http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec skandali z teatralnymi Oscarami

Joanna Derkaczew
2011-02-09, ostatnia aktualizacja 2011-02-09 19:17

Czy jurorzy teatralnych Oscarów, nagród Premio Europa per il Teatro, przestraszyli się opinii "propagatorów przemocy i perwersji"? Po skandalach związanych z poprzednim werdyktem nagrodzili w tym roku artystów "grzecznych i bezpiecznych", choć czasami wystawiających spektakle podwodne

Rodrigo Garcia
Materiały organizatorów
Rodrigo Garcia


W 2009 roku po spektaklach Rodriga Garcii, jednego z laureatów Europejskiej Nagrody Teatralnej "Nowe Rzeczywistości Teatralne", na ulice Wrocławia ruszyli protestujący obrońcy zwierząt. W jego przedstawieniu "Wypadki: zabić, by zjeść" aktor na oczach widzów zabijał, smażył i zjadał langustę. W "Zasypcie moimi popiołami Myszkę Miki" podtapiano chomiki.



Wątpliwości budziły także prace znanego dobrze w Polsce reżysera Pippo Delbono, ostro grającego z ułomnościami osób upośledzonych.

Pojawiło się wówczas sporo głosów, że Nowe Rzeczywistości nie mają już wiele wspólnego ze sztuką, ale starają się właśnie prześcignąć rzeczywistość w jej najbardziej drastycznych przejawach.

Guru Lupa

"Dobra opinia" Europejskiej Nagrody Teatralnej (Premio Europa per il Teatro) ma niebagatelne znaczenie polityczne. Ustanowiono ją w 1986 roku jako projekt pilotażowy Komisji Europejskiej. Przyjęła się jako kulturalna wizytówka i "duma" Unii Europejskiej. Jej wręczaniu towarzyszy tradycyjnie wielki festiwal nagrodzonych, czyli przegląd tego, co w Europie najbardziej uznane i nowatorskie.

Dla Polaków Premio Europa ma szczególne znaczenie. Podczas poprzedniej, XIII edycji - odbywającej się we Wrocławiu w 2009 roku, połączonej z obchodami Roku Grotowskiego - główne wyróżnienie za całokształt twórczości otrzymał Krystian Lupa. Dołączył tym samym do grona artystów oficjalnie uznanych za mistrzów, m.in.: Giorgio Strehlera, Heinera Müllera, Petera Brooka, Piny Bausch, Harolda Pintera, Václava Havla czy Roberta Wilsona.

Edycję wcześniej, w greckich Salonikach, Krzysztof Warlikowski prezentował swoje spektakle jako jeden z reżyserów nagrodzonych wyróżnieniem Nowe Rzeczywistości Teatralne. Tę równie prestiżową nagrodę jurorzy Premio przyznają twórcom, którzy nie mają jeszcze pozycji guru, ale zdążyli już odmienić oblicze teatru europejskiego.

O ile nagrody dla mistrzów zwykle nie zaskakują (w tym roku, podczas kwietniowej XIV edycji w Sankt Petersburgu otrzyma ją Peter Stein, legenda teatru niemieckiego), o tyle Nowe Rzeczywistości budzą czasem skrajne emocje. Albo raczej - budziły. Po aferach i protestach XIII edycji komisja postanowiła najwyraźniej ostudzić nastroje i postawić na artystów "bezpiecznych".

Pycha i nurkowanie

Lista tegorocznych laureatów to raczej wyliczanka wszystkiego, co we współczesnym teatrze najbardziej formalne, konwencjonalne, wirtualne. Otwiera ją Viliam Doeolomanský (ur. 1975), czesko-słowacki ekspert od architektury teatralnej i usystematyzowanego, opartego na precyzyjnym treningu teatru ruchu.

Brytyjka Katie Mitchell (1964) słynie z upodobania do multimediów - w jednej z ostatnich produkcji, "Pannie Julii" (berliński teatr Shaubühne) zamieniła scenę w plan zdjęciowy, tworząc na żywo film (wyświetlany na podwieszonym nad dekoracjami ekranie) pełen zbliżeń, metaforycznych obrazków i efektów specjalnych.

Założyciel Teatru Formalnego Andriej Moguczij (1961) po premierze "Borysa Godunowa" w warszawskim Teatrze Dramatycznym zyskał opinię inscenizatora wtórnego, "przepełnionego pychą", o skłonnościach do "poetyckiego patosu".

Islandzki Vesturport Theatre (założony w 2001 roku) to w rzeczywistości cyrk wykonujący "Romea i Julię" na trapezach, a "Woyzecka" pod wodą.

Portugalski Teatro Meridional koncentruje się na badaniach antropologicznych nad oralną tradycją Europy Południowej i Zachodniej.

Kontrowersyjny bywa tylko fiński reżyser i dramatopisarz Kristian Smeds (1970). W jego spektaklach zdarzają się w końcu mocne sceny na granicy autoagresji. Nawet jego grupa Smeds Ensemble bywa jednak opisywana najczęściej jako "teatr zadumy, refleksji, ponadkulturowego porozumienia i rytuału".

Nic w tym dziwnego, że Komisja Europejska nie chce być postrzegana jako banda propagatorów przemocy, perwersji i nadużyć w sztuce. Sama także nie tęsknię szczególnie za widokiem krwi na scenie i zapachem palonego mięsa. Jednak tegoroczny werdykt wydaje się tak programowo "niekontrowersyjny", że prowokuje do podejrzeń. Jurorzy stchórzyli?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':