http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

''Tęczowa trybuna 2012''.Wszyscy jesteśmy pedałami

Magda Piekarska
2011-03-09, ostatnia aktualizacja 2011-03-08 19:01

W pierwszej po otrzymaniu Paszportów "Polityki" premierze Monika Strzępka i Paweł Demirski opowiadają o gejach walczących o własny sektor na Stadionie Narodowym. Ich historia staje się pretekstem do gniewnej wypowiedzi o współczesnej Polsce

Próba spektaklu 'Tęczowa trybuna 2012'
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Próba spektaklu 'Tęczowa trybuna 2012'
Kilkunastometrowy fragment autostrady donikąd, trójkąty piłkarskiej murawy, rusztowania i kawałek stadionu w budowie - w takiej scenerii rozgrywa się akcja "Tęczowej trybuny 2012". Gdy władze Warszawy odebrały grupie gejów klub, w którym spotykali się, żeby oglądać mecze (znajomy pani prezydent wrócił ze Wschodu z placówki, no i trzeba mu było coś znaleźć), postanawiają walczyć o własną trybunę na Stadionie Narodowym.

Na scenie pojawia się stołeczna prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz (Jolanta Zalewska) w barokowej sukni i peruce i była zakonnica, która po operacji zmiany płci postanowiła zostać księdzem (Agata Skowrońska). Są bohaterowie zamieszania: gejowska ikona, "o której pisał sam Witkowski" (Igor Kujawski), Nauczyciel (Adam Cywka) i jego partner Kelner zwany pieszczotliwie "koteczkiem". Pojawia się harlejowiec (jak najbardziej hetero), którego zaczyna coraz bardziej wciągać "całe to pedalstwo" (Mariusz Kiljan). A do tego bardzo znany piłkarz, który po godzinach występuje jako drag queen (Chorosiński).

Sportretowana w spektaklu Polska 500 dni przed inauguracją Euro 2012 zmaga się z kolejnymi plagami - szaleją wichury, powodzie, a stolicę opanowały chmary komarów zakłócające ruch lotniczy.

W tych teatralnych okolicznościach jak najprawdziwsza inicjatywa, by wydzielić gejowski sektor na Stadionie Narodowym, wydaje się jeszcze bardziej groteskowa niż w rzeczywistości. Piętno mission impossible ciąży na niej od samego początku - wprawdzie kwestia "chcę cię mieć z głowy, pedale" (tak miał pierwotnie nazywać się spektakl) ostatecznie ze sceny nie pada, ale taki jest przekaz ze strony polityków i urzędników, z którymi zderzają się "tęczowi". Ale także artystów - Strzępka z Demirskim dobrali się tym razem do Krzysztofa Warlikowskiego, z którego zrobili figurę odnoszącego sukcesy geja, który kompletnie zobojętniał na problemy mniejszości.

"Tęczowa..." nie jest jednak interwencyjną wypowiedzią w sprawie gejowskiej inicjatywy. Wszyscy jesteśmy pedałami - mówi jedna z postaci. I taki właśnie przekaz płynie ze sceny. Nie ma tu znaczenia orientacja seksualna - rzecz w tym, że dokładnie tak jak "tęczowi" w spektaklu traktowani są wszyscy obywatele w relacjach z władzą.

Teatralny duet stawia Polakom gorzką diagnozę, bez taryfy ulgowej. To nie może się udać - wydają się mówić Strzępka i Demirski. Więcej: w tym kraju nic nie może się udać. "System" - nawet demokratyczny - lekceważy mniejszości (jeden z bohaterów słyszy od Pani Prezydent, że na stadionie nie ma dla niego miejsca, "bo stadion jest dla wszystkich, a ty przecież nie jesteś wszyscy"). Politycy są skorumpowani. Sami obywatele mają zaś problem z wyartykułowaniem, o co im tak naprawdę chodzi, a jedyne, na co ich stać, to przeklinanie władzy.

A Euro? W spektaklu Strzępki i Demirskiego jest wielką utopią, którą mamią nas urzędnicy. Tak jakby na roku 2012 świat miał się skończyć, a w 2013 miała nas pochłonąć wielka czarna dziura. Ci, którzy uwierzyli w ten miraż - mówią Strzępka i Demirski - zestarzeją się w korkach na autostradzie w budowie, w oczekiwaniu na drugą linię metra i rewitalizację Pragi, o czym śpiewa tęsknie i po hiszpańsku Katarzyna Strączek jako Pani Sędzia.

Pomyli się ten, kto sądzi, że w tak jawnie publicystycznym spektaklu nie ma miejsca na widowiskowy teatr - "Tęczowa..." jest pełna mistrzowsko zaaranżowanych scen. Jedna z najlepszych i najzabawniejszych zarazem to koszmar urzędnika (Opaliński), który budzi się zlany potem ze złego snu, w którym do jego mieszkania wpełzają tarantule, żeby przekonać się, że olbrzymie owady stoją mu nad głową pod postaciami znienawidzonych "pedałów", których chciałby mieć z głowy. Albo ta, w której Michał Chorosiński (najlepiej śpiewający w tym przedstawieniu) jako drag queen wykonuje piosenkę Courtney Love "Pretty from the Inside". Zresztą cała obsada tego spektaklu gra koncertowo, sprawiając, że postaci, które w tekście Demirskiego są przede wszystkim nośnikami idei, na scenie nabrały wielowymiarowości i głębi, zaczęły żyć własnym życiem.

Choć sporo tu demagogii, łagodzi ją szczęśliwie komizm i groteska. Ale i tak wyczuwalny jest pełen gniewu, autentyczny głos reżyserskiej pary. Strzępka i Demirski robią teatr o tym, co ich doprowadza do furii i boleśnie dotyka. W "Tęczowej..." ta formuła znakomicie się sprawdza i porywa także tych, którzy prywatnie nie kupują całej wpisanej w przedstawienie ideologii.

"Tęczowa trybuna 2012" Pawła Demirskiego, reżyseria Monika Strzępka, scenografia i kostiumy Michał Korchowiec, muzyka Jan Suświłło, choreografia Rafał Urbacki, premiera w Teatrze Polskim we Wrocławiu 5 marca 2011

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':