Jan Karski. Powieść
Yannick Haenel
przeł. Magdalena Kamińska-Maurugeon
Wydawnictwo Literackie, Kraków
Strażnicy
Bruno Tesserech
przeł. Jacek Giszczak
Noir sur Blanc, Warszawa
Mam problem z książką Yannicka Haenela. Powinna mi się podobać: bo jest przychylna Polakom, broni nas przed zarzutami antysemityzmu, a postać Jana Karskiego wręcz apoteozuje. Pokazuje świat bez sumienia, w którym to sumienie próbował - bezskutecznie - obudzić polski kurier.
Dlaczego więc książka mnie nie przekonuje? Dlaczego zło jest w niej banalne, a dobro - wyidealizowane? Cierpienie - melodramatyczne, a samotność - wykreowana?
Tę historię znamy z podręczników. W 1942 r. kurier Polski podziemnej Jan Kozielewski spotyka się w zrujnowanej podwarszawskiej willi z dwojgiem żydowskich działaczy: socjalistą i syjonistą. Najpierw opowiedzą o Holocauście, a gdy zobaczą, że trudno mu uwierzyć, zaprowadzą do warszawskiego getta i obozu przejściowego przed Bełżcem. Pokażą umierających z głodu, wycieńczenia, chorób, zakatowanych, zastrzelonych, zagazowanych.
To spotkanie zmieni życie Kozielewskiego. Pojedzie na Zachód i będzie opowiadał o cierpieniach Żydów, apelując o pomoc dla nich. Bezskutecznie. Nikt go nie posłucha, bo świat będzie miał już swoje rachuby, w których nie będzie miejsca na ratowanie Żydów. Trzeba szybko i bez niepotrzebnych strat wygrać wojnę.
Kozielewski - już pod zmienionym nazwiskiem Karski - do końca życia będzie żył z poczuciem winy, że nie uratował Żydów. I z tragiczną świadomością, że nie mógł ich uratować.
Wydaną w zeszłym roku we Francji książkę o nim pióra Yanicka Haenela okrzyknięto wydarzeniem literackim. Nominowano do nagrody Goncourtów. Świetnie się sprzedała.
Był też posmak skandalu - Haenel zarzucił uznanemu dokumentaliście Claude'owi Lanzmannowi, że zmanipulował wypowiedzi Karskiego w słynnym filmie "Shoah", dzięki czemu łatwiej mu przyszło zarzucić Polakom antysemityzm. Zostawił wypowiedzi dotyczące cierpień Żydów, a wyrzucił te, które dotyczyły polskich prób ich ratowania. Tymczasem - przypomina Haenel - to właśnie Karski wołał o pomoc. Jednak świat milczał.
Pisarz wyciąga oskarżycielski palec: milczenie to współudział w zbrodni. Tej tezie, wyartykułowanej z pasją, podporządkował wszystko. Również życie Karskiego.
Źródło: Gazeta Wyborcza