http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Folk wraca. Ale co to w ogóle jest?

Robert Sankowski
2011-02-03, ostatnia aktualizacja 2011-02-03 07:50

Za najciekawsze zjawiska w muzyce odpowiadają dziś artyści, którzy czerpią z folku. W Polsce też, z tym że nie zawsze przez folk rozumiemy to samo co Anglosasi. I inne są powody naszego nim zainteresowania

To już pewne - na wiosnę usłyszymy nowe piosenki Fleet Foxes. Sprawcy wielkiej sensacji na amerykańskiej scenie wydadzą swój drugi album "Helplessness Blues" 3 maja. Na płycie będzie 12 kompozycji, a związana z firmą Sub Pop (tą od grunge'u) grupa wyruszy na tournée po Ameryce i Europie. Na razie wrzuciła do internetu piosenkę tytułową. Akustyczne 12-strunowe gitary, pastoralny klimat, imponujące wokalne harmonie, do tego melodia, która równie dobrze mogłaby pochodzić z płyt Simona & Garfunkela i jakiejś pieśni górali z Appalachów - ten numer ma jeszcze więcej wspólnego z folkiem niż większość nagrań z debiutu Fleet Foxes.

U nas na naczelnych pieszczochów dziennikarzy muzycznych w Polsce wyrósł duet Paula i Karol. Bardziej piosenkowy niż Fleet Foxes, ale też zainspirowany folkową tradycją, o czym przekonuje grudniowy debiut "Overshare".

Polska scena jest na czasie, bo powrót folku na listy przebojów odnotowują też Brytyjczycy.

O czym mówimy, kiedy mówimy o folku

Na dźwięk słów "brytyjski folk" przed oczami stają raczej stereotypowe wyobrażenia. Np. grupa dudziarzy w szkockich kiltach. Ale to przecież dziedzictwo celtyckie. A folk angielski?

Aby sobie o nim przypomnieć, wyspiarzom potrzebny był impuls zza Atlantyku, skąd razem z rewoltą lat 60. przywędrowała fascynacja artystami pokroju Boba Dylana czy Joan Baez. Anglia odpowiedziała własnym gitarowym bardem w postaci Donovana oraz zespołem Fairport Convention. Wtedy brytyjski folk przenikał też do nagrań tuzów, jak Led Zeppelin.

Do czasu. Lata 60. się skończyły, a folk znów powędrował na margines show-biznesu. Powracał sporadycznie jako hybryda z innymi gatunkami. Z folku czerpali: The Pogues, New Model Army czy The Levellers. To były jednak tylko pojedyncze przykłady. Aż do teraz.

Wyliczmy dowody: ponad 150 folkowych imprez i festiwali, które w tym roku odbędą się w Wlk. Brytanii. Komercyjny sukces Setha Lakemana (jego płyta z 2008 r. "Poor Man's Heaven" weszła do Top10) czy nominowana do prestiżowej Mercury Music Prize grupa The Unthanks. W tym towarzystwie jest też wokalistka Laura Marling, którą magazyn "New Music Express" - biblia gitarowej alternatywy - umieścił w ub. roku na szczycie "Cool List" z najciekawszymi artystami. Z drugiej strony są zespoły takie jak Stornoway i Broken Records - traktujące folkowe instrumentarium jako element alternatywnego stylu. "Ta muzyka długo była obiektem drwin - pisze w "The Daily Telegraph" Colin Irwin. - Musiała rozwijać się w undergroundzie, ale w zamian wypracowała sobie wierną publiczność i wykonawców, którzy odświeżają gatunek".

Pieszczoch Ameryki

Weźmy przykład najbardziej wyrazisty. Grupa Mumford & Sons doczekała się w tym roku nominacji do Grammy w kategorii Best New Artist. Utożsamiana z tzw. folkową sceną zachodniego Londynu czerpie też z wzorców zza Atlantyku.

Trudno zresztą wyobrazić sobie folkowe ożywienie, gdyby nie moda z Ameryki. Bo freak folk w wydaniu Devendry Banharta, wokalne harmonie Fleet Foxes, otoczony kultem Bonnie "Prince" Billy, płyty nieżyjącego już Elliotta Smitha, pełne rozmachu piosenki Kanadyjczyków z Arcade Fire - amerykański underground, który przebił się w ostatniej dekadzie do mainstreamu jest zainspirowany folkiem.

To akurat żadna sensacja. Od czasu gdy Harry Smith w 1952 r. - wynajdując nieznane nagrania z lat 20. i 30. - wydał "Anthology Of American Folk Music", folk wpływa na wszystkie pokolenia. Od Woody'ego Guthriego i Pete'a Seegera, przez zespoły The Weavers i The Kingston Trio, Dylana i Baez, psychodeliczne kapele hipisowskie, Joni Mitchell, Bruce'a Springsteena aż po R.E.M. i inne formacje z lat 80. związane z tzw. trad rockiem. Eksplozja popularności alternatywy w ostatniej dekadzie tylko uwypukliła tę ciągłość. Przecież jej patronami - obok grup punkowych i nowofalowych - są "patriarcha" Dylan i wzorcowo niezależny Neil Young, który dobrze czuje się na scenie solo, z gitarą akustyczną i harmonijką. Nikogo w Ameryce nie dziwi ani wielki gwiazdor sięgający po stare folkowe piosenki (jak Springsteen na albumie "We Shall Overcome"), ani folkowa formacja alternatywna, która wskakuje na 1. miejsce "Billboardu". Ten ostatni przykład ma ledwie kilka dni - dokonała tego grupa The Decemberist albumem "The King Is Dead".

W Stanach folk to po prostu mainstream - naturalna alternatywa dla popowych, elektronicznych czy hiphopowych mód. Atrakcyjny, bo przywraca muzyce jej pierwotne wartości, np. formułę wspólnego muzykowania. Uwodzi intelektualną i artystowską otoczką - u Anglosasów zawsze rozpolitykowany. Na swojej gitarze Woody Guthrie nakleił slogan "This Machine Kills Fashists". Pete Seeger wspierał republikanów w czasie hiszpańskiej wojny domowej, a w latach 50. zadarł z komisją McCarthy'ego. Spopularyzowany przez niego song "We Shall Overcome" to hymn ruchów pacyfistycznych. Baez popierała "Solidarność" - jej song "The Crimes Of Cain" można usłyszeć w filmie Agnieszki Holland "Zabić księdza". Z kolei przeciw wojnie w Iraku buntowali się dzisiejsi alternatywni folkowcy - to jedna z przyczyn, dlaczego w Stanach ten gatunek zyskał taką popularność.

PRL morduje, III RP wskrzesza

A u nas? Spontaniczny folklor zamordowany został przez PRL-owską cepeliadę - zespoły imitujące ludowy autentyzm. Z jednej strony góralszczyzna Skaldów i ludowość bigbitowego zespołu No To Co, z drugiej Tadeusz Woźniak w roli polskiego Donovana. Obraz zmieniły nieco lata 80., gdy pojawili się: penetrujący słowiańskie tradycje Kwartet Jorgi, traktujący ludowość z dystansem Syrbacy albo mieszający folk z punkiem Janusz Reichel. Elementy folku łatwiej było znaleźć u artystów uprawiających poezję śpiewaną, do dziś zresztą zespoły sięgające po folkowe instrumentarium bywają traktowane podejrzliwie jako reprezentanci "krainy łagodności".

Przełom w traktowaniu folkloru nastąpił dopiero w ostatniej dekadzie. Nie uniknęliśmy co prawda nawrotu dziwacznej ludowszczyzny (sukcesy Brathanków czy Golec uOrkiestry). Ale rozwinęła się autentyczna scena folkowa z zespołami czerpiącymi z nadwiślańskiej muzyki archaicznej. Wzorcowym przykładem jest Kapela Ze Wsi Warszawa, która wychodząc od prostych mazowieckich mazurów i oberków, powędrowała w kierunku world music, łącząc to z wpływami innych kultur i nowoczesnymi brzmieniami, ale też Kroke, którego wizji muzyki klezmerskiej daleko od ortodoksji.

Bo też odkrywanie rodzimej muzyki ludowej to element poznawania na nowo szerszej tradycji, w skład której wchodziły również piosenka kabaretowa, przedwojenne szlagiery czy folk miejski. To także próba rehabilitacji tradycji, której przez kilkadziesiąt lat zwyczajnie się wstydziliśmy. W czasach PRL-u wartością był tzw. społeczny awans, stąd wiejski rodowód ogromnej części Polaków stał się czymś niewygodnym i wartym zapomnienia. Razem z nim w niepamięć poszła również muzyka ludowa z całym swoim autentyzmem. Szukając dzisiaj korzeni, w dawnej muzyce odnajdujemy swoją historię i tożsamość. W tym sentymentalnym powrocie mieści się też odkrywanie na nowo małych ojczyzn czy utraconego świata wieloetnicznej Polski.

W PRL-u folk był obciachem. Dzisiaj jest cool.

Polski folk masowy

Światowa moda dociera do Polski. Grupy Iowa Super Soccer czy Let The Boy Decide (nawet jeśli same definiują się terminami indie pop, albo... americana), Adam Repucha, który uprawia estetykę freak folku.

Debiut Pauli i Karola to wśród tych wykonawców zjawisko najbardziej wyraziste. Ale tuż po "Overshare" ukazało się też nowe dzieło jednego z reprezentantów "słowiańskiego" folku - "Nowa Mix-Tradycja" Żywiołaka. Jak bardzo różne sceny reprezentują te zespoły, uświadamia to, dla kogo nagrywają - Żywiołak dla kojarzącego się z reggae Karrot Komando, Paula i Karol dla modnego warszawskiego Lado ABC, stajni stołecznej awangardy - Mitch & Mitch czy Paristetris. Oba potwierdzają jednak: słowiański czy anglosaski, folk wciska się do świadomości masowego słuchacza.

Folkowa terminologia

Trudno w muzyce o termin bardziej wieloznaczny. Wyprowadzony od folkloru pojawił się już w XIX w. i odnosił się do muzyki ludowej. "Folk to tradycyjna, zazwyczaj wiejska muzyka typowa dla jakiejś nacji lub grupy etnicznej, przekazywana ustnie najczęściej w rodzinach i małych grupach społecznych" - pisze "Encyclopaedia Britannica". Ale w tym samym haśle pojawiają się - jako przykłady twórców XX-wiecznego folku - artyści tacy jak Pete Seeger czy Joan Baez. W takim rozumieniu muzykami folkowymi są i ludowi pieśniarze z Appalachów wykonujący pieśni sprzed kilkuset lat, i zainspirowany nimi Bob Dylan. Od niego już tylko krok do wykonawców, którzy termin folk poprzedzają przedrostkami: indie, freak, anti.

Amerykański folk rodził się na styku z bluesem i country. Wynika z mieszania tradycji - emigrantów brytyjskich, niemieckich, żydowskich czy cygańskich. Dla odróżnienia rdzennej, korzennej muzyki od jej popkulturowych wcieleń dla opisania tej pierwszej używa się raczej terminu "etniczna". Ale to też nie załatwia wszystkich problemów. Czy nasi górale z zespołu Trebunie-Tutki grają raczej muzykę etniczną czy folkową? A gdy występują z jamajskimi Twinkle Brothers? Tu z pomocą przychodzi termin "world music". Za jednego za prekursorów tej muzyki można uznać polskiego Osjana w latach 70. Dziś world music uprawia Kapela Ze Wsi Warszawa - miesza przeszłość z elektroniką, ale nagrywa też ludowe piosenki wykonawczo wierne tradycji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów