Adam Pierończyk
Komeda - The Innocent Sorcerer
Jazz Werkstatt 2010
To było wielkie zaskoczenie: za Komedę - na zamówienie Muzeum Powstania Warszawskiego organizującego festiwal Niewinni Czarodzieje - zabrał się jeden z największych innowatorów polskiego jazzu Adam Pierończyk.
Wyszedł z tego zadania obronną ręką. Wybrał w większości mniej znane i ograne kompozycje Komedy. Pierończyk zaaranżował je autorsko. Znany z oryginalnych, awangardowych dokonań skomponował je właściwie na nowo, dodając drapieżności, witalności i energii.
Najlepszym przykładem zagrana niezwykle mocno kompozycja "Roman II" czy ballada "Sleep Safe and Warm" (zwana powszechnie "Kołysanką Rosemary"), gdzie w zamian naturalnego pulsu mamy dźwięk maszyny do pisania.
Pierończyk diametralnie zmienił też komedowskie instrumentarium. W miejsce fortepianu wprowadził akustyczną gitarę flamenco, w miejsce trąbki - drugi saksofon tenorowy, dzięki czemu
muzyka Komeda zyskała zupełnie inne, nowe brzmienie. Nie bez znaczenia był też dobór muzycznych towarzyszy. Kapitalny brazylijski gitarzysta Nelson Veras nadaje kompozycjom Komedy niebywałej lekkości i przestrzeni, znany zaś już z poprzednich nagrań Pierończyka amerykański saksofonista Gary Thomas jest najgorętszym ogniem tego albumu.
Tomasz Handzlik
rozmowa z Adamem Pierończykiem kompozytorem, muzykiem jazzowym Tomasz Handzlik: To twoja pierwsza płyta, na której nie grasz muzyki autorskiej. Adam Pierończyk: Nagrałem kilkanaście albumów, na których wykonywałem tylko własną muzykę. I właśnie dlatego, bez kompleksów mogłem sobie teraz pozwolić na nagranie Komedy. Tym bardziej że jego muzyka jest uniwersalna i można ją poprowadzić w różne, ciekawe strony.
Nie zmuszałem się do tego. Nie było też tak, że zrobiłem to dla pieniędzy. To świadomy wybór. Zresztą potraktowałem ten projekt jak coś w rodzaju urlopu, bo pracując nad obcym materiałem, jestem trochę zwolniony z odpowiedzialności. To nie moje kompozycje. I większą część kreatywnej pracy mam już z głowy.
Ale żeby czołowy awangardzista polskiego jazzu grał „Kołysankę Rosemary”? - Nie wiem, czy jestem awangardowy. Dla jednego mogę być awangardowy, ale już inny muzyk, który gra totalne, odlotowe free, powie, że jestem muzykiem środka. Chcę i muszę być ponad tymi podziałami. Robić swoje. Wybierając utwory na płytę, chciałem znaleźć przede wszystkim te najmniej ograne. Natomiast z takich kompozycji jak "Kołysanka Rosemary" nie mogłem zrezygnować, bo to po prostu piękny, wzruszający utwór.
Komedę, tak jak Chopina, zagrali już chyba wszyscy.