Nie piszę tego jako miłośnik muzyki romantyzmu czy filharmonii w ogóle. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, bym kiedyś oglądał budynek Filharmonii Narodowej od wewnątrz. Nie uważam, że każdy maturzysta musi umieć odróżnić Szostakowicza od Mahlera. Ja słucham czasem, więc odróżniam - też czasem. Teraz kawał urlopu spędziłem na zerkaniu na transmisje Konkursu Chopinowskiego.
Nie pamiętam, od jak dawna nadaje
TVP Kultura, czy to jej pierwszy konkurs, ale w tym roku obchodzimy Rok Chopinowski (no, kto obchodzi, ten obchodzi), a TVP Kultura pokazuje konkursowe koncerty od a do zet. Założę się, że 90 procent maturzystów nie rozpoznałaby żadnego utworu Chopina. I właśnie teraz jest okazja, by nadrobić karygodne zaniechania polskiego systemu edukacji i polskiej rodziny. Okazja nazywa się konkurs i jego transmisje. Zwłaszcza telewizyjne.
Na czym polega siła tej zabawy? Z całego świata młodzi (wiekszość ma 18-26 lat) ludzie zjeżdżają do Warszawy, żeby przez miesiąc walczyć o ogromny prestiż w zawodach o światowej renomie i 83-letniej tradycji. Z Europy, Azji, obu Ameryk, Australii... W kolejnych etapach odpadają ci, którzy nie wytrzymali presji, mieli gorszy dzień. Jak średniowieczny turniej rycerski albo mundial w futbolu - walka na śmierć i życie jak w "Wejściu smoka". Jak
gra "Mortal Kombat" albo "Taniec z gwiazdami". Jeden błąd i leżysz - do zobaczenia za pięć lat, jeśli będziesz mieć odwagę.
Zachwyt, dramat, gorycz porażki, okrucieństwo jurorów i ludowe poczucie sprawiedliwości. Ta sportowa formuła gromadzi publiczność niczym wypadek drogowy albo szaleniec na dachu wieżowca. A emocje wywołuje stary, dobry dwustuletni Chopin rękami młodziaków grających o swoją przyszłość, jakby grali o życie!
Zostało 20 pianistów, dziś kończy się trzeci etap. W poniedziałek pędziłem po pracy do domu na łeb na szyję, by zobaczyć choć połowę występu Jurija Szadrina. To ten pyzaty blondyn z grzywą a la Wodecki, podobno niezły. Ma 30 lat i na tle konkurencji uchodzi za starca. Zobaczyłem kwadrans. Może więc trzeba było zostać w pracy, założyć słuchawki i oglądać koncert na żywo na Chopin2010.pl?
"Za duże, za grube, mało tej finezji procentowo" - skomentowała pani profesor w studiu. "Kłopoty z czwartym palcem w Mazurku D-dur" - prowadzący odczytał opinię internauty. Mnie może ten czwarty palec nie zaimponował, wydawał się wręcz w porządku, a nawet nie wiedziałem, od której strony liczy się palce w pianistyce, ale dla takich komentarzy ogląda się studio TVP Kultura.
Fachowcy w łososioworóżowych dekoracjach: jako gospodarz - radiowiec z "Dwójki" (ten uśmiechnięty to znany z "Gazety" Jacek Hawryluk) i dwójka profesorów "od Chopina". Zdarza im się przesadzać z krytyką albo przesłodzić, a w ciągu długiego dnia jedna osoba może wydać sprzeczne oceny: "dla Chopina najważniejsza była naturalna prostota, naturalność...", "za dużo osobistej interpretacji...", "wspaniała, mocna, indywidualna interpretacja...". O polonezie Irene Veneziano. "Za dużo tych rubat, westchnień. To jest taniec chodzony, rytmiczny (...) [z troską] widocznie nigdy go nie widziała".
Dzięki tym komentarzom taki obywatel z blokowiska jak ja od nowa uczy się patrzeć i słuchać. Już wiem, że niedopuszczalne jest walcowanie w mazurku, ceniona jest natomiast umiejętność odróżniania w grze fragmentów kujawiaka od mazura. Co to synkopa, ambitus, crescendo, progresja, andante.
W sobotę umówiliśmy się ze znajomymi na oglądanie serialu. Czekaliśmy na jedną osobę, a że otaczali mnie kulturalni, rozgarnięci ludzie, wspomniałem nieśmiało, że o tej porze trwają jeszcze przesłuchania konkursowe. Są niepraktykujący, ale włączyli. Czarowała Hélene Tysman, zwiewna panna o przedwojennej urodzie. Rozmowa o jej koncercie była ciekawsza od amerykańskiego kryminału!
Nie tylko o skokach narciarskich da się gawędzić przy winie. Nie tylko przy winie da się gawędzić o konkursie. Nie trzeba znać Chopina, żeby dać mu się złapać. Przeciwnie - mocniej trzyma amatorów. W jedno popołudnie można trzy razy wysłuchać barcaroli albo walca As-dur, porównać, i to jest przyjemność czysta i świeża. Dozwolone jest też porównywanie sukien, np. świetnej Claire Huangci i doskonałej Fei Fei Dong. Mój faworyt Szadrin wyniósł na scenę własne krzesełko, bo chciał "sobie oswoić przestrzeń". Wspaniale. W trzecim etapie go zabrakło - kontuzja...
Wszystko to jednak tylko tło dla Chopina, próba zamaskowania nieśmiałego wchodzenia w świat jego dźwięków. To jest rozrywka - tak, rozrywka! - dla każdego.
Proponuję zatem podpiąć do telewizora lepsze głośniki i zatopić się w Chopinie. Koniecznie z obrazem, bo tylko ta formuła - obraz i dźwięk, krew, pot i łzy, współzawodnictwo - pozwala nie dostać szału dyletantom takim jak ja. Na bloki z tym konkursem!