Wydawcy prześcigają się w pomysłach - pozyskują coraz ciekawszych pisarzy i ilustratorów, sięgają po klasykę i awangardę, publikują książki w oryginalnej szacie graficznej, ale i znajdują na stare teksty całkiem nowe pomysły. Coraz śmielej sięgają po tematy z pozoru "niedziecięce". I ciągle, uparcie rozśmieszają kolejne pokolenia. Bo w książkach dla dzieci najważniejszy jest humor. Jeśli nie w literze, to w obrazku.
Tak jest także w przypadku „Paprocha” Elizy Piotrowskiej z kapitalnymi ilustracjami Marii Ekier (Hokus-Pokus). Bohaterem jest tu Paproch właśnie, złożony z różnokolorowych nitek i kurzu. A co! Paproch też chce sobie pożyć, ma prawo. Piękna jest spartańska postawa bohatera, który mieszka w kieszeni prochowca i przesypia wiosnę, lato, jesień, wszystkie premiery i wszystkie wypadki. Świat staje na głowie, kiedy do kieszeni wpada Koralik - typ ekstrawertyczny, bon vivant, światowiec. Trochę się chłopcy z początku ścierali, aż wreszcie się zwarli w przyjaźni i wtedy Koralik oświadczył, że rusza w podróż. I nagle panika: życie Paprocha stało się smutne, odarte z Koralika, niewyjściowe. Opłacało się w ogóle zaprzyjaźniać? Gdyby go nie poznał, wcale by go nie stracił! Ot i problem do główkowania. Nie tylko dla dzieci, ma się rozumieć.
Nie ma oczywistych zakończeń. Nie ma łatwych odpowiedzi. Nowe książki dla dzieci raczej zapraszają do rozmowy, niż zamykają w jednej prawdzie. Czytelnik jest zatem mniej bezpieczny, a nagroda, którą otrzymuje, to nie prosty link do postawy moralnej, strzałka z hasłem "jak żyć".
Jedną z piękniejszych lektur dla dzieci jest „Słoniątko” Adama Jaromira z ilustracjami Gabrieli Cichowskiej (Muchomor). Bohaterem jest młody słoń, który z różnych względów odbiega od „normy”. To sprawia jemu i innym mnóstwo kłopotów. Nic dziwnego, że słoń postanawia żyć w oddaleniu od tak zwanej reszty. W krótkich sekwencjach oglądamy podróże małego, który wymienia orzeszki na bilety do Amsterdamu i Saksonii. Nie zdradzając puenty, rzec można, że dodaje otuchy wszystkim tym, którzy czują się inni niż inni - na świecie jest mnóstwo takich jak ty.
Książek o tolerancji i poznawaniu Innego jest zresztą mnóstwo, co pozwala nam liczyć na to, że następne pokolenia będą przyjaźnie patrzeć nie tylko na kolorowych przybyszów. Czarna Owca w serii „Bez tabu” wydała ostatnio „Małą książkę o tolerancji” Magdaleny Środy i „Małą książkę o homofobii” Anny Laszuk. Obie raczej dla starszaków (9-15 lat). W mądry, subtelny sposób i na konkretnych przykładach opisują zagrożenia płynące ze stereotypów, przesądów i wykluczeń. Po książce Laszuk oprowadzają Mirka i Alex, którzy już na początku wciągają nas w zabawę: „Zobaczymy, co by było, gdybyśmy inaczej wyglądali”. Na rysunkach parę normalsów zastępuje hip-hopowy duet. Albo tak: przed nami Mirka w męskim kolorowym stroju i Alex z niebieskimi cieniami na oczach i z kolczykiem w uchu. Dalej czytamy o homofobii, coming oucie, seksualności i prawach człowieka. A wszystko pod hasłem „różni, ale równi”.
Młodszym czytelnikom polecam genialnie zilustrowaną książkę Kitty Crowther „Mój przyjaciel Szymon” (EneDueRabe). To historia niełatwej przyjaźni mewy z wroną. Panowie spotkali się w nadmorskich okolicznościach i spędzili noc na wyspie, gawędząc do rana i spożywając proste śniadanko. Ale w mewim miasteczku patrzono na wronę spode łba, a raczej spod dzioba. Trudno znaleźć w jakiejkolwiek innej książce tak kapitalnie narysowane ptaki. Nobliwe zwierzątka w portowym miasteczku to symbole ludzkich słabości. Na obdarzonych dziobami buziach widać miny zblazowane i protekcjonalne, aroganckie, ostentacyjnie obojętne i wrogie. Crowther potrafi to pokazać za pomocą jednej linii kreślącej rysunek oka lub ust.
Tym, którzy lubią inność i dziwność, polecam wspaniałą i pożyteczną książkę Aleksandry i Daniela Mizielińskich „Co z ciebie wyrośnie” (Dwie Siostry). To dowcipny leksykon nietypowych zawodów. Lubisz wylegiwać się całymi dniami na kanapie? A może noce spędzasz, łojąc w „Starcrafta”? I dla ciebie znajdzie się praca, która przyniesie ci spełnienie i satysfakcję. W tej szalonej prezentacji znajdą państwo takie zawody jak egzorcysta, babcia klozetowa, pisarz widmo, nurek golfowy czy sekserka (sprawdza płeć kurczaków!). Dzieci będą się zaśmiewać do łez, a sfrustrowanych pracowników książka pozostawi z szeroko otwartą buzią.
Dla tych, którzy zamiast rysunków wolą fotografie, jest „Thekla i jej chłopakowy świat” (Wytwórnia) - album ilustrujący zwyczajne/niezwyczajne życie ośmiolatki żyjącej we współczesnej Polsce wraz z trzema psotliwymi braćmi, tatą i mamą fotografką. Urok tej subtelnej książki polega nie tylko na bezpretensjonalnych zdjęciach, ale także na lirycznych komentarzach dziewczynki. Ujawniają wyobraźnię, głęboką refleksję, wrażliwość i wesołość.
Na koniec dwie rzeczy arcyświąteczne. Bohaterami „Gwiazdki” Gerarda Moncomble'a z urokliwymi ilustracjami Pawła Pawlaka (Media Rodzina) są drobne ludziki z wydłużonymi, zadartymi pyszczkami. To rodzaj elfów albo krasnoludków, które mieszkają w bajecznych domkach na drzewach olbrzymiego lasu. Nocą las rozjaśnia śnieg i światła pełgające w oknach. Pewnego dnia w śnieg wpada gwiazda, a że jest „blada i zziębnięta”, elfy postanawiają się nią zaopiekować. Pod hasłem „odganianie choroby” następuje czas cudownych obrzędów, które dorośli wspominają z nostalgią: słodkie napary, czytanie książek, zabawianie marionetkami i wreszcie przytulanie. A kiedy gwiazda wraca na firmament, okazuje się niebagatelna, symboliczna i... betlejemska.
Wigilią kończą się też wyjątkowe „Przygody rodziny Mellopsów” Tomiego Ungerera (Format) - seria awanturniczych opowiastek o pewnej świńskiej rodzince, której najbardziej niesfornym członkiem jest pomysłowy tatuś. Z determinacją podejmuje kolejne wyzwania, nawet jeśli wszystko kończy się katastrofą. Ungerer to laureat Prix Hans Christian Andersen, nagrody zwanej małym Noblem. Ta dowcipna opowieść pokazuje, że od kilku lat kategoria „dla dzieci” staje się umowna. Założę się, że kiedy zasłuchany maluch zaśnie - rodzic będzie kontynuował lekturę dla własnej przyjemności.
Źródło: Gazeta Wyborcza