http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto się boi chińskiego Warhola?

Maria Kruczkowska
2011-04-29, ostatnia aktualizacja 2011-04-29 21:20

W Chinach nazwisko Ai Weiweia jest od kilku tygodni objęte tabu. By ominąć cenzurę, internauci wstukują je jako tak samo brzmiące, ale inaczej pisane: "Kochaj przyszłość"

Ai Weiwei
Fot. GRACE LIANG Reuters
Ai Weiwei
Ai Weiwei w 2009 r. na największej
swojej wystawie - w monachijskim
Haus der Kunst. Pokazał tam m.in.
Fot. Joerg Koch dapd
Ai Weiwei w 2009 r. na największej swojej wystawie - w monachijskim Haus der...
Najsłynniejszego artystę Chin widziano ostatni raz 3 kwietnia na lotnisku w Pekinie, z którego miał odlecieć do Hongkongu. Jego asystentkę Jennifer Ng poproszono na bok. - Pan Ai Weiwei nie poleci, ma teraz inne sprawy - powiedziano jej.

Z tego samego lotniska odlatywał tego dnia szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle. Razem z nim znany niemiecki architekt Meinhard von Gerkan.

W Pekinie Westerwelle otwierał wystawę "Sztuka Oświecenia" w skrzydle Muzeum Narodowego Chin przy Tiananmen. Muzeum, przebudowane według projektu von Gerkana, jest większe od Luwru. By nie drażnić gospodarzy, na wystawie pominięto prawa człowieka, główną zdobycz tej epoki. Europa pokazuje więc Chinom swoje dawne meble, stroje i obrazy.

Muzeum prezentuje oficjalną wersję historii Chin. Zostało otwarte z dwuletnim poślizgiem, bo historia, nawet najstarsza, to w Chinach temat drażliwy politycznie. Nawet drobne szczegóły konsultowano ponoć na zamkniętych naradach. Czy propagandę sukcesu Chin przełamać odrobiną prawdy o wielkim skoku, czy rewolucji kulturalnej? Ostatecznie górę wzięli partyjni konserwatyści. Efekt tych narad to dwie wystawy, jedna o dawnych Chinach, druga prezentuje historię od wojen opiumowych do dziś. To opowieść o narodzie chińskim kroczącym od sukcesu do sukcesu.

"Der Spiegel" zapytał Gerkana: - Dlaczego buduje pan w kraju o tak represyjnym systemie rządów? - Chiny bardzo się zmieniły, to całkiem co innego niż NRD - tłumaczył architekt.

Pracownia Gerkana wykonuje obecnie w Chinach 50 projektów. Niektóre zostały tam skopiowane w tańszej i brzydszej wersji, ale i tak opłaca jej się pozostać na tym rynku. - Czy Chiny szybko płacą? - spytał dziennikarz. - Szybciej niż Deustche Bahn.

Nie tylko Niemcy mają problem z Chinami, które łamią podstawowe prawa człowieka, ale mają wielki rynek, inwestują w Europie i kupują europejskie obligacje. Ale wystawa otwarta w czasie zatrzymania artysty stawia Niemcy w niezręcznej sytuacji. Zamknąć wystawę lub przynajmniej zaapelować o wolność dla Ai Weiweia? Kanclerz Merkel już zrobiła to osobiście, ale jej dyplomacja chyba nie będzie nalegać. Kiedy w 2007 r. przyjęła Dalajlamę, musiała potem miesiącami naprawiać stosunki z Chinami.

Sprawę Ai Weiweia próbują właśnie poruszyć Amerykanie, którzy przyjechali w środę do Pekinu na rundę rozmów o prawach człowieka. Jednak od chińskiego MSZ już usłyszeli stałą mantrę: Nie wtrącajcie się w chińskie sprawy pod pretekstem obrony praw człowieka.

Coca-cola na wazie z epoki Han

Masywny, zwykle w tradycyjnym kaftanie, z burzą gęstych włosów, krzaczastymi brwiami i ciętym dowcipem. Ai Weiwei mieszka w Chinach, ale tam nie jest znany. Jego prace można oglądać w największych galeriach świata, ale nie we własnym kraju, gdzie nie dostaje zezwolenia na ekspozycje.

Siedzi w areszcie, a w tym czasie londyńska Tate Modern pokazuje jego "Pestki słonecznika". To instalacja ze stu milionów ręcznie wykonanych porcelanowych ziaren wysypanych w Hali Turbin (przed nim pokazywał tam swoją pracę Mirosław Bałka). W pracy nad projektem przez kilka lat pomagali Ai mieszkańcy chińskiego Jingdezhen zatrudnieni w małych warsztatach rękodzielniczych. Dla jednych ta instalacja to gorzka refleksja o zjawisku "made in China". Ale słonecznik uosabia słońce, a w ikonografii komunistycznych Chin słońcem był Mao. Chińczycy, niczym kwiaty słonecznika, mieli pokornie śledzić jego wędrówkę po niebie. Niezliczone, szare, z pozoru jednakowe pestki leżące na podłodze to od wieków deptany naród chiński. Na kolor, indywidualność, nie można tam sobie pozwolić. Jedyny sposób, by przetrwać, to przybrać barwy ochronne.

W maju w Nowym Jorku burmistrz Michael Bloomberg odsłoni na Manhattanie rzeźbę Ai Weiweia "Krąg zwierząt / Głowy zodiaku". Wystawę szykuje też Berlin, gdzie jedna z uczelni oferowała artyście katedrę. W Londynie jego prace można oglądać w dwóch galeriach.

Wystawie w Kassel (2007) dał tytuł "Fairytale", bo to rodzinne miasto braci Grimmów. "Zrobił" instalację z ludzi - zaprosił 1001 Chińczyków reprezentujących cały przekrój społeczny. O 1001 chińskich podróżach na Zachód powstało 800 godzin filmu. Ai posadził Chińczyków na 1001 krzeseł z dynastii Ming i Qing. Zabytkowe chińskie meble rozbite lub groteskowo powyginane jako metafora barbarzyńskiego stosunku do starej kultury to jeden z motywów jego twórczości.

W Monachium rok po trzęsieniu ziemi w Syczuanie, gdzie tysiące dzieci zginęło w źle zbudowanych szkołach, skonstruował mural z 9 tys. kolorowych tornistrów. Umieścił na nim słowa jednej z matek. "Żyła szczęśliwie przez siedem lat".

Jest jeszcze Ptasie Gniazdo - stadion olimpijski, dziś wizytówka nowoczesnego Pekinu. Szwajcarscy architekci Herzog i Meuron zatrudnili Ai Weiweia jako doradcę artystycznego. Wymyślił konstrukcję z prętów stalowych zgiętych pod niewiarygodnie ostrym kątem.

Realizuje dziesiątki projektów rocznie - w drewnie, szkle, plastiku, metalu. Szuka środków wyrazu do opisania kondycji kultury chińskiej po rewolucji kulturalnej. Buduje mapy Chin z drewna pochodzącego ze zniszczonych świątyń i wielowymiarowe konstrukcje ze sprasowanych okiennic i drzwi domów z dynastii Ming i Qing, z miast w prowincji Shanxi wyburzanych pod nowe osiedla.

Cudzoziemcom Chiny i ich trudną historię trudno pojąć. Ale gdy w 2000 r. Ai wypuścił z rąk wazę chińską z epoki Han sprzed 2 tys. lat, wartą tysiące dolarów, wszyscy zrozumieli. To była odpowiedź artysty na pytanie, co rewolucja kulturalna zrobiła ze spuścizną Chin. Waza roztrzaskała się o podłogę. - Zadziałała siła ciążenia - oznajmił.

Już przystąpił do zeznań

W dniu jego aresztowania policja przeszukała jego studio na północnym krańcu Pekinu. Odcięła w nim prąd, wyłączyła telefon. Zarekwirowała komputery. Studio, do którego pielgrzymowali zachodni kuratorzy wystaw, dyrektorzy galerii i kolekcjonerzy, stoi opuszczone.

Pod Pekinem zaprojektował i wybudował dla siebie siedzibę, która była rodzajem manifestu nowej architektury. Tak ocenił ją Norman Foster, który zresztą kolekcjonuje dzieła Aia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':