ŻIH to najważniejsza w Polsce placówka zajmująca się problematyką żydowską. To tu, w budynku przedwojennej Głównej Biblioteki Judaistycznej na Tłomackiem w Warszawie, znajduje się m.in. wydobyte spod gruzów getta warszawskiego ukryte w skrzyniach i bańkach na mleko Archiwum Ringelbluma - wstrząsający dokument Zagłady, wpisany na listę UNESCO "Pamięć świata". Jest także największa w Polsce kolekcja judaików i biblioteka judaistyczna zawierająca unikatowe starodruki i rękopisy.
Przez prawie pół wieku ŻIH działał na zasadzie stowarzyszenia, w 1993 roku przyjął formułę instytutu naukowo-badawczego podległego Ministerstwu Kultury. Ale finansuje go
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Dwa lata temu znów przekształcił się, tym razem w instytucję kultury dotowaną przez resort kultury. Chodziło o naprawę finansów: jako jednostka naukowa ŻIH z roku na rok dostawał coraz mniej środków. Po przekształceniu dotacja podskoczyła z ok. 1,5 mln zł w 2008 roku do blisko 4 mln zł w roku ubiegłym.
Większe pieniądze nie przełożyły się jednak na większą aktywność. Przeciwnie: działalność wystawowa i wydawnicza zamarła. W ciągu ostatnich dwóch lat ŻIH nie wydał samodzielnie ani jednej książki naukowej, nie zorganizował żadnej nowej wystawy. Stała ekspozycja o getcie warszawskim jest utrzymana w starym, muzealnym stylu, nie pasuje do wymogów współczesnego odbiorcy. Dział naukowy został zlikwidowany, a badania - ograniczone do dwóch wąskich dziedzin: Centralnego Komitetu Żydów Polskich (działającego w latach 1944-50) i historii Żydów warszawskich.
Polskie Yad Vashem? - Wobec rosnącego zainteresowania tematyką żydowską w Polsce działalność ŻIH powinna być rozszerzana, a nie zwijana. Tracimy dorobek i prestiż - uważa dr Alina Cała, historyczka z ŻIH.
Największym problemem jest brak stałego programu badań nad najważniejszym skarbem Instytutu: Archiwum Ringelbluma, czyli konspiracyjnym archiwum getta warszawskiego. Wydawanie kolejnych tomów z materiałami zawieszono dziewięć lat temu i do dzisiaj nie wznowiono.
- Na bazie Archiwum Ringelbluma można by stworzyć nowoczesną instytucję poświęconą pamięci historycznej, na miarę Yad Vashem czy Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie - mówi dr August Grabski, historyk. - Tymczasem żaden z pracowników naukowych Instytutu nie ma w swoich obowiązkach badań nad tym zbiorem.
Za ten stan rzeczy pracownicy obwiniają dyrektorkę Eleonorę Bergman, która kieruje ŻIH-em od 2007 roku. Zarzucają jej inercję i brak wizji rozwoju Instytutu. Dyr. Bergman nie zgadza się z zarzutami. - Nie ograniczam działalności naukowej, to pracownicy nie zgłaszają swoich projektów. CKŻP i Żydzi warszawscy to ogromne, ważne tematy, każdy znajdzie w nich pole do własnych badań.
Szefowa ŻIH tłumaczy, że nowych wystaw nie było, ponieważ składane propozycje nie gwarantowały profesjonalizmu. - Zmiany przebiegają wolno, bo jest dużo elementów. Myślę o zmianie stałej ekspozycji, przystosowaniu jej do edukacji, w maju planujemy otwarcie wystawy starodruków. Wyjdą też po przerwie dwa tomy Archiwum Ringelbluma.
Zmiana statusu placówki jest zdaniem dyrektorki Bergman korzystna: - Wszystkie rodzaje działalności ŻIH są traktowane na równym poziomie. Poprzedni status powodował, że praca naukowa stała na pierwszym planie, wszystko inne było pomocnicze. Tymczasem badania to tylko jedna strona naszej działalności, druga to opieka nad zbiorami, nie tylko konserwacja i digitalizacja, ale również upowszechnianie. Uważam, że za mało się robiło w tym kierunku - mówi dyr. Bergman.
Naukowcy są innego zdania. Uważają, że dyrektorka nie ma wystarczających kompetencji (zajmuje się architekturą synagog) i kierowanie dużą instytucją ją przerosło. W połowie ubiegłego roku wybrana przez pracowników Rada Naukowa, w której zasiadają autorytety w dziedzinie historii i judaistyki (m.in. prof. Anna Landau-Czajka, prof. Jerzy Kochanowski, prof. Joanna Tokarska-Bakir) wystąpiła do ministerstwa o odwołanie dyr. Bergman i rozpisanie konkursu na szefa ŻIH. Ministerstwo wniosek odrzuciło, tłumacząc, że zmiany wymagają czasu.
Bez przyszłości? Przez kolejne pół roku sytuacja się jednak nie poprawiła. W grudniu minister
Bogdan Zdrojewski nieoczekiwanie zmienił jeden punkt statutu ŻIH: ten, który dotyczy Rady Naukowej. Demokratycznie wybrana rada została rozwiązana, a na jej miejsce ma powstać nowa Rada Programowa, której skład wyznaczy odgórnie minister.
- Rozwiązanie rady odebraliśmy jako karę za próbę reformy Instytutu. Przedstawiliśmy obszerny dokument, w którym proponowaliśmy zmiany. Nikt z ministerstwa nie odniósł się do niego merotorycznie - mówi prof. Sławomir Buryła, literaturoznawca, przewodniczący rozwiązanej Rady Naukowej.
Kompletowanie nowej rady już się zaczęło, jednak kilku wybitnych naukowców już odrzuciło propozycję udziału. Żaden z członków dawnej rady nie został zaproszony do nowej.
Na sytuację ŻIH wpłynie z pewnością nowe Muzeum Historii Żydów Polskich, które powstaje w Warszawie. Pracownicy obawiają się, że Instytut, który jest zobowiązany do udostępniania zbiorów nowej placówce, bez działalności naukowej spadnie do roli muzealnego magazynu.
- Trzeba jasno określić miejsce ŻIH w nowej sytuacji - uważa prof. Buryła. - Na razie jednak ministerstwo nie ma wizji przyszłości Instytutu.
Naukowcy wiele oczekiwali po niedawnym spotkaniu z wiceministrem kultury Piotrem Żuchowskim (
PSL), jednak żadnych konkretów nie usłyszeli.
- Spotkanie było rozczarowujące, poza kurtuazyjnymi ogólnikami nie było żadnych propozycji. Ministerstwo odkłada decyzję do zakończenia audytu, nam jednak nie chodzi o finanse, ale o to, że ŻIH nie wykorzystuje swojego potencjału - komentuje prof. Buryła.
Chciałem zapytać przedstawicieli ministerstwa o powody rozwiązania Rady Naukowej i koncepcję rozwoju ŻIH, jednak wiceminister Piotr Żuchowski i dyrektor departamentu dziedzictwa kulturowego Jacek Miler, którym podlega Instytut, od trzech tygodni nie znajdują czasu na rozmowę z "Gazetą".
Przeczytaj komentarz Romana Pawłowskiego