http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lech Majewski:Mam brueglowską duszę

Rozmawiała Danuta Majka
2010-09-09, ostatnia aktualizacja 2010-09-08 16:13

Bruegel mówi nam, że najważniejsze wydarzenia w historii świata - upadek Ikara albo ukrzyżowanie - toczyły się gdzieś poza wiedzą społeczeństwa. Dopiero post factum stawały się początkiem legendy, mitu, religii. Dziś też nie zauważylibyśmy ukrzyżowania - mówi o swoim nowym filmie Lech Majewski.

Scenariusz do filmu "Młyn i krzyż" powstał na podstawie obrazu Pietera Bruegla "Droga na Kalwarię". Brueglista Michael Gibson zanalizował dzieło w obszernym eseju i po obejrzeniu filmu "Angelus" Majewskiego zaproponował reżyserowi, by nakręcił dokument na podstawie swojego tekstu.

Majewski uznał, że to materiał na film fabularny. Pietera Bruegla zagrał Rutger Hauer, bankiera i kolekcjonera Jonghelincka - Michael York, a Marię - Charlotte Rampling.



rozmowa z

Lechem Majewskim

reżyserem

Danuta Majka: Kiedy wreszcie zobaczymy "Młyn i krzyż"?

Lech Majewski: Na przełomie jesieni i zimy. Bezustannie trwają prace postprodukcyjne. To niezwykle skomplikowany proces budowania pejzaży i przestrzeni obrazów Pietera Bruegla, w której zatopieni są główni bohaterowie. Później będziemy przenosić to wszystko na taśmę filmową. Mija już drugi rok pracy nad postprodukcją filmu, bowiem zdjęcia skończyliśmy w listopadzie 2008.

Pewno gdyby film miał większy budżet, to moglibyśmy zatrudnić więcej osób, uruchomić więcej komputerów, gdyż potrzebujemy wielkich mocy przeliczeniowych - żeby przeliczyć ujęcie, które ma 6 tysięcy klatek i 147 warstw, potrzeba wielu dni.

Co się teraz dzieje ze zdjęciami?

- One już żyją własnym życiem, spotykają się tam ze sobą, romansują, reprodukują (śmiech).

Poszczególne warstwy są ze sobą stapiane za pomocą technik komputerowych. Bruegel namalował swój obraz, używając sześciu perspektyw. My, żeby zbudować tło, kręciliśmy różne fragmenty pejzażu, które odpowiadały danej perspektywie w danym punkcie obrazu. Potem te pejzaże są ze sobą wiązane tak, żeby nie było to widoczne dla oka. A w dalszych planach używane są elementy prawdziwego obrazu Pietera Bruegla.

Z kolei niebo nakręciliśmy w Nowej Zelandii, dlatego że chmury tam są niezwykle piękne, malarskie, takie, jakby malował je Bruegel. Mieszamy te chmury z Nowej Zelandii z tymi, które są na obrazie Pietera Bruegla, w różnych proporcjach i animujemy je. Więc każda z tych warstw plus ich oświetlanie, dodawanie lub odejmowanie światłocienia wydłuża czas obróbki komputerowej.

Jaki będzie ten film? Czego widz ma się spodziewać po masie zabiegów technicznych i nowych technologii, które zostały użyte?

- Widz pomyśli przede wszystkim, jak wiele życia kryje w sobie obraz wiszący w muzeum.

Jaką zawiera kondensację, skroplenie przestrzeni, ilość wiedzy, pracy, którą malarz musiał zmieścić na małej powierzchni zamkniętej w ramach.

Mówi pan o plastyczności filmu "Młyn i krzyż", a jaką opowieść on w sobie zawiera?

- Ta opowieść ma wiele wymiarów. Obraz Pietera Bruegla przedstawia drogę na Kalwarię, czyli temat znany, ale ujęcie tematu jest wyjątkowe. Zwykle mamy na pierwszym planie postać Ukrzyżowanego, a cała reszta gubi się gdzieś tam w tle. Tu jest odwrotnie i na pierwszym planie wagi nabierają sceny codzienne, przez które trzeba się długo przedzierać, wejść w ten labirynt, żeby odnaleźć Chrystusa.

Bruegel filozof mówi nam, że najważniejsze wydarzenia w historii świata, jak śmierć Saula czy upadek Ikara albo właśnie ukrzyżowanie, toczyły się gdzieś w ukryciu i dopiero post factum wypływały na światło dzienne. Stawały się przyczyną legendy, mitu, religii; uzyskiwały swoją pomnikowość. Natomiast w momencie, w którym się zdarzały, nie były widoczne.

Nie zauważylibyśmy też dziś kolejnego ukrzyżowania, upadku Ikara Lecz nie chciałbym za wiele ujawniać, bo kto będzie chciał, to dotrze do głębszych warstw. Miałem już serię wstępnych projekcji i publiczność odczytywała kody filmu. Dyskusja była bardzo gorąca, więc myślę, że film pobudzi widzów do odczuwania i rozmyślań.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':