''Dziewczynka w zielonym sweterku''
Krystyna Chiger, Daniel Paisner,
przeł. Beata Dżon,
wyd. PWN, Warszawa
Co może zrozumieć z dziejącej się wokół wojny kilkuletnie dziecko? Ile może przetrzymać rozpieszczana mała księżniczka? Jak może żyć z pamięcią o zagładzie swoich najbliższych człowiek, który ocalał? Te pytania muszą przychodzić na myśl każdemu, kto czyta wspomnienia Krystyny Chiger o latach spędzonych w okupowanym wpierw przez Związek Radziecki, a potem przez hitlerowców Lwowie.
Urodziła się w rodzinie bogatego kupca. Kamienica przy Kopernika 12, jednej z reprezentacyjnych ulic Lwowa, jeszcze dziś robi spore wrażenie, a oni zajmowali w niej całe piętro.
I inaczej niż w różnych opowieściach, w których po takim dobrym początku wszystko obraca się o 180 stopni, odmiana na gorsze za sprawą wybuchu wojny następowała stopniowo. Owszem, Sowieci zabrali im sklep, ale nie deportowano ich razem z tysiącami innych lwowian na wschód. I nie cierpieli głodu, bo ojciec znalazł pracę w piekarni. Musieli tylko podzielić się mieszkaniem, bo dokwaterowano im rodzinę, która uciekła przed hitlerowcami z Krakowa. Ale właśnie to uratowało im życie, gdy do Lwowa weszli
Niemcy. Z ich "żydowskiej" kamienicy wygarniali ludzi piętro po piętrze, ale do pokoju Chigerów nie weszli.
Potem takich małych cudów, jak je nazywa Chiger, było coraz więcej. To nie ich, ale kogoś innego na ulicy zatłukli kolaborujący z hitlerowcami Ukraińcy, a oficer Wehrmachtu, który przyszedł zabrać im fortepian, uprzedził, że będą przesiedlani do getta. Przeżyła z młodszym bratem, choć wszystkie inne dzieci wkrótce wywieziono do obozu w Bełżcu, bo kupiec Ignacy Chiger okazał się dobrym stolarzem i zbudował im w mieszkaniu skrytki, w których pozostali niezauważeni.
Szczęście nie opuściło ich także w kanałach, do których musieli zejść. Nie utonęli, jak kilku innych, którzy się tu schronili, i nie umarli z głodu, bo Poldek Socha, dopiero co poznany Polak, przed wojną złodziej, przynosił im jedzenie. To on w lipcu 1944 r. przyszedł z wiadomością, że hitlerowcy uciekli. Sam zginął rok później rozjechany przez radziecką ciężarówkę. Spośród blisko 200 tysięcy lwowskich Żydów przeżyło kilkuset. Chigerowie w końcu wyjechali, do Krakowa, a następnie do Izraela.
To nie jest książka wyłącznie dla amatorów historii. Raczej opowieść o tym, ile trzeba stracić, żeby uratować to, co najcenniejsze. O miłości i poświęceniu. "Nie wolno nam uważać, że to akurat nasz bagaż był cięższy niż inne, to nie byłoby w porządku. Był po prostu naszym bagażem, to wszystko" - pisze Chiger.
Tytułowy zielony sweterek, jedyny przedmiot ocalony z dzieciństwa autorki, jest teraz eksponatem w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie.