http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sprawa prowincjonalnego smoka

Wojciech Orliński
2010-10-26, ostatnia aktualizacja 2010-10-27 09:57

Długo odzyskiwałem równowagę psychiczną po "Letnim deszczu", poprzedniej książce Anny Brzezińskiej zamykającej jej cykl fantasy o zbóju Twardokęsku. Ze strachem więc brałem do ręki jej najnowszy zbiór opowiadań

Anna Brzezińska
Fot. Bartosz Siedlik / AG
Anna Brzezińska
"Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny", Anna Brzezińska, Runa, Warszawa

Brzezińska potrafi czytelnika zdołować tak skutecznie, że polecałbym jej książki dla wyprowadzania chorych na cyklofrenię z fazy euforycznej. Tu nawet nie o to chodzi, że opisuje świat, w którym w ogóle nie ma takich uczuć jak miłość czy nadzieja - jest jeszcze gorzej.

W świecie cyklu o Twardokęsku takie uczucia istnieją i często stanowią główną motywację bohaterów. Tym gorzej dla nich. Miłość pakuje ich w kłopoty i przysparza cierpienia. Nadzieja powoduje, że ze złej sytuacji pakują się w jeszcze gorszą, bo nie potrafią skapitulować, gdy jeszcze był czas. Do tego Brzezińska to mistrzyni języka i drobnego detalu. Opisuje ten okrutny świat z taką precyzją, że po dłuższej lekturze miesza się on z rzeczywistością i w czytelniku narasta pragnienie szlochania pod biurkiem w pozycji embrionalnej.

Na szczęście istnieje też coś w rodzaju "świata Twardokęska - light". To cykl opowiadań o Wilżyńskiej Dolinie, która leży w tym samym świecie, co reszta utworów cyklu, ale na zabitej dechami prowincji.

Główną bohaterką jest wiedźma o nieustalonym wieku (ilekroć chce sobie poużywać z jakimś jurnym parobkiem, używa czaru "piękna-i-młoda") przez okolicznych mieszkańców nazywana Babunią Jagódką. Mieszkańcy zwykle schodzą jej z drogi, bo Babunia ma swoje nastroje i nigdy nie wiadomo, kto ją rozzłości na tyle, żeby zamieniła go w ropuchę.

Z drugiej strony ciągle jej zawracają głowę, bo każdemu w jakimś momencie życia przyda się czar miłosny albo lek na hemoroidy. A Babunia, gdy nastrój ma dobry, potrafi ulżyć cierpieniom ludzkiemu sercu. A nawet innych części ciała.

Za opowiadanie "A kochał ją, że strach" - zawarte w poprzednim tomiku o Wilżyńskiej Dolinie - Brzezińska dostała zasłużoną nagrodę im. Janusza Zajdla. W nowym tomiku widzę kilka opowiadań co najmniej równie dobrych, przede wszystkim otwierający utwór "Po prostu jeszcze jedno polowanie na smoka".

Brzezińska sięga tu po żelazny temat w fantasy eksploatowany przez mistrzów takich jak Tolkien, LeGuin czy Sapkowski. Trudno tu wymyślić coś naprawdę nowego... chyba że w akcji pojawi się wioskowa wiedźma, która w kurniku trzyma bazyliszka.

Babunia Jagódka, jak się domyśla i czytelnik, i przynajmniej część mieszkańców wioski, nie jest taką sobie zwyczajną wioskową czarownicą. Dobrowolnie wyemigrowała na prowincję z wielkiego świata - bo w wielkim świecie czarownic nie lubią. Cykl o Twardokęsku zaczął się przecież od słynnego pierwszego zdania: "Przed północą spłonęła kolejna wiedźma".

Na prowincji wprawdzie też czarownic nie lubią, ale prowincja ma swoje prawa. Inkwizytorom nie chce się tu tłuc kawał drogi z większego miasta. A nawet jak się wybiorą w drogę, to zabłądzą na uroczysku i słuch po nich zaginie.

Smok to inna sprawa. Książę może przymykać oczy na wioskowe czarownice, ale smok poruszający się po jego włościach - nawet na największym zadupiu - przyciągnie jego zainteresowanie. Do tego każdy rycerz chciałby mieć w swoim CV zabicie smoka, a przynajmniej udział w polowaniu. Dodajmy jeszcze cyrulików, którzy gadzich części ciała potrzebują na ingrediencje do różnych maści - a stanie się jasne, że smok przyniesie Wilżyńskiej Dolinie powszechną sławę. Z czego nic dobrego nie wyniknie dla jej mieszkańców, nawet jeśli nie wszyscy widzą to tak dokładnie jak Babunia Jagódka.

Mimo babcinych intryg opisanych w tym opowiadaniu przybycie smoka uruchomi serię zdarzeń wpływających na akcję opowiadań następnych. Bo choć nie jest to powieść, wszystkie utwory tego zbiorku opowiadają pewną uporządkowaną chronologicznie fabułę. Będą to zdarzenia zwykle raczej przykre - inaczej nie pisałaby o nich Brzezińska. Choć w tych opowiadaniach więcej jest humoru niż w cyklu o Twardokęsku, to jednak wciąż tytułowa dolina to smutne miejsce.

Tym piękniej brzmi finał, w której pewna postać kończy tę historię w radykalny sposób, motywując to tak: "Dlaczego idę? Bo musi się tutaj coś wreszcie komuś udać".

Między "się" a "tutaj" ta postać wstawia jeszcze jedno słowo, często nadużywane przez polskich autorów fantasy. U Brzezińskiej pada tylko raz, właśnie w dramatycznym finale, przez co odzyskuje moc zawołania bojowego. Młodzi polscy pisarze: uczcie się od mistrzyni...

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce

Polskie obozy koncentracyjne po II wojnie światowej

Czy można mówić o ''polskich obozach koncentracyjnych''? Gorący spór o to wywołuje film dokumentalny Pawła Siegera