Donata Subbotko: Wczoraj zaczął się w Warszawie Kongres Bibliotek Publicznych "Biblioteka: lubię to!". Kto ma polubić biblioteki? Jacek Wojnarowski: Zaprosiliśmy głównie małe biblioteki do rozmowy o tym, jak wychodzić poza ich tradycyjne funkcje i wykorzystywać nowoczesne technologie. Przyjechało ponad 500 osób, tyle mogliśmy przyjąć - widać że to środowisko jest gotowe do modernizacji.
Program Rozwoju Bibliotek od roku pomaga im za prywatne pieniądze. Wasz budżet to 28 mln dol. Dlaczego Amerykanie inwestują w polskie biblioteki? - Pieniądze pochodzą z Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, która jest partnerem Fundacji Billa i Melindy Gatesów. Oni już dziesięć lat temu modernizowali biblioteki w Stanach, a potem w Meksyku,
Chile, na Ukrainie, Litwie, Łotwie, w Rumunii, Bułgarii.
W Ameryce istnieje mit biblioteki publicznej. Dzieci zapisuje się do niej w wieku dwóch-trzech lat. Łatwo ją znaleźć w centrum miejscowości - jeśli ktoś nie zna miasta, nie wie, jak się w nim poruszać, to idzie do biblioteki i tam się wszystkiego dowiaduje.
Nasz program w ciągu pięciu lat ma ułatwić mieszkańcom małych miejscowości dostęp do komputerów i przekształcić biblioteki w wielofunkcyjne centra kultury. Bierze w tym udział już 1900 placówek, w styczniu robimy nowy nabór - spodziewamy się, że będzie drugie tyle chętnych. W sumie bibliotek w małych miejscowościach, gminach wiejskich i miastach do 20 tys. mieszkańców jest prawie 6700. Właśnie im chcemy pomóc.
To podobnie jak nowy program rządowy Biblioteka+. Czy jedna biblioteka może wziąć udział w obu programach? - Tak. Rząd za pośrednictwem Instytutu Książki rozdziela pieniądze na remonty bibliotek, my uzupełniamy sprzęt komputerowy i kształcimy bibliotekarzy, Instytut jeszcze cyfryzuje katalogi. W każdej bibliotece wojewódzkiej mamy z Instytutem wspólnego koordynatora.
Dzięki porozumieniu między Telekomunikacją Polską, MSW, Ministerstwem Kultury i Fundacją Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego wszystkie biblioteki publiczne mają już bezpłatny dostęp do internetu. To wyjątkowe przedsięwzięcie w skali światowej. A jeszcze półtora roku temu ponad połowa z tych 6700 placówek nie miała internetu!
Od nas biblioteki nie dostają pieniędzy, tylko know-how. Po pierwsze, bibliotekarze uczą się sprawnej obsługi komputera, ale także długoletniego planowania rozwoju biblioteki. Wyposażamy ich w nowoczesny sprzęt. Uczymy korzystania z ofert organizacji pozarządowych, które pomagają np. organizować pracę z dziećmi, stworzyć cyfrowe archiwa tradycji lokalnej, być oparciem dla młodych menedżerów kultury czy wykorzystać nowe urządzenia - rzutniki, ekrany - słowem, pomóc bibliotekom rozszerzyć ofertę dla czytelników.
Najlepiej w naszym programie radzą sobie województwa warmińsko-mazurskie, małopolskie i dolnośląskie, słabiej jest w łódzkim, opolskim, zachodniopomorskim.
W warmińsko-mazurskim modernizujecie 190 bibliotek, w łódzkim - tylko 26. Nie chcą się zmieniać? - Chyba zabrakło wiary, że to się uda. Poza tym w niektórych regionach samorządy próbowały już informatyzować biblioteki. Może też chodzi o trudności finansowe. Samorządy, które przystąpią do programu, muszą opłacać przejazdy bibliotekarzy na szkolenia. Muszą też zadeklarować, że jeśli sprzęt się zniszczy, to go wymienią, bo stanowi równie integralny element wyposażenia biblioteki jak żarówka czy szafa.
Trzecie zobowiązanie to przedłużenie godzin pracy. W gminach, które biorą udział w naszym programie, co najmniej jedna biblioteka jest czynna w sobotę, czego wcześniej nie praktykowano.
Dlaczego Amerykanie stawiają na biblioteki, a Polacy mają opory? - W Stanach inwestycja w biblioteki to tradycja stworzona przez pionierów filantropii takich jak Andrew Carnegie. Ale tam nie ma domów kultury, które u nas powstawały w PRL. Mamy sieć bibliotek - wprawdzie niedoinwestowaną, ale w wielu miastach już powstają nowoczesne placówki, jak olsztyńska Planeta 11, wrocławska Mediateka czy warszawskie Nautilus w Białołęce i właśnie otworzona Start-Meta na Bielanach.
Co jeszcze można zrobić, by Polacy sięgali po książki? Może namówić np. Wałęsę, Olejnik, Małysza i Dodę na udział w akcji promującej czytanie. W Stanach książki promuje Oprah Winfrey. - Stworzyliśmy Krajowe Partnerstwo na rzecz Rozwoju Bibliotek, w którego skład weszło sto kilkadziesiąt znakomitości, z panią Wisławą Szymborską i prezydentową Anną Komorowską. W promocję czytania zaangażowanych jest wiele osób ze szczytów władzy - od ministrów Boniego i Zdrojewskiego i prezes UKE Anny Streżyńskiej po Jerzego Millera zarówno jako szefa MSW, jak i wcześniej jako wojewody małopolskiego.
Ale może by poprosić premiera Tuska, by pokazał się z książką na billboardzie czy w telewizji? W Ameryce do dobrego tonu należy, by polityk czasem publicznie dzieciom coś poczytał. Obama nawet sam napisał książkę dla dzieci, miała premierę kilka dni temu. - Oni wierzą w magię biblioteki jako miejsca, w którym każdy może realizować swoje pasje. U nas problemem jest odkurzenie stereotypu. Zapytaliśmy ludzi na wsiach, czego im najbardziej brakuje - okazało się, że miejsca spotkań. Czegoś zamiast przystanku autobusowego czy placyku przed sklepem. Rozmów w cywilizowanych, estetycznych warunkach, bo ludzie mają dość przaśności. Biblioteki mogą to oferować, dając im przy tym książkę, a także czasopisma i gazety.
Z tym też jest problem? - Nie docierają. Ale mamy porozumienie z Izbą Wydawców Prasy, która - mam nadzieję - zdoła przygotować preferencyjną ofertę, bo skoro TP mogła zaoferować internet... Minister Boni proponuje, by wpływy z podatku VAT na książki przeznaczyć na zakupy nowości do bibliotek.
Coraz częściej jednym tchem mówi się o boisku sportowym i bibliotece. Jeszcze dwa lata temu tego nie było. W raporcie "Polska 2030" ministra Boniego biblioteki publiczne znalazły się na drugim miejscu po szkołach jako czynnik wpływający na poprawę jakości życia na wsi.
Spośród 13 mln Polaków powyżej 50. roku życia aż 10 mln nie korzysta z internetu - i nie chce korzystać. Wyszkoleni pracownicy bibliotek mogą pomóc przełamać psychologiczną barierę w głowach tych ludzi, przekonać ich, że dzięki internetowi mogą taniej coś kupić, porozmawiać z wnukami, którzy żyją daleko, czy odbyć wirtualną podróż do miejsc, gdzie nigdy nie byli.
Przydałoby się jeszcze wsparcie mediów. Naszą kampanię "Spotkajmy się w bibliotece" musieliśmy opłacić tak samo jak reklamę komercyjną, w siedmiu kanałach telewizyjnych. Podobnie jak umieszczenie tego hasła na autobusach PKS, które jeździły do małych miejscowości.
Tylko 38 proc. Polaków bierze do ręki przynajmniej jedną książkę w roku. Polacy nie czytają, dlatego że - jak pisała Szymborska w wierszu "Nieczytanie" - "Do dzieł Prousta / nie dodają w księgarni pilota"? - Rzeczywiście, dzieci u nas szybciej opanowują obsługę pilota niż umiejętność przekładania kartek. Dom to podstawa, te dzieci, które nie wynoszą nawyku czytania z domu lub szkoły, nie czytają jako dorośli. Dlatego my się staramy, aby biblioteki były magnesem. W stolicy - od terminu "clubbing" - powstał "buwing", bo fajnie jest być w BUW-ie, nowoczesnej Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.
Biblioteka jest przyjazna, kiedy w niej więcej wolno, nie musi tam wszędzie panować cisza. W nowoczesnych mediatekach skandynawskich można mieć ze sobą coś do picia, wygodnie rozeprzeć się w fotelu, zdrzemnąć na chwilę i nikogo to nie gorszy.