''Triumf owiec. Thriller, a zarazem komedia filozoficzna'' Leonie Swann, przeł. Maciej Nowak-Kreyer, Amber, Warszawa
"Żyję na tym świecie od kilkunastu lat i jeśli się czegoś nauczyłem, to tego, że niełatwo jest powiedzieć, co jest mądre, a co nie" - tę sentencję wygłasza nie filozofujący nastolatek z subkultury emo, ale sterana życiem... owca Fosco z sagi Leonie Swann.
Popularność kryminałów ze stadem owiec w roli detektywów może zaskakiwać: pierwszą część "Sprawiedliwość owiec" wydano w ponad 20 krajach, w Niemczech sprzedano ok. 2 mln egzemplarzy, w Polsce - 70 tys. Autorka napisała doktorat o roli zwierząt w literaturze angielskiej, fascynuje się "Folwarkiem zwierzęcym", stąd jej książki w naturalny sposób uważa się za ekstrawaganckie naśladownictwo Orwella. Podobieństwo jest jednak pozorne - bohaterowie "Triumfu owiec" nie są ludźmi w owczej skórze. Świat ludzki i zwierzęcy dzieli jeśli nie przepaść, to przynajmniej spore pastwisko. Owce znają ludzi z książek, które czytywał im pasterz (tandetne romanse). Podpatrują ich trochę jak kosmitów, nie tracąc owczego punktu widzenia. Swann udaje się błyskotliwie tę perspektywę oddać (o ile człowiek potrafi w ogóle spojrzeć owczymi oczami). Powietrze jest więc "zimne jak ostrze nożyczek", umierający pies "pachnie coraz chłodniej". Przez zapachy owce czytają też ludzi - istoty, które "ciągle biorą prysznic". Owce znajdą także osobliwą odpowiedź na pytanie: "Czy jedna koza może coś zrobić wilkowi?". Owszem, może. Może mu śmierdzieć.
Akcja "Sprawiedliwości owiec" toczyła się w Irlandii, owce szukały mordercy swojego pasterza, którego znalazły z wbitym w brzuch szpadlem. W "Triumfie owiec" wróg jest mniej uchwytny, a przez to groźniejszy. Owce z zielonego Glennkill przenoszą się do Francji razem ze swoją pasterką Rebeką. Mają do dyspozycji pastwisko położone nieopodal starego zamku mieszczącego niegdyś zakład dla psychicznie chorych. Muszą znosić sąsiedztwo kóz, które uważają za niepoczytalne i - co gorsza - cuchnące. Na dodatek matka Rebeki, wielbicielka tarota i dobrego likieru, przepowiada nieszczęście. Jest nim potwór Garou grasujący po okolicy, mordujący ludzi i zwierzęta.
Owce próbują wytropić Garou. Śledztwu przewodzi Panna Maple - "najmądrzejsza owca w stadzie, a może i na całym świecie" - to oczywiście nawiązanie do słynnej panny Marple z kryminałów Agathy Christie. Kim jest Garou? Wilkiem? To byłoby zbyt proste. Być może to człowiek, a może jest ich kilku?
Swann bywa krytykowana za dość naiwną filozofię, jaką wkłada w owcze głowy. Może i tak jest, chociaż "Triumf owiec" jest od "Sprawiedliwości..." lepszy, mniej schematyczny. "Jeśli człowiek się czegoś boi, staje się niebezpieczny" - to prawda stara jak świat, ale wciąż świeża pod każdą szerokością geograficzną. Zgoda, Panna Maple i reszta nie piszą nowego "Traktatu o naturze ludzkiej", ale - parafrazując jedną z bohaterek książki, co prawda kozę - to po prostu niezłe "kino owczego niepokoju".