http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prof. Hopfinger: Jestem z kultury druku

rozmawiała Joanna Derkaczew
2010-12-13, ostatnia aktualizacja 2010-12-12 16:15

Fotografia nie zabiła malarstwa, kino nie zastąpiło literatury, telewizja nie wyeliminowała kina. Dlaczego internet miałby unicestwić książki?

Laptop
Laptop
rozmowa z prof. Marylą Hopfinger* autorką książki "Literatura i media. Po 1989 roku"

Joanna Derkaczew: Nowe media nie zabiją jednak rynku książek?

Prof. Maryla Hopfinger: Każda zmiana budzi obawy. Gdy pojawił się telefon, nawet najbardziej awangardowi artyści z paryskiego Montmartre'u uważali, że skończyły się czasy wspólnych spotkań przy winie, że teraz wszelkie kontakty będą się odbywać wyłącznie za pośrednictwem technologii.

Nowe media, zwłaszcza media elektroniczne, tym bardziej budziły skrajne emocje i sprzyjały katastroficznym wizjom. Poważni teoretycy mówili o zerwaniu ciągłości tradycji, schyłku kultury, zagładzie starego świata. Ale przecież, jak dotąd, nie zdarzyło się, by jakikolwiek sposób porozumiewania się zniknął bezpowrotnie. Nasza rzeczywistość komunikacyjna jest jak scena: kolejne media pojawiają się na niej i zaczynają funkcjonować wspólnie. Mogą zmieniać swoją pozycję, role i funkcje. Ale nie wyniszczają się wzajemnie. Fotografia nie zabiła przecież malarstwa, kino nie zastąpiło literatury, telewizja nie wyeliminowała kina. Dlaczego internet czy gry komputerowe miałyby unicestwić książki?

A jednak nowe media wpływają na literaturę.

Tworzą dla niej nowy kontekst. Czasem są dla niej konkurencją. Przede wszystkim jednak tworzą nowe kanały, w które literatura może wnikać i się rozwijać. Dzięki wynalazkowi kina popularne okazały się adaptacje filmowe utworów literackich. Radio pozwoliło rozwinąć się teatrowi wyobraźni czy reportażowi dźwiękowemu. Audiobooki w ciągu dekady stały się ważnym segmentem rynku wydawniczego. W sieci pojawiają się formy wciągające odbiorcę do uczestnictwa, zachęcające do interakcji, a w tym literatura hipertekstowa. Tworzą się nowe wzory opowiadania, prowadzenia narracji. A blogi? A scenariusze seriali? Czas pogodzić się z faktem, że to także formy literackie.

Ale skrajnie zakorzenione w codziennej zwyczajności. Bez aspiracji do wielkiej sztuki.

Potrzebujemy także takich odbić rzeczywistości. Nowe technologie pozwalają nam nabrać dystansu do siebie samych. Poddać refleksji nie tylko nasze myśli czy wyobrażenia (co umożliwiło pismo), ale również nasze wizerunki i zachowania. Gdy widzimy swój wizerunek na fotografii czy słyszymy nagranie naszego głosu, często się nie rozpoznajemy. Ale to zdziwienie poszerza naszą wiedzę o nas samych, pozwala nam na autorefleksję, na większą samoświadomość. Rzeczywistość jest coraz bardziej skomplikowana, więc może potrzebujemy szerszej puli doświadczeń oswajających zwyczajność: od reality shows, przez telenowele po blogi. Poza tym świat seriali, gier fabularnych czy portali społecznościowych powoli zaczyna nie tylko kopiować realność, ale także się w nią zamieniać: wiele już osób spędza tam przecież coraz więcej czasu.

Ma pani profil na Facebooku?

Przed tym jednym się bronię. Uważam, że nawet w sieci, nawet w czasach rosnącego tempa i dostępności najbardziej tajnych informacji warto chronić pewne granice.

To nie znaczy, że oceniam wpływ nowych mediów negatywnie. Twierdzenia, że konkretna technologia psuje obyczaje czy sztukę, to nieporozumienie. Same media nie niszczą ani nie budują. Nie są obciążone etycznie. Internet sam w sobie nie jest dobry ani zły. Wszystko zależy od tego, jak go użyjemy. Za pomocą sieci można zorganizować i akcję terrorystyczną, i akcję charytatywną.

Internet jako technologia cyfrowa tylko zmienia sytuację literatury i sztuki, bo zmienia relacje komunikacyjne pomiędzy ludźmi i instytucjami, demokratyzuje całą kulturę.

Co będzie dalej z książkami?

Spójrzmy na listę bestsellerów z ostatnich lat - jak świetnie mają się pozycje napisane w tradycyjnej, zamkniętej formie powieściowej.

Odwiedzamy światy wirtualne Second Life, gramy w gry wideo, oglądamy filmy akcji, ale nadal chcemy słuchać opowieści, jakie snują dla nas Stieg Larsson czy J.K. Rowling. I celowo wymieniam autorów, których utwory ukazują się w milionowych nakładach.

Przyzwyczajenia użytkowników kultury zmieniają się wolniej niż realia. Kiedyś ta zależność była odwrócona. Przejście od kina niemego do dźwiękowego zajęło dwa pokolenia. Dziś musimy błyskawicznie nabierać nowych kompetencji, inaczej nasze uczestnictwo w kulturze będzie niekompletne i powierzchowne. Sama jestem z kultury druku, podstawowym medium pozostanie dla mnie książka. Nawet kino pojawiło się w moim świecie jako nowość. A budowy i funkcjonowania gier komputerowych czy wideoklipów uczyłam się - przy pomocy ze strony moich studentów i doktorantów - przede wszystkim po to, żeby rozumieć współczesność. Zmiana jest dziś najbardziej stałym elementem naszej rzeczywistości.

Wydawało się, że nowe media raczej sprzyjają prymitywizacji, uproszczeniu...

Tymczasem stwarzają nowe wyzwania, nowe wymagania. Dzięki nim dzisiejsi uczestnicy kultury uczą się nowych umiejętności. Potrafią nie tylko czytać i pisać, ale też zmontować materiały wideo czy nagrania muzyczne. Nie każdy ma talent Joyce'a czy Bacha, ale każdy ma potrzebę ekspresji, a dziś także - narzędzia, by ją realizować.

* Maryla Hopfinger - profesor nauk humanistycznych, pracownik Instytutu Badań Literackich PAN. Wykłada komunikację społeczną oraz media i komunikację masową w Warszawskiej Wyższej Szkole Humanistycznej im. Bolesława Prusa. Prowadzi seminarium doktoranckie "Nowe media w kulturze współczesnej" w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN. Bada kulturę audiowizualną, w Oficynie Naukowej ukazała się właśnie jej książka "Literatura i media. Po 1989 roku".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':