Michał Wojtczuk: Jaki będzie ten film? - Chcę zrobić kino autorskie o historii zwykłych ludzi, których dotknęła katastrofa w Smoleńsku.
Stewardesach, borowcach? - Tak. Zapomnieliśmy już o nich, skupiliśmy się na politykach.Agenta BOR zagra w moim filmie Eryk Lubos, jego żonę - Renata Dancewicz.
Czy to będą konkretne, autentyczne osoby? - Nie chcę za dużo zdradzać. Ale mogę zapewnić, że nie chcemy, żeby rodziny poczuły się dotknięte, nie robimy filmu po to żeby się pastwić, żerować na smutku i tragedii.
Czy film będzie mieć jakiegoś jednego konkretnego bohatera? - To będzie historia kilku osób, pokazana w narracji wielowątkowej. Akcja filmu będzie toczyć się jednego dnia, od 5 rano do 14 10 kwietnia 2010 r.
Gdzie będziecie kręcić zdjęcia? Czy macie zaplanowane zdjęcia plenerowe np. przed Pałacem Prezydenckim? Czy w filmie będzie pokazana katastrofa samolotu? - Chcę się skupić na kameralnym odbiorze. Nie będzie komputerowych animacji jak w raporcie MAK. Mamy bardzo niski
budżet, filmu nie finansują firmy, partie, instytucje państwowe. Nie stać nas na plenery. Skupiamy się na ludziach i ich dramatach, pokażemy ich w ciasnych, zamkniętych wnętrzach. Zdjęcia zaplanowaliśmy głównie w mieszkaniach we Wrocławiu i w Warszawie. W niedzielę nakręcimy sceny z Olgą Bołądź i Marcinem Bosakiem w użyczonym po znajomości mieszkaniu na Puławskiej.
Czy film powstaje z myślą o dystrybucji kinowej? - O ile znajdzie się dystrybutor. Pół roku temu zgłosiłem się do kilku firm, mój projekt odrzucono, wszędzie słyszałem, że to nie będzie temat, który zainteresuje widzów. No więc postanowiłem zrobić ten film na przekór, żeby pokazać, że można zrobić bardzo dobre, ludzkie kino.
I wierzy pan, że ludzie będą chcieli oglądać film o katastrofie smoleńskiej? Przecież o tym mówi się ciągle i ciągle, ludzie są tym zmęczeni, była niedawno inicjatywa o choć jeden dzień bez Smoleńska w mediach. - Ludzie zmęczyli się ciągłymi przepychankami politycznymi w telewizji między PO i
PiS. Czy wina jest pilotów, czy może stewardessy źle podawały kawę, a może winny był jeszcze ktoś. Mnie to w ogóle nie interesuje. Ja chcę zrobić historię zwykłych ludzi, bez oskarżeń.
*Piotr Matwiejczyk (ur. 1980), w 2005 r. nakręcił film "Homo father" o parze gejów, z których jeden nagle odkrywa, że ma córkę. Film dostał nagrodę specjalną w konkursie kina niezależnego na festiwalu w Gdyni. Rok później Matwiejczuk nakręcił film "Wstyd" o zgwałconej 14-latce. W filmie wystąpili m.in. Artur Barciś, Mirosław Baka, Dorota Segda i Marcin Dorociński. Mimo mieszanych opinii krytyków film dostał Wrocławską Nagrodę Filmową w konkursie "Nowe Kino Polskie". W 2007 r. wyreżyserował film "Na boso" o próbie, na jakie zostało wystawione małżeństwo (Mirosław Baka, Agnieszka Wagner) po tym, jak ich nastoletnia córka z tajemniczych powodów próbuje popełnić samobójstwo. Razem ze starszym o rok bratem Dominikiem nakręcił niedawno parodię horroru "Zombielove - czyli Dzień dzisiejszy żywych trupów". Produkcja pochłonęła 500 zł.