http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Peruka Borusewicza, czyli jak "Solidarność" robiła telewizję

Adam Leszczyński
2010-08-28, ostatnia aktualizacja 2010-08-27 19:08

"Dziennik telewizyjny tak się ma do informacji jak pałka milicyjna do rurki z kremem" - mówił jeden z delegatów na I Zjazd "Solidarności" w 1981 r. Związek próbował więc powołać własną telewizję

Warszawa, pierwsze posiedzenie Senatu.
Wybory do tej izby parlamentu to pierwsze
całkowicie wolne wybory w powojennej
Polsce. Na sto miejsc
Fot. Sławomir Sierzputowski/AG
Warszawa, pierwsze posiedzenie Senatu. Wybory do tej izby parlamentu to...


W czasie karnawału "Solidarności" w latach 1980-81 władza ustępowała opozycji na wielu polach: tolerowała wolny związek zawodowy, wydawnictwa bez cenzury i wiele innych rzeczy, które za Gierka byłyby nie do pomyślenia. Jak oka w głowie strzegła jednak propagandowego monopolu w mediach elektronicznych, czyli wówczas (były to czasy przedinternetowe) w telewizji i radiu. "Solidarność" pisała na murach i chodnikach: "Telewizja kłamie", i wydawała własne gazety, ale to nie wystarczało - działacze wiedzieli, że związek potrzebuje telewizji.

"To skromny początek naszej własnej stacji telewizyjnej" - tymi słowami (i hucznymi oklaskami) przywitano na zjeździe "S" w 1981 r. niewielką solidarnościową ekipę telewizyjną. Jej historię pokazuje dokument "Telewizja Solidarności", który TVP 1 pokaże w sobotę o godz. 15.45.

"S" dostała supernowoczesny jak na tamte czasy sprzęt od wspierających ją związkowców z Zachodu. Na początku rejestrowała posiedzenia władz związku i przygotowywała materiały o "S", które jednak mogli obejrzeć niemal wyłącznie widzowie zachodnich stacji - w państwowej TVP nie miały szans na emisję. Materiały jednak przetrwały - oglądane dziś są fascynującym świadectwem historii.

W czasie stanu wojennego ekipa telewizyjna schroniła się pod skrzydła Kościoła. Realizowała filmy dokumentalne (m.in. o ks. Popiełuszce) i robiła wywiady z ukrywającymi się działaczami "S" (w dokumencie mamy niepowtarzalną okazję zobaczenia Bogdana Borusewicza, obecnie marszałka Senatu, z groteskowo doczepionymi wąsami i komiczną peruką).

Władze pamiętały o telewizyjnej ekipie "S". Po ogłoszeniu stanu wojennego jej pracownicy dostali zakaz pracy w mediach (mieli trudności ze znalezieniem zatrudnienia w ogóle). "Cała moja kariera zawodowa runęła w gruzach, ale z drugiej strony miałem tę satysfakcję, że trzymałem mikrofon przed ludźmi, którzy szczerze mówili to, co chcieli powiedzieć" - wspomina dziś przed kamerą jeden z członków ekipy.

Najostrzejsze represje spotkały Mariana Terleckiego, szefa i animatora całego przedsięwzięcia. Został aresztowany przez SB - jak dziś wiadomo, po donosie jednego ze współpracowników, konfidenta - i spędził 16 miesięcy w areszcie. Władza chciała go oskarżyć o zabór mienia - tak, jak gdyby ukradł kamery, które "S" dostała od zachodnich związkowców. Oficjalnie państwo przejęło cały majątek "S", więc formalnie taki zarzut można było postawić: był to jednak tylko pretekst, żeby skazać działacza opozycji. Terlecki wyszedł na wolność we wrześniu 1986 r.; jego najmłodsze dziecko - które urodziło się, kiedy siedział w więzieniu - miało już wówczas kilkanaście miesięcy.







"Telewizja Solidarnoś", reż. Bogdan Łoszewski, scenariusz Hanna Terlecka i Bogdan Łoszewski, prod. na zlecenie Europejskiego Centrum Solidarności, czas 50 min

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':