http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Diamenty nocy" jak "Essential Killing"

Tadeusz Sobolewski
2011-01-18, ostatnia aktualizacja 2011-01-18 11:17

To jeden z pierwszych filmów, od których zaczęła się czechosłowacka nowa fala - debiut Jana Nemca "Diamenty nocy". Kino czyste, wolne od morału, tezy, ideologii. Dziś w TVP Kultura o 20.10, w cyklu "Nowa fala po czesku"




Pomysł wzięty z autobiograficznego opowiadania Arnosta Lustiga o ucieczce z transportu do obozu koncentracyjnego: dwaj młodzi więźniowie, którym udało się wyskoczyć z pociągu, pędzą po leśnym stoku ścigani strzałami strażników. Po drodze zrzucają z siebie chałaty z wypisanymi farbą literami KL i kryją się w czarnym lesie. Biegną wśród suchych świerków, padają na ziemię, piją wodę, resztkami sił pędzą dalej. Niewiele ponadgodzinny film jest rwącym potokiem obrazów, strumieniem świadomości - niebywałym osiągnięciem tego nurtu nowofalowego kina, który kojarzy się z Alainem Resnais i "Hiroszimą, moją miłością".

Dwaj uciekinierzy są w sytuacji ściganych zwierząt, ale ich świadomość prowadzi swoją grę, dostarcza obrazów niosących ulgę, wytchnienie, rozkosz. Na obraz ucieczki zaczynają się nakładać inne, rozświetlone obrazy. Nie są to zwykłe retrospekcje. Czas teraźniejszy, przeszły i przyszły tworzą w tym filmie jedność. Czas zostaje pokonany. W tych wizjach też panuje bieg, ale pozbawiony wysiłku, tym lżejszy, im bardziej dokuczają zmęczenie, głód i ból. W niemym filmie, który podsuwa świadomość, przez miasto przemykają bezgłośnie tramwaje, dzieci zjeżdżają na sankach, trwają naraz wszystkie pory roku. Płynne obrazy rozsłonecznionych ulic, otwartych okien nasycone są erotyką. Puste miasto zaludniają pojedyncze kobiety - spoglądająca z okna, poprawiająca sobie pończochę. Kamera Miroslava Ond ieka pędzi przez wagony tramwajowe, klatki schodowe, zaułki, cmentarze. Ten bieg prowadzi zawsze ku jednej, nieuchwytnej dziewczynie. Biegnąc za swoim towarzyszem przez las, chłopak równocześnie błądzi po mieście. Przez cały czas ma na sobie chałat obozowy z literami KL, a mimo to bezkarnie wskakuje do tramwaju. Mija bezpiecznie młodych, roześmianych esesmanów - w ręku jednego z nich kołysze się paczka ciastek.

Obok jasnych obrazów pojawiają się inne, wyrażające agresję uciekinierów, ich nieufność wobec każdego spotkanego człowieka, ich głodne spojrzenie na wieśniaka jedzącego chleb - dla chleba można zabić. Obrazy uprzedzają niebezpieczeństwo, przewidują śmierć. Kiedy zostaną wydani i staną się celem obławy myśliwych, zaczną powracać obrazy z początku filmu, które znamy z "realu": stają się teraz dobrym wspomnieniem, instynktownym wyobrażeniem ucieczki. Życie szuka dla siebie ujścia za wszelką cenę, nie w tej, to w innej rzeczywistości.

Wszystko staje się pożywką świadomości, ona wszystko ogarnia, wyprzedza czas. Jak możliwa jest śmierć? To coś niewyobrażalnego, niepojętego. Finał "Diamentów nocy" jest dwuznaczny - jak kończy się ucieczka chłopców? Śmiercią czy tylko okrutnym żartem? To nie jest film o Holocauście, ale o niekończącej się ucieczce przed śmiercią. Starość - w postaciach starców z klubu myśliwskiego - poluje tu na młodość. Czy uda jej się wymknąć? Co pozostanie: goła, czysta świadomość? Kto ją będzie śnił?

Oglądam "Diamenty nocy" po latach wciąż z tym samym zachwytem. Czas niczego temu filmowi nie ujął, przeciwnie, dodał. I wciąż trwa w nim mój bieg z czasów, gdy jako student oglądałem "Diamenty nocy" po raz pierwszy. I trwa bieg Nemca, który zaczynał tym filmem swoją drogę twórczą złamaną przez inwazję '68.

Oglądając "Diamenty nocy", zrozumiałem, dlaczego nie działa na mnie "Essential Killing" Skolimowskiego. Jest on przecież dokładną - być może podświadomą - repliką filmu Nemca. Zbieżności jest wiele, ale różnica zasadnicza: tamten film był krzykiem młodości - ten siłą rzeczy jest efektem doświadczenia, kompromisu, artystycznego wyrachowania.

Zastanawia równoległość biografii obu autorów. Są rówieśnikami i pewnie musieli się gdzieś po drodze spotkać, jeśli nie w Czechosłowacji przed 1968 r., to później, gdy Nemec był na wygnaniu. Jego kariera została przekreślona jeszcze przed inwazją, w 1966 r., kiedy zrealizował film "O uroczystości i o gościach" według scenariusza Estery Krumbachovej, muzy czeskich reżyserów i swojej ówczesnej żony. Była to przenikliwa alegoria totalitaryzmu jako dzieła zwykłych ludzi. Tytułowi goście nie są w stanie odmówić zaproszeniu na przyjęcie, które zamienia się w polowanie z nagonką na jedynego niepokornego człowieka, który nie poddał się zabawie. Prezydent Novotny podobno szalał po obejrzeniu tego filmu. Cenzor orzekł, że postać Gospodarza ma twarz Lenina, co przesądziło los Nemca. W sierpniu '68 zdążył jeszcze sfilmować czołgi na ulicach i bratających się ludzi w słynnym dokumencie "Oratorium dla Pragi" włączonym później do filmu "Nieznośna lekkość bytu". W 1974 r. został zmuszony do wyjazdu. Ominęło go więzienie - w przeciwieństwie do jego kuzyna Vaclava Havla. W Niemczech zrealizował źle przyjętą "Przemianę" według Kafki. Wyjechał do Stanów, ale nie znalazł dla siebie miejsca w przemyśle filmowym. Był już blisko Hollywood, ale - jak opowiada - przyjęcie wydane na jego cześć zakończyło się katastrofą: gościem była Shirley McLaine, która zaczęła opowiadać o swoim podziwie dla Fidela Castro i wolności na Kubie - Nemec wygarnął, co o tym myśli. Jednym z niewielu filmów, jakie zrealizował w USA, był dokument o Miłoszu. Co prawda nakręcił jeszcze kilkadziesiąt filmów, ale było to... wideo z wesel. Nemec uważany jest za pioniera tego gatunku. Festiwalowa renoma "Diamentów nocy" pomogła mu dostać pozwolenie na filmowanie wesela króla szwedzkiego; wyszedł z tego - jak twierdzi - najnudniejszy film świata. Wrócił do Pragi po aksamitnej rewolucji. Najważniejszym filmem nakręconym po powrocie jest dokument "Nocne rozmowy z matką" (2002) - co prawda nie ma już klarowności dawnego arcydzieła, ale wydaje się etapem tego samego szaleńczego biegu ku życiu i wolności, jakim były "Diamenty nocy".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':