http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Schulz nie musiał zginąć

Marcin Wojciechowski
2011-02-14, ostatnia aktualizacja 2011-02-13 18:59

Powstaje film o ostatnich dniach Brunona Schulza w Drohobyczu

ZOBACZ TAKŻE
Związany obecnie z Teatrem Dramatycznym w Warszawie reżyser Andrzej Domalik ("Zygfryd", "Nocne ptaki", "Schodami w górę, schodami w dół") przygotowuje się do realizacji filmu fabularnego o ostatnich dniach życia pisarza i malarza Brunona Schulza. W rolę artysty wcieli się Adam Woronowicz. Za kamerą stanie Paweł Edelman. Początek zdjęć zaplanowano na wrzesień tego roku. Film ma być gotowy jesienią 2012 r. na 70. rocznicę tragicznej śmierci autora "Sklepów cynamonowych". To pierwszy polski film fabularny, który zrekonstruuje ostatnie dni Schulza zabitego przez hitlerowców w drohobyckim getcie. Szczegóły tej śmierci do dziś owiane są aurą tajemnicy.

Marcin Wojciechowski: Skąd pomysł na film o ostatnich dniach Schulza?

Andrzej Domalik: Z lektur i spotkań z przyjaciółmi. Kilka lat temu Jerzy Radziwiłłowicz zwrócił mi uwagę na książkę Wiesława Budzyńskiego "Schulz pod kluczem". Przeczytałem ją i zacząłem myśleć, jak fascynującą historią jest śmierć Schulza i dlaczego nikt dotąd nie przeniósł jej do polskiego kina. Dużo czytałem, zbierałem materiały, aż w końcu powstał scenariusz.

Na czym polega pana pomysł na pokazanie ostatnich dni Schulza?

- Stawiam pytanie, czy Schulz rzeczywiście musiał zginąć. Czy to nie był przypadek. Przecież miał już papiery przygotowane do wyjazdu do Warszawy, które załatwił mu jego niemiecki protektor Landau. Do tego wyjazdu miało dojść lada dzień, niektóre źródła twierdzą wręcz, że Schulz został zastrzelony, gdy szedł po chleb, który był mu potrzebny na drogę. Gdyby nie natrafił na ulicy na dziką akcję nazistów przeciwko Żydom 19 listopada 1942 r., to być może wyjechałby z Drohobycza do Warszawy i kto wie, czy nie dotrwał do końca wojny.

Jaki ma pan pomysł plastyczny na ten film?

- Przede wszystkim to zdjęcia Pawła Edelmana. Nie planujemy mieszania zdjęć kolorowych i czarno-białych, ale będziemy się cofać do Drohobycza z lat przedwojennych. Schulz będzie wracał do niego w retrospekcjach. Główna oś fabularna to ostatnie trzy dni z życia Schulza.

Czy pojawi się dom, w którym Schulz malował freski na ścianach wywiezione kilka lat temu do Izraela?

- Oczywiście. Przecież malując baśniowe freski na ścianach pokoju dziecinnego w willi Landaua, Schulz kupował sobie bilet do życia. I naprawdę mało brakowało, by go sobie nie wykupił. Takim samym biletem były liczne portrety Landaua. Obrazy namalowane podczas wojny w Drohobyczu będą ważną częścią mojego filmu.

Dlaczego rolę Schulza zagra u pana Adam Woronowicz?

- Bo to świetny aktor. Obserwuję go od lat i od początku wiedziałem, że tylko Woronowicz nadaje się do tej roli. Ma dokładnie taką wrażliwość, jaką sobie wyobrażam u Schulza. Bardzo się cieszę, że Adam przyjął moją propozycję. Jesteśmy już po pierwszych próbach charakteryzacji i powiem tylko, że ta kreacja zapowiada się bardzo obiecująco.

Będziecie kręcili w Polsce czy na Ukrainie?

- Tego jeszcze nie wiadomo. Jesteśmy w trakcie dokumentacji. Na pewno bardzo dokładnie obejrzymy Drohobycz. A jeśli z powodów organizacyjnych będzie tam trudno zrobić zdjęcia, to wybierzemy jedno z galicyjskich miasteczek w południowo-wschodniej Polsce, w których panuje podobny klimat. Chciałbym, żeby mój film oddawał plastycznie wyobraźnię Schulza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':