- Wolna i zamożna Europa przesunęła swoje granice na wschód, jednak nie zlikwidowała ich całkowicie. Nowe granice, które rozcinają nasz kontynent, strzeżone są nie mniej uważnie niż w czasach zimnej wojny, choć to my jesteśmy dziś ich nieubłaganymi strażnikami - mówił Martin Pollack, pisarz i tłumacz m.in. Ryszarda Kapuścińskiego, podczas otwarcia Międzynarodowych Targów Książki w Lipsku. Autor "Śmierci w Bunkrze", odbierając doroczną Lipską Nagrodę Porozumienia Europejskiego, wymieniał nazwiska pisarzy represjonowanych na Białorusi i Ukrainie i tych, którzy stamtąd wyjechali: Uładzimira Niaklajeua, Alhierda Bacharewicza, Swietłany Aleksijewicz, Marii Matios. To, że ich książki nie są do tej pory tłumaczone w Niemczech, nazywał hańbą.
-Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że przez niewiedzę
Niemcy i inni mieszkańcy Europy Zachodniej bardzo wiele tracą - mówił Pollack po odebraniu nagrody. Bo choć w Niemczech kolejne katedry studiów wschodnich powstają dziś jak grzyby po deszczu, nie przekłada się to na powszechność wiedzy na temat krajów takich jak
Czechy, Polska,
Słowenia,
Słowacja, Ukraina, Białoruś i
Serbia. W świadomości przeciętnego obywatela RFN zlewają się one w jednolitą białą plamę.
Nagroda dla Martina Pollacka to również znak, że w Niemczech gorączkowo poszukuje się dziś odpowiedzi na pytanie, dlaczego niemiecki, a także europejski multikulturalizm nie zdaje egzaminu. Czy winni są imigranci, czy sam model ich integracji? Bo może należało przyjmować nie Turków, ale raczej "tych ze Wschodu", bo jednak są "podobniejsi" do Niemców? A może nie zdał egzaminu niemiecki (i europejski) model narodu, który nie przeszedł dostatecznie głębokiej przemiany?
Gościem specjalnym lipskich targów książki (obok targów frankfurckich, najważniejsze takie wydarzenie w Niemczech: prezentuje tu swoje książki 2150 wystawców z 35 krajów) była w tym roku Serbia. Kraj Vladimira Arsenijevicia i Dragana Aleksicia to według niemieckich krytyków miejsce, w którym przeplatają się polityczny paraliż i niepohamowana wola życia, masakra i literacka świeżość, techno i turbofolk.
Na Serbii jednak się nie kończy zainteresowanie krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Nasz Instytut Książki przygotował stoisko, na którym prezentowane były liczne pozycje z dziedziny literatury i eseistyki. W przyszłości można byłoby pomyśleć o rozszerzeniu stoiska o większą liczbę książek przetłumaczonych na niemiecki, ale tłumaczenia nie powstają masowo. Dwie gabloty przeznaczono na tłumaczenia Czesława Miłosza z okazji poświęconego mu roku. Poza "Listami do Miłosza", czyli ciekawym cyklem dyskusji zorganizowanym przez międzynarodową organizację Halma zrzeszającą literackie centra z całej Europy, brakuje innych wydarzeń, a zwłaszcza zupełnie nowych tłumaczeń, które przyczyniłyby się do lepszego wyeksponowania polskiego noblisty.
W Lipsku obecni są również polscy autorzy, m.in. Joanna Bator, której "Piaskowa góra" ukazała się niedawno w wydawnictwie Suhrkamp i spotkała się z niemałym zainteresowaniem.
Osobnym wydarzeniem jest publikacja niemieckiego tłumaczenia nominowanej do nagrody Goncourtów książki "Jan Karski" Yannicka Haenela, wraz z którym po raz pierwszy w języku niemieckim ukazało się "Tajne państwo" samego Karskiego.
Miejmy nadzieję, że i polscy wydawcy zwrócą uwagę na szczególnie wartościowe pozycje spośród niemieckich nowości, które z całą pewnością warto opublikować w kraju. Na uwagę zasługują niedawni laureaci Deutscher Buchpreis, najważniejszej niemieckiej nagrody literackiej. Zwłaszcza Uwe Tellkamp, którego książka "Der Turm" (Wieża) o codzienności Niemieckiej Republiki Demokratycznej lat 80. sprzedała się w Niemczech w setkach tysięcy egzemplarzy. A także Kathrin Schmidt, której "Du stirbst nicht" (Nie umrzesz) konkurowała dwa lata temu o to wyróżnienie z "Huśtawką oddechu" Herthy Müller. Autorka "Sercątka" dostała wówczas Nobla za całokształt twórczości i przestała być faworytką do Deutscher Buchpreis. Krytycy do dziś powtarzają, że dobrze się stało, bo "Du stirbst nicht" to o wiele lepsza powieść. Miejmy nadzieję, że ta i inne wkrótce trafią do rąk czytelników znad Wisły.
Dr Karolina Wigura, członkini redakcji "Kultury Liberalnej", adiunkt w Instytucie Socjologii UW. Tekst powstał w ramach podróży dla tłumaczy i krytyków literatury niemieckiej do Berlina i Lipska zorganizowanej przez Goethe Instytut