http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kultura zaraża Polskę B

Aleksandra Klich
2010-09-15, ostatnia aktualizacja 2010-09-14 17:04

Nie ma kina? To sami je zrobimy. Nie ma wystawy fotografii? To sami przygotujemy. Młodzi menedżerowie kultury znów ruszają na prowincję. Tym razem do bibliotek - za pieniądze Billa Gatesa

Książki obłożone szarym papierem, paprotka i znudzona starsza bibliotekarka popijająca herbatę w szklance. Czasem wpadnie jakiś dzieciak po lekturę, emerytka - po Chmielewską. Nuda i beznadzieja. Taki stereotypowy obraz wiejskiej biblioteki pokutuje w świadomości Polaków.

A jak jest naprawdę?

Biblioteka - okno na świat

Przeciętny polski bibliotekarz to bibliotekarka. Pracuje w jednej z prawie 7 tys. wiejskich bibliotek. Po czterdziestce. Jak na polską wieś dobrze wykształcona (40 proc. ma studia wyższe). Zna i Dostojewskiego, i Coelho. Często sprawnie porusza się w sieci, bywa, że mówi po angielsku, lubi podróżować. Nie tylko doradzi, jaką książkę przeczytać, ale pomoże napisać urzędowe pismo i przetłumaczy list z zagranicy. Pogada o nowym filmie Polańskiego, co tam w polityce. Ludzie ją szanują i cenią. Z takim potencjałem wiejska bibliotekarka mogłaby przenosić góry. Z biblioteki uczynić centrum kulturalne wsi, w gminę tchnąć nowego cywilizacyjnego ducha.

Nieprawdopodobne? A jednak. O tym, że w bibliotekach drzemie wielka siła, wiedzą w Skandynawii, gdzie do lokalnych bibliotek rano, przed otwarciem ustawiają się kolejki spragnionych świeżej prasy. I w Meksyku, Botswanie, Rumunii, na Litwie - gdzie dzięki pieniądzom amerykańskich miliarderów, małżeństwa Gatesów, udało się nie tylko podłączyć prowincjonalne biblioteki do internetu, ale także zmienić nastawienie bibliotekarzy do zawodu i świata. Dzięki szkoleniom i warsztatom zrozumieli, że mogą sami kreować wydarzenia kulturalne, przekuwać pomysły w projekty, zdobywać dotacje i współpracować z lokalnym samorządem.

Biblioteki przestają być tylko miejscem, w którym wypożycza się książki. Stają się cywilizacyjnym oknem na świat.

Oddać przestrzeń

Jak to zrobić w kraju, w którym potencjalne "centra cywilizacyjne" zabija brak pieniędzy (gminy dają tyle, ile kot napłakał, więc w bibliotekach brakuje biurek, o książkach nie wspominając) i rutyna - wróg numer jeden kultury? I bezradność: bibliotekarze wiedzą, jaką orką na ugorze bywa praca wśród ludzi, którzy nie czytają książek, komputer służy im wyłącznie do gier, z gazet znają "Na żywo", a świat poznają z pierwszego programu TVP.

Program Rozwoju Bibliotek, który dzięki pieniądzom Gatesów i pod auspicjami Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności działa od roku również w Polsce, ma wiejskim bibliotekom dostarczyć pieniędzy (głównie na informatyzację) i dzięki szkoleniom zmienić bibliotekarzy w lokalnych liderów. Program potrwa do 2013 roku, jego budżet wynosi 28 mln dol. To dużo, jednak by przyniósł efekty, potrzebne jest jeszcze jedno - świeża krew. Młodzi ludzie, dla których kultura jest pasją życia. Którzy lubią film, fotografowanie, książki, obrazy i happeningi. Lubią, gdy coś się dzieje.

Takich ludzi od 2002 roku szuka warszawska organizacja pozarządowa Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę". Od trzech tygodni wspólnie z Programem Rozwoju Bibliotek rozsyłają wici za młodymi, którzy zarażą bibliotekarzy swoją kulturalną pasją, a w zamian dostaną wsparcie w realizowaniu projektów. Wszystko w ramach nowego programu "Młodzi menedżerowie kultury w bibliotekach".

Maciej Kochanowicz, socjolog z Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, która realizuje Program Rozwoju Bibliotek: - Od początku było dla nas jasne, że by przestawić biblioteki na nowe tory, nie wystarczy dać im komputery. Współpracujemy więc z architektami, by zmienić wygląd bibliotek, z Fundacją Ośrodka Karta - by dbać o lokalną pamięć, z Centrum Edukacji Obywatelskiej. W bibliotekach powstają kluby filmowe i miejsca spotkań dla małych dzieci. Współpraca z "ę" ma sprawić, by bibliotekarki oddały trochę przestrzeni innym.

Nie mają w dupie miasteczek

- Projekt "Młodzi menedżerowie kultury" wziął się z prostej obserwacji: na prowincji są ludzie z pasją, brakuje im tylko świadomości, że mogą działać, i umiejętności, jak działać. A to możemy im dać - mówi Agnieszka Pajączkowska z "ę".

Mają zwykle kilkanaście, góra dwadzieścia kilka lat. Mieszkają w wioskach albo miasteczkach, o których poeta Andrzej Bursa mawiał, że ma je "w dupie". A oni - przeciwnie. Ich zapał i poczucie, że mogą wszystko, onieśmiela. Nie ma kina? To sami je zrobimy. Nie ma wystaw fotograficznych? To sami przygotujemy. Ludzie nie pamiętają, co się działo w mieście sto lat temu? To im przypomnimy. Nawet cyrk do nas nie zagląda? Sami się nauczymy żonglować.

Ludzie z "ę" wybierają co roku 20-25 przyszłych menedżerów kultury i zapraszają na warsztaty w Warszawie. Tu uczą się, jak pomysł przekuć w konkretny, możliwy do zrealizowania projekt. Jeśli się im uda, dostają dotację (ponad 2 tys. zł) na jego realizację. Dzięki temu Janusz Pietroszek z podbeskidzkiego Chybia mógł wyprowadzić fotografię z zamkniętej galerii do sklepowych witryn. Fantastyczny projekt udało się zrealizować Kalinie Pisarskiej z Janowic Wielkich, która zebrała fotograficzne "portrety dobrych myśli" swoich sąsiadów i powiesiła je na gminnych płotach. Lena Głowacka z Zaosia zamieniła opuszczoną świetlicę w kolorowe centrum kultury, a Natalia Matuszewska z Cekcyna przez pięć miesięcy uczyła mieszkańców gminy żonglować, a potem zorganizowała wielką cyrkową paradę. Wzięło w niej udział czterysta osób!

Przez kilka lat trwania projektu odbyło się 80 warsztatów plastycznych, wystaw fotograficznych, pokazów filmowych, happeningów, nawet warsztaty dizajnu recyklingowego i fire show. Wszystkie nie w zamkniętych galeriach, ale na ulicach, placach, stadionach. I w internecie. Po to, by zarazić kulturą jak najwięcej ludzi, a przy okazji wzmocnić społeczne więzi.

O tym, że to ostatnie nie jest trudne, przekonał się Maksymilian Piłasiewicz z Augustowa, który wymyślił przegląd filmów w swojej miejscowości. Zaplanował trzy pokazy. Widzowie wymusili na nim kolejne projekcje.

Pajączkowska: - Bibliotekarze korzystają z pasji młodych, młodzi - z doświadczenia bibliotekarzy. Marzy nam się, by młody człowiek, który chce zorganizować przegląd filmów albo spotkanie z poetą, mógł pójść z tym pomysłem do najbliższej biblioteki.

Bo jak przekonali się ludzie z "ę", projekty udają się, gdy młody człowiek dostaje nie tylko wsparcie warszawskiej organizacji, ale i lokalnych instytucji. Szesnastoletnia Asia Surma z Chybia w zeszłym roku namówiła gminny ośrodek kultury na wspólną akcję ekologiczno-artystyczną: zbiórkę odpadów, a potem warsztaty recyklingowego dizajnu. Inni korzystają ze wsparcia strażaków.

W tym roku do udziału w programie młody człowiek może zgłosić się tylko w parze z bibliotekarką, bo bibliotekarka jest dla młodych idealnym coachem. Ma wiedzę i doświadczenie, a miejsce, gdzie pracuje, jest często jedyną instytucją kultury w gminie. Z krajobrazu polskiej prowincji znikają bowiem zarówno świetlice, jak i domy kultury.

Pajączkowska: - Biblioteki to na prowincji często ostatnia wyspa kultury, a bibliotekarze są ludźmi, którzy mogą zostać lokalnymi liderami.

Boża Wola

W zeszłym roku, po pięciu latach pracy, ludzie z "ę" sprawdzili, jak potoczyły się losy uczestników projektów. Wielu zostało w swoich rodzinnych miejscowościach. Jedna z dziewczyn jest menedżerką kina, chłopak - dyrektorem domu kultury, kilku przewodniczy lokalnym stowarzyszeniom.

"ę" dotarło też do Marty Kamińskiej z Bożej Woli niedaleko Grodziska, która zorganizowała warsztaty fotograficzne dla gimnazjalistów. Martę niepokoiło, że większość młodych ludzi marzy tylko o tym, by jak najszybciej wyrwać się do leżącej nieopodal Warszawy, więc zachęciła ich, by opowiadali - piórem i aparatem fotograficznym - o Bożej Woli.

Przez pół roku była tutaj bibliotekarką. Dziś prowadzi projekt "Sekretne dzieje książek. Dajmy im nowe życie" w ramach programu Działaj Lokalnie. Uczy dzieci, że biblioteka jest nie tylko wypożyczalnią książek. - Można w niej realizować swoje pasje i spotykać się z ludźmi. Zmieniać świat - mówi Marta.

W projekcie mogą wziąć udział bibliotekarze i młodzi ludzie z gmin objętych Programem Rozwoju Bibliotek (1850 bibliotek w 600 gminach, ich spis można znaleźć na www.biblioteki.org). Wsparcie merytoryczne i finansowe dostanie 30 duetów. Można zgłaszać się do 20 października. Więcej: http://mmk.e.org.pl/

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 36 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':