Pierwsza dekada XXI wieku miała na zawsze pogrzebać winyle. Stało się dokładnie odwrotnie - czarne krążki na dobre wróciły do łask. Nie tylko audiofile zamiast bezosobowych plików muzycznych chcą posiadać pięknie opakowany przedmiot
Fot. Derek Montgomery AP
Płyty winylowe znów są w modzie. Nowe sprzedają się najlepiej od dwóch dekad. Wartość archiwalnych rośnie gwałtownie
Miało być zupełnie inaczej. Zarówno media, jak i firmy płytowe na przełomie lat 80. i 90. głosiły definitywny koniec albumów analogowych. Wykończyć miał je nowy, wprowadzony kilka lat wcześniej format - cyfrowy compact disc. Wiele wskazywało na to, że czarna płyta odchodzi do lamusa. Reklamy zachwalały nowy nośnik jako dużo bardziej trwały i odporny na uszkodzenia, a cyfrowy zapis dźwięku - jako doskonalszy od jego analogowego poprzednika. Nakłady winyli gwałtownie spadały. W 1988 r. na świecie po raz pierwszy rozeszło się więcej kompaktów niż analogów. Początek lat 90. to już zupełny zanik czarnej płyty. Ostateczny cios miał nadejść z następną dekadą. Skoro pojawienie się plików i odtwarzaczy cyfrowych zagroziło rynkowi kompaktów, jakim cudem miałaby przetrwać płyta winylowa - dużo mniej poręczna i totalnie oldskulowa?
Popkulturowe trendy potrafią jednak zakpić z logiki podpowiadanej przez rozwój technologii. W ciągu ostatnich 10 lat winyl wrócił do łask. Nie dotyczy to tylko tych gatunków, które były tradycyjnie związane z czarną płytą (np. hip-hopu czy sceny tanecznej, gdzie didżeje używają analogowych albumów do miksowania), ale całego rynku muzycznego.
Powody? Sentyment, który w płycie winylowej każe sporej grupie wychowanych kilka dekad temu fanów widzieć "nośnik z duszą". Panujące wśród znawców przekonanie, że dźwięk na analogu jest bardziej naturalny i wbrew reklamowym sloganom z lat 80. bije na głowę przesadnie sterylne rejestracje cyfrowe. A w końcu: niezależna od wieku czy audiofilskiej pasji przyjemność posiadania przedmiotu, który jest nie tylko nośnikiem nagrań ulubionego artysty, ale też - z cała swoją designerską i poligraficzną otoczką - małym dziełkiem sztuki użytkowej.
Masz płytę? Masz 200 tysięcy funtów
Emocjonalna wartość czarnej płyty ma moc, którą doceniają nawet poważne rynki kapitałowe. Doradcy finansowi, zachęcając do tak zwanych inwestycji alternatywnych - niezależnych od koniunktury na giełdach papierów wartościowych, rynkach surowcowych czy inwestycyjnych - zaliczają dziś płyty winylowe do tej samej grupy dóbr, co dzieła sztuki, antyki czy wino. Inwestycje w nie nie zawsze zwracają się do razu, niekoniecznie też przynoszą spektakularny zysk. Są jednak bardziej pewne i sensowne, niż mogłoby się wydawać.
Przekonują o tym dane publikowane przez brytyjski magazyn "Record Collector". Pismo skierowane przede wszystkim do kolekcjonerów płyt winylowych regularnie drukuje zestawienia albumów najbardziej pożądanych na wtórnym rynku. A w najnowszym numerze idzie o krok dalej - podaje zestawienie płyt, które mogą okazać się najbardziej trafionymi inwestycjami za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat. Na pierwszym miejscu znajduje się rzadki singel Sex Pistols "God Save The Queen"
wyprodukowany przez wytwórnię A&M. Chwilę po rozpoczęciu tłoczenia firma zerwała kontrakt z zespołem, a cały nakład przeznaczono do zniszczenia. Kto jakimś cudem wszedł w posiadanie egzemplarza tego singla, już dziś jest bogatszy o jakieś 8 tys. funtów. Na drugim miejscu figuruje rzadkie wydanie debiutanckiego albumu Beatlesów "Please Please Me". W zestawieniu pojawiają się też pierwsze wydania debiutu Stonesów i Led Zeppelin. Za te płyty można dziś otrzymać 1 tys. funtów. Jeśli jednak jesteśmy posiadaczami wydania w stanie idealnym (najlepiej jeszcze nieotwieranego) i uzbroimy się w cierpliwość, te same tytuły mogą osiągnąć dużo wyższe ceny.
Jakie? Już kilka lat temu "Record Collector" pierwsze 10 egzemplarzy z pierwszego tłoczenia Beatlesowskiego "Białego albumu" wycenił na 5-7 tys. funtów, choć magazyn nie wykluczał, że jakiś szczególnie zapalony kolekcjoner zapłaci za nie nawet dwa razy więcej. Za monofoniczną wersję "Unfinished Music No 1: Two Virgins" nagranego wspólnie przez Johna Lennona i Yoko Ono można dostać najmarniej 3 tys. funtów. Limitowane wydanie z wytłaczaną jedwabiem okładką "Their Satanic Majesties Request" Stonesów warte jest 2 tys. Nieźle, jeśli wziąć pod uwagę cenę albumów w momencie premiery. Prawdziwym Świętym Graalem kolekcjonerów jest jednak singel "That'll be Day/In Spite of All the Danger" nagrany przez zespół Quarrymen, z którego wyłonili się Beatlesi.
Jego wartość szacuje się na 200 tys. funtów. Niestety, nie ma co szukać go w komisach i na wyprzedażach. Istnieje tylko jeden egzemplarz tej płytki, a jej właścicielem jest Paul McCartney. - Aż do lat 80. płyty winylowe w ogóle nie były postrzegane jako dobro kolekcjonerskie. Dopiero gdy rynek przerzucił się na kompakty i winyli nagle zabrakło, ich wartość zaczęła rosnąć - komentował te wyceny konsultant domu aukcyjnego Bonhams Stephen Maycock dla brytyjskiego portalu ThisIsMoney.
Polacy są tańsi. Ale też drodzy
Jednak te wyceny to tylko szacunki. Prawdziwą wartość płyt ustala rynek. Wystawione na sprzedaż poszczególne tytuły potrafią osiągać ceny kilkukrotnie wyższe od prognozowanych. Egzemplarz albumu "Yesterday and Today" zespołu The Beatles z kontrowersyjną okładką, na której widać muzyków obłożonych kawałkami zakrwawionego mięsa i fragmentami lalek, kilka lat temu został sprzedany za 38,5 tys. dol. O 3,5 tys. dol. mniej nieznany kolekcjoner zapłacił za unikatowe wydanie "The Freewheelin'" Boba Dylana.
Na zagranicznych aukcjach pojawiają się też polskie tytuły. "Bossa Nova" nagrana przez Novi Singers w 1967 r. osiąga dziś wartość kilkuset dolarów.
Ale kolekcjonerski rynek analogów istnieje też w Polsce. W chwili oddawania tego artykułu do druku w serwisie Allegro najdroższym polskim winylem jest "One & One" Edyty Górniak, 12-calowy singiel z 1999 r. Kosztuje 199 zł. Zaraz za nim jest podwójny album O.S.T.R.-a "7" z autografem rapera. Można go mieć za 152,50 zł. Najbardziej pożądane tytuły osiągają cenę 1-2 tys. zł. W połowie listopada 2007 r. egzemplarz numer "1" limitowanej edycji płyty "Legenda" zespołu Armia został sprzedany na aukcji charytatywnej za 1 tys. zł. W tym samym roku "Extravaganza" Czesława Niemena i Michała Urbaniaka poszła na portalu Allegro za 2 tys. zł. "Ambicja" grupy Deadlock zlicytowana została kilka lat temu za 711 zł.
- Ale najbardziej poszukiwane są płyty ze współczesną muzyką poważną - podkreśla Przemysław Psikuta, kolekcjoner płyt i dziennikarz radiowej Dwójki. - Za nagrania niektórych wykonawców (oczywiście w dobrym stanie) trzeba zapłacić 500-1000 dol. Chodzi o prawykonania i pierwsze tłoczenia Lutosławskiego, Pendereckiego, Góreckiego, Kisielewskiego, Szymańskiego. Droga jest kronika płytowa festiwalu Warszawska Jesień i seria Polish Jazz: Komeda, Namysłowski, Milian, Kulpowicz, Kosz. Dalej - seria Jazz Jamboree i nagrania z Konkursów Chopinowskich z lat 50 i 60.
Koniunktura dopiero się rozkręca
Pod względem cen polski rynek na razie zostaje w tyle. Nadrabia za to zainteresowaniem nowymi płytami winylowymi. W ostatnich latach do łask wróciły nie tylko archiwalne wydania analogów. Ukazuje się również coraz więcej reedycji i nowych tytułów. W 2008 r. Międzynarodowa Federacja Przemysłu Fonograficznego podawała, że na całym świecie sprzedano 6 mln winyli. Dziś ta liczba powiększyła się do kilkunastu milionów. Co roku na największych rynkach - amerykańskim i brytyjskim - sprzedaż rośnie o co najmniej kilkadziesiąt procent. Podobnie jest w Polsce. W 2006 r. według szacunków Związku Producentów Audio-Video sprzedano u nas 6 tys. nowych winyli. Rok później - 10 tys. W 2010 - już 40 tys. To nie są może masowe nakłady, ale i u nas istnieje solidna nisza, która pozwala na wydawanie coraz większej liczby tytułów na winylu.
Wspomniana już "Legenda" ukazała się nakładem W Moich Oczach. Firma SP Records już od 2008 roku przypomina w tej formie albumy Kultu. Na pierwszy ogień poszedł "Your Eyes", dziś na winylu dostępne są miedzy innymi "Muj Wydafca" i obie części "Taty Kazika". Płyty winylowe wydają takie oficyny niezależne jak Pasażer, Antena Krzyku czy Jimmy Jazz. Produkcję wznowił znany z lat 80. Pronit. Polskie Nagrania mają swoją serię archiwalną Czarne Perły. W jej ramach ukazały się między innymi "Astigmatic" Krzysztofa Komedy i "Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena. Ich nakład został wyprzedany. Bazując na swoim archiwalnym katalogu, firma prezentuje też nowe pozycje, na przykład składankowy album "Polish Funk". Także on jest dostępny na winylu. Kilka tygodniu temu produkcję czarnych płyt - od singli po longplaye - do swojej oferty włączyła znana do tej pory z tłoczenia kompaktów na zamówienie innych wytwórni firma GM Records.
Choć analogi są w sklepach droższe od kompaktowych odpowiedników, koniunktura wyraźnie się rozkręca. Winyle zapewne nie zatrzymają cyfrowej rewolucji. Ale w przeciwieństwie do kompaktów pomogą zachować wspomnienie czasów, w których słuchanie muzyki na domowym sprzęcie miało w sobie coś z magii.