- Literatura opacznie przedstawia życie, a jednak pozwala połapać się w labiryncie, w którym się rodzimy, błąkamy i umieramy - zobacz mowę noblowską Maria Vargasa Llosy.
Po przegranych wyborach o fotel prezydenta
Peru w 1990 r. Mario Vargas Llosa postanowił odreagować drugą w swoim życiu przegraną batalię o idee. Pierwsza miała miejsce w latach 60., gdy wraz z całym pokoleniem pisarzy boomu latynoamerykańskiego był wielbicielem Fidela Castro, wierząc, że rewolucja ruszy z posad bryłę świata, a przede wszystkim - zniewolony przez dyktatury kontynent. Przygoda skończyła się rozczarowaniem na początku lat 70., zerwaniem związków z Hawaną i radykalną woltą ideologiczną pisarza.
Drugą batalią idei, w której Vargas Llosa wziął udział, była "rewolucja konserwatywna" Thatcher i Reagana: wystąpił w niej jako kandydat na prezydenta swojego kraju, głosząc program, który w latach 80. wprowadzili do politycznego obiegu brytyjska premier i amerykański prezydent. Peruwiańczycy jednak odrzucili najwybitniejszego w swoich dziejach pisarza w roli prezydenta. Dzięki temu powstała autobiograficzna opowieść "Jak ryba w wodzie".
Fikcja zamieniona w życie Czytelnik nieznający twórczości Vargasa Llosy przeczyta tom "Jak ryba w wodzie" po prostu jako pięknie opowiedziane wspomnienia literackiego noblisty. Fani jego twórczości będą natomiast śledzili mapę życia pisarza, na której co krok będą odnajdywali znane z jego powieści historie i epizody, które przydarzyły się naprawdę; rzeczywiste postacie, które pisarz "przefantazjował" i zamienił w fikcję.
Czternastoletni Mario w koszarach szkoły wojskowej Leoncia Prady w Limie - sporo o tym wiemy z jego debiutanckiej powieści "Miasto i psy".
Dwa lata później wraz z kolegami organizuje w Piurze, mieście na północy Peru, strajk przeciwko niesprawiedliwym regułom egzaminów w
gimnazjum San Miguel - zaczyn opowiadania "Szczeniaki".
Pierwsze lęki i ekscytacje seksualne, uliczki czerwonych latarni - przewodnik po burdelach Limy początku lat 50. Wokół jednego z takich domów schadzek, gdzieś na uboczu miasta, zorganizuje akcję "Zielonego domu".
Redakcja lokalnej gazety "La Cronica", poznawanie mrocznych zaułków Limy. Komunizowanie przeciwko dyktaturze Odrii na uniwersytecie San Marcos. Hycle wyrywają z rąk Julii, pierwszej żony Maria, psa; Mario ledwo ratuje go przed śmiercią i poruszony wpada do kawiarenki Katedra... Wszystko to motywy nasłynniejszej z najsłynniejszych jego powieści "Rozmowa w Katedrze".
Wreszcie - związek, który wywołał rodzinny skandal, ze starszą o kilkanaście lat ciotką... - "Ciotka Julia i skryba".
Te same zdarzenia żyją dwa razy - jako realistyczne wspomnienie i jako zuniwersalizowana fikcja. Dla czytelników powieści Vargasa Llosy paradoksalnie wspomnienia są wobec fikcji wtórne, jak gdyby mniej rzeczywiste, bo powieści poznaliśmy najpierw. A "prawda kłamstw" w jego prozie jest tak urzekająca, ma taką moc, że prawdziwe zdarzenia opisane w autobiografii wydają się nieraz tylko bladym refleksem fikcji.
Choć nie zawsze - opowieść o małżeńskim skandalu ze starszą ciotką ma barwy porównywalne z fikcyjnym pierwowzorem. Podobnie opisane w autobiografii traumy dzieciństwa, przede wszystkim wrogich relacji z ojcem, mają siłę rozmaitych traum powieściowych bohaterów (choćby Santiaga Zavali z "Rozmowy w Katedrze").
Obywatel pisarz Vargas Llosa od wczesnych lat marzył o pisaniu. Było ono od samego początku buntem przeciwko surowemu i brutalnemu ojcu, który najpierw porzucił swoją żonę w ciąży, a gdy wrócił po dziesięciu latach, uważał zainteresowanie dorastającego syna literaturą za rodzaj "wynaturzonego zniewieścienia" i marnowanie czasu. Z czasem pisanie stało się marzeniem, pasją, nieuleczalną obsesją Maria - zostać pisarzem, zamieszkać w Paryżu! - i, jak się okazało, przeznaczeniem. Wciąż jednak element nienawiści do ojca (to nie przenośnia - Vargas Llosa boleśnie szczerze pisze o swoim strachu i nienawiści) ciążył na wyborze drogi: "Gdybym przez tamte lata nie nacierpiał się tyle u jego boku i gdybym nie przeczuwał, że to może być dla niego największym rozczarowaniem, pewnie nie zostałbym pisarzem".
Może to także kokieteria - pisarze lubią mylić tropy, a możliwą wersję, prawdopodobieństwo "sprzedawać" jako pewność - jednak w przypadku Vargasa Llosy najwyraźniej nie tylko ona. Przez dużą część wspomnień ojciec powraca jako postać wywołująca traumę, i to nawet u ponadczterdziestoletniego syna: w ostatnich latach życia oskarża go, że osnutą na motywach własnej biografii powieść "Ciotka Julia i skryba" napisał tylko po to, żeby go upokorzyć i ośmieszyć (ojciec sprzeciwiał się małżeństwu Maria z Julią Urquidi i poprzez koneksje z ludźmi władzy próbował doprowadzić do unieważnienia związku).
Znaczna część pisarstwa Vargasa Llosy, zarówno nurtu "poważnego", jak i erotyczno-rozrywkowego, narodziła się z buntu przeciwko uświęconym hierarchiom i tradycjom zarówno w rodzinie, jak i w społeczeństwie.
Początkujący pisarz uświadamia sobie, że „Peru jest krajem potwornych kontrastów, że ma miliony ludzi biednych i zaledwie garstkę Peruwiańczyków, którzy wiodą życie komfortowe i przyzwoite, a biedni - Indianie, Metysi i Murzyni - są wyzyskiwani i pogardzani przez bogatych, wśród których przeważająca część to » biali «”.
A wszystko to dociera nie tylko do świadomości rodzącego się pisarza, który napisze niedługo "Miasto i psy" i "Zielony dom" - Vargas Llosa od najmłodszych lat jest też zaangażowanym obywatelem z pasją porównywalną do pasji pisarskiej. Na studiach wiąże się z niedobitkami zdziesiątkowanych przez dyktaturę Odrii komunistów, razem konspirują, wydają nielegalną gazetkę. Gdy towarzysze cierpią w więzieniu, Mario decyduje się na wizytę u szefa bezpieki, żeby ten pozwolił na przekazanie uwięzionym koców. Cayo Bermudez z "Rozmowy..." będzie literackim przetworzeniem naczelnego prześladowcy Esparzy Zanartu, którego pisarz poznał wówczas osobiście.
"(...) ta niesprawiedliwość musi być zlikwidowana, co powinno się dokonać za pomocą sił nazywanych lewicą, socjalizmem, rewolucją" - myślał młodziutki Vargas Llosa obywatel. Obywatel Vargas Llosa po pięćdziesiątce - jako kandydat na prezydenta Peru - będzie chciał likwidować niesprawiedliwość za pomocą masowych prywatyzacji i "skończenia z interwencjonizmem państwowym". Lecz nawet wtedy, zaangażowany bez reszty w politykę, w momencie, w którym sądzi, że przez najbliższe lata nie napisze tekstu literackiego, wieczorem po ciężkim dniu kampanii wyborczej zapisuje w notesie strofy wiersza.
Zaangażowany obywatel nie unicestwia pisarza. Drugie życie, tj. to pisarskie, które zwykle było pierwszym, toczy się dalej.
Dwa skoki w krainę utopii Z samobójczą nieraz szczerością Vargas Llosa opowiada w tej książce o swoich dwóch politycznych żywotach: młodego buntownika w latach 50., który szuka nadziei i odpowiedzi w ideach komunistycznych, oraz konserwatywnego liberała w latach 80. Szkoda, że tylko półgębkiem wspomina o fascynacji rewolucją kubańską - ucieka nam, niestety, kilkanaście obfitych w wydarzenia literackie i polityczne lat; może będzie kiedyś ciąg dalszy?
Oba te żywoty - komunisty i liberała - wydają się w jego opowieści czymś zupełnie naturalnym.
Młody Mario wyrastał w świecie dyktatury, klasowych i rasowych nierówności, dyskryminacji biednych i kolorowych, co było zazwyczaj jedną i tą samą dyskryminacją. Naturalną drogą buntu i szukania klucza do zmiany były w tamtym czasie idee komunizmu.
Vargas Llosa dojrzały, który spędził wiele lat w Europie i zdążył rozczarować się rewolucją kubańską, zderza się z Peru rozkradanym przez kolejne państwowe biurokracje, które mają dobro biednych na ustach. Naturalną drogą poszukiwań recepty na chorobę wydaje się odchudzenie państwa, odnowa administracji, postawienie na deregulację gospodarki - ideologia nazwana nieco później neoliberalizmem.
Mniej istotna jest tu naiwność, z jaką Vargas Llosa wskakuje do królestw obu utopii - kto nieomylny, niech pierwszy rzuci kamieniem. Wrażliwemu i myślącemu człowiekowi w konkretnych miejscach na mapie świata, w konkretnych momentach dziejów utopie mogą wydawać się - zasadnie - królestwami wolności. W swojej autobiografii Vargas Llosa potrafi przekonująco pokazać, jak idee i zaangażowanie rodzą się z doświadczeń ćwiczonych na własnej skórze. Że wszystko zależy od tego, pod jakim człowiek urodził się niebem. Że można, a nawet trzeba żyć dwa i więcej razy - bo tak jak niesprawiedliwość nie ma końca, tak i bunt przeciwko niej mieć go nigdy nie powinien. Że każdy z żywotów - niezależnie od późniejszych, nawet krytycznych ocen dokonywanych po latach, z innej perspektywy - nie musi być sprzeczny z wcześniejszym czy późniejszym i że każdy z nich może mieć sens.
Jak ryba w wodzie, Mario Vargas Llosa, przeł. Danuta Rycerz, Znak, Kraków