płynnej - jak ją nazywa Bauman - nowoczesności zaczyna się wraz z narodzinami społeczeństwa, w którym konsumpcja stała się istotniejsza niż produkcja. A jeśli już się coś produkuje, to przede wszystkim nowych konsumentów i potrzeby - jeszcze zanim powstaną produkty im odpowiadające. W tym płynnym świecie najważniejszą z potrzeb jest kreowana przez wcale nie tak znowu niewidzialną rękę rynku „potrzeba potrzeb”. A największym strachem staje się „życie bez pragnień, bez uganiania się, bez pościgu za nowym rodzajem przeżyć”. Bauman ma dla uczestników tego wyścigu - to kolejny, jak sądzę, powód jego popularności - mnóstwo wyrozumiałości. „Żyć w nieustannej niepewności jest bardzo ciężko” - mówi. Ale zaraz dodaje: „Z drugiej strony jest to niesłychanie ekscytujące. Życie pełne przygód i niespodzianek ma wyraźne blaski i cienie, ale ludzie uwodzeni blaskami są w stanie jakoś przeżywać cienie, to znaczy nie popadać w rozpacz”. Optymizm? Ostrożny, daleki od zachłystywania się wolnością. Bo - jak Bauman parafrazuje Dostojewskiego - jeśli Boga nie ma (zamiast Boga można też podstawić omnipotencję państwa, etyczne kodeksy, narodowe tożsamości, trwałe wzorce kultury, społeczne hierarchie), nic nie jest możliwe. Dlatego optymizm musi być uzupełniony o lekcje moralności bez etycznych kodeksów. Są one wezwaniem do heroizmu
, gdyż życie w płynnej nowoczesności od każdego z nas domaga się, byśmy samotnie, bez nadziei na rozgrzeszenie, konfrontowali się z konsekwencjami własnych czynów.
Kultura jako gałąź rynku A co z kulturą? Skoro rozpuściły się jej dawne znaczenia, które nadawały jej perspektywę i cele, czym jest? Po prostu jedną z gałęzi rynku, podporządkowaną tym samym regułom generowania potrzeb i unikania ich ostatecznego zaspokojenia? Sabotażem ujawniającym sprzeczności i hipokryzję konsumpcyjnego społeczeństwa? Otwartym projektem badającym możliwości fenomenu zwanego życiem? Mozaiką jego form i stylów? Ich mieszaniem? Na takiej - udokumentowanej i zniuansowanej - litanii pytań unikającej jednoznacznych odpowiedzi skończyłby dziś swoją pracę krytyk kultury. Ale dla Baumana to dopiero początek poszukiwania nowego miejsca dla kultury i jej krytyków.
Twórzcie utopie! Bauman nazywa siebie "interpretatorem doświadczenia". W jego indywidualnym doświadczeniu jest i pamięć Wielkiego Kryzysu, i obraz ojca, który próbuje po bankructwie popełnić samobójstwo. Jest wojna, jest służba utopii zwanej komunizmem i trzeźwienie ze złudzeń; jest lekcja wykluczenia (rok 1968) i jest żywot emigranta. Sporo materiału do przetrawienia. Z tym że myśl Baumana wyprzedza doświadczenie: dostrzega problemy i formułuje pytania dotyczące terytoriów, które jeszcze wcale nie wydają się nam problematyczne. Ba, których jeszcze przed chwilą w ogóle nie dostrzegaliśmy. To wychylenie myśli w przyszłość każe mu w najnowszej książce postawić tezę: tolerancja wobec odmienności i różnorodności to za mało. Zbyt często staje się sposobem na ukrycie poczucia wyższości albo - co gorsza - intelektualnego i moralnego lenistwa, które pod pozorem szacunku dla Innego, odmienianego przez miliony przypadków bez twarzy, znajduje alibi dla własnego dystansu wobec prób rozwiązania elementarnych problemów społecznych. Tak jak niedawno wzywał do heroicznej realizacji projektu etyki bez kodeksów, tak dziś Bauman przestrzega przed nadejściem epoki niezaangażowania i nawołuje do przemyślenia dziedzictwa zwanego kulturą. I Europą. Nie rozumianą historycznie ani geograficznie, ale jako pamięć własnych kulturowych doświadczeń skierowana w niepewną przyszłość. Bo Europa - przekonuje Bauman - to nieustanny "work in progress", laboratorium "życia z Innym i dla Innego". Bo Europa to szczególne miejsce, gdzie różnorodność była zawsze codziennym sąsiedzkim doświadczeniem. Jest więc stworzona do wyciągania politycznych wniosków z "fuzji kulturowych horyzontów", która idzie znacznie dalej niż zrutynizowane hasło tolerancji. I jest równie niezbędna jak poczucie bezpieczeństwa, godność, prawa do bycia sobą i u siebie nawet wtedy, gdy trzeba było w tym celu porzucić swoje miejsce. Tak, Bauman wzywa do tworzenia kulturowych utopii. Ale utopii, które nie są gotowymi politycznymi projektami, lecz otwartymi eksperymentami szukającymi nowych granic naszych możliwości. Tak rozumiana utopia jest - przekonywał Paul Ricoeur - "przednią strażą człowieka kroczącego ku światłu i dojrzałości". A "zmieniając wyobraźnię, człowiek zmienia egzystencję".
Nowa książka Baumana to wezwanie do zrewolucjonizowania naszych rutynowych wyobrażeń zaciemniających obraz zmiany, której jesteśmy "sprawcami" i "ofiarami". Wezwanie radykalne, bo domagające się nowych wizji, ale też pełnego w nie zaangażowania. Dlatego czytanie Baumana nie jest konsumpcją kolejnych idei. Jest zobowiązaniem. Jeśli ktoś woli pozostać na bezpiecznej pozycji zdystansowanego "krytyka kultury", nie dla niego jest "Kultura w płynnej nowoczesności". To książka performance. Książka i myśl, która działa.
Książka powstała na zamówienie Narodowego Instytutu Audiowizualnego (NInA) w związku z przygotowaniami do wrześniowego Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu, który będzie kulminacją kulturalnego programu polskiej prezydencji w UE