http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gary Shteyngart, "Super smutna i prawdziwa historia miłosna"

Wojciech Orliński
2011-05-10, ostatnia aktualizacja 2011-05-09 19:26

Gary Shteyngart
Gary Shteyngart
Fot. Leemage EAST NEWS/

Dyktatura, bunty głodowe, nieśmiertelność na sprzedaż - to Ameryka przyszłości w powieści Gary'ego Shteyngarta


Gary Shteyngart "Super smutna i prawdziwa historia miłosna", przeł. Jerzy Korpanty, Świat Książki, Warszawa

Polska premiera powieści Gary'ego Shteyngarta zbiega się z prognozą Międzynarodowego Funduszu Walutowego o zbliżającym się gospodarczym wyprzedzeniu Stanów Zjednoczonych przez Chiny. Akcja książki rozgrywa się w niezbyt odległej przyszłości w upadłym amerykańskim imperium. Główny bohater Leonard "Lenny" Abramov osiągnął - tak jak jego ojczyzna - wiek schyłkowy. Sądząc z jego wspomnień, w naszych czasach był gdzieś między dwudziestką a trzydziestką, pamięta więc ostatnie chwile amerykańskiej dominacji.

Leonard zachował zwyczaj w naszych czasach praktykowany jeszcze przez coraz rzadsze grupki starzejących się ekscentryków - skłonność do czytania "niecyfrowych artefaktów medialnych". Tak w przyszłości określa się to, co my nazywamy "książkami".

W jednej z pierwszych scen powieści Abramov próbuje czytać w samolocie tomik opowiadań Czechowa, jednak czuje się z tym nieswojo. „Zauważyłem, że kilka osób z pierwszej klasy spogląda na mnie z obrzydzeniem. »Facet! To cuchnie jak przepocone skarpetki! « - powiedział siedzący obok mnie jeden z tych wysportowanych japiszonów”.

Życie Abramova z pozoru wygląda nie najgorzej: w końcu stać go na bilet pierwszej klasy. W postapokaliptycznej przyszłości to nie jest tylko kwestia lepszego posiłku. "Dla pasażerów klasy ekonomicznej nie ma nawet siedzeń przy bramkach, bo stojącego człowieka lepiej się skanuje".

Bohater osiągnął jednak punkt absolutnego wypalenia. Stracił dryg do pracy polegającej na sprzedawaniu najbogatszym Amerykanom namiastki nieśmiertelności - skomplikowanej terapii pozwalająca odwrócić biologiczne skutki starzenia. Gdy zaczynał w młodości pracować w firmie - liczył na to, że dorobi się ciężką pracą i będzie mógł pozwolić sobie na terapię, którą oferuje. Inflacja, kolejne kryzysy giełdowe i słuchanie bankowych "doradców inwestycyjnych" spowodowały, że Lenny'ego nie stać na nieśmiertelność. Powieść zaczyna się od nieporadnych prób pogodzenia się z faktem, że jednak umrze tak jak biedacy z klasy ekonomicznej.

Jednocześnie pojawia się promyczek nadziei: splot okoliczności wikła go w nieprawdopodobny romans z dwudziestoletnią pięknością, córką koreańskich imigrantów Eunice Park. Abramov widzi w niej ostatnią szansę na odzyskanie młodości i z zapałem trwoni resztki swojej fortuny na zdobycie dziewczyny.

Narracja prowadzona jest dwoma językami. Na zmianę czytamy zapiski z dziennika Abramova pisane klasycznym językiem literackim godnym miłośnika Czechowa i Kundery - oraz wpisy Eunice na portalu Globalteens, który jest upiorną wersją Facebooka z przyszłości.

Konto w Globalteens wyrabiają sobie nastolatki, żeby móc porozumiewać się z innymi nastolatkami, a potem utrzymują je do starości, oszukują samych siebie, że starość jeszcze nie nadeszła. Na Globalteens aktywni są więc i Abramov, i Eunice, dla której portal jest całym życiem.

Życie Koreanki z trudem walczącej o utrzymanie się na powierzchni, zmagającej się z despotycznym ojcem, nadopiekuńczą matką i autodestrukcyjną siostrą - aż by się prosiło o pióro wybitnego psychologicznego pisarza. Shteyngart wciąga nas jednak w literacką grę.

Bardzo szybko uświadamiamy sobie, że Eunice przeżywa wprawdzie prawdziwe życiowe dramaty, ale brak jej języka, by je opisać. Wszystko zapisuje językiem przypominającym dzisiejszy slang internetowy, pełnym skrótów, „emotikonek” i równoważników zdań. Do tego serwis Globalteens nieustannie udziela jej porad typu „jak się zachowywać na randce, żeby chłopak zobaczył w tobie rasową sucz”.

Literacki rozmach autor zachowuje na rozterki Larry'ego Abramova, które na niego wcale nie zasługują. Że jego romans skończy się żałosnym upokorzeniem, tego spodziewamy się od początku. Czego innego może oczekiwać pięćdziesięciolatek flirtujący z dwudziestolatką?

Zapatrzenie Abramova we własny pępek robi się tym bardziej irytujące, im ciekawsze rzeczy dzieją się wokół niego, nie tylko w życiu Eunice, ale też w agonalnej fazie dziejów USA. To wszystko musimy sobie odtwarzać ze strzępków informacji, których Shteyngart dostarcza akurat tyle, żeby nas zaintrygować, ale za mało, żeby przysłonić tytułową historię miłosną.

Akcja powieści dzieje się już po bankructwie rządu federalnego. Zdominowany przez Chiny Międzynarodowy Fundusz Walutowy narzuca Ameryce ostry program restrukturyzacji zadłużenia - taki, jaki sama Ameryka kilkadziesiąt lat wcześniej zafundowała swoim dłużnikom.

Dla pohamowania hiperinflacji kurs dolara sztywno powiązano z kursem juana. Równoważenie budżetu wymagało drastycznych kroków obejmujących wstrzymanie wypłat funkcjonariuszy publicznych, w tym pensji policji i żołdu żołnierzy.

Bunty głodowe w amerykańskich miastach są tłamszone coraz brutalniej, aż do otwartej wojny domowej. Nowy Jork z rozdziału na rozdział przekształca się Bagdad z czasów amerykańskiej okupacji: upadłe miasto, przez które bezpiecznie przejechać, mogą tylko opancerzone pojazdy ochraniane przez korporacyjnych najemników.

Po amerykańskiej demokracji nie zostało nic - zbankrutowaną Ameryką dyktatorsko rządzi "Unia Bipartyjna". Wolne media upadły już wcześniej, wraz z dobiciem prasy papierowej przez internetowe portale. "New York Timesa" zastąpił serwis "New York Lifestyle Times". Abramov czyta go z sentymentu dla papierowego pierwowzoru, nawet jeśli to taka sama tandeta internetowa jak inne.

Tradycyjne dziennikarstwo zastąpiły wideoblogi, których autorzy na żywo prezentują w sieci swoje życie osobiste. Stąd kapitalna scena, w której podczas imprezy przyjaciel syczy Lenny'emu do ucha: "Zmieńmy temat rozmowy, bo mi spada oglądalność".

Ta przyszłość jest niepokojąco bliska. Wszechobecna formuła: "PRZECZYTANIE TEGO KOMUNIKATU JEST RÓWNOZNACZNE ZAPRZECZENIU JEGO ISTNIENIA I WYRAŻENIU NA NIEGO ZGODY", która w upadającej Ameryce towarzyszy kolejnym ograniczeniom praw obywatelskich, przypomina o panującej już dziś hipokryzji. Wciąż jeszcze wmawiamy sobie, że prawo chroni nas przed nieuzasadnioną inwigilacją czy kontrolą korespondencji, ale nieustannie wyrażamy zgodę na likwidację tej ochrony w imię wygody czy bezpieczeństwa.

Dopóki jeszcze mamy papierowe książki i gazety, możemy o tym dyskutować bez przejmowania się dyktatem "spadającej oglądalności". Korzystajmy z tego, bo znikną szybciej, niż kończą się miłosne awantury starszych panów z dzierlatkami. A skutki pewnie będą jeszcze smutniejsze.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':