http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Powódź piękna i przerażająca

Rozmawiała Monika Rosmanowska
2010-08-14, ostatnia aktualizacja 2010-08-15 18:26

20 maja, pierwsze dni powodzi w Sandomierzu
20 maja, pierwsze dni powodzi w Sandomierzu
Fot. Kacper Kowalski /FORUM FORUM

Niezwykłe zdjęcia Kacpra Kowalskiego składające się na wystawę "Powódź z nieba" można oglądać na sandomierskim Rynku

Kacper Kowalski, autor zdjęć na wystawie
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gaz
Kacper Kowalski, autor zdjęć na wystawie "Powódź z nieba"
6 czerwca 2010. Druga fala powodziowa zalewa Sandomierz i okolice. Na zdjęciu zalane silosy i magazyny kruszyw
Fot. Kacper Kowalski /FORUM FORUM
6 czerwca 2010. Druga fala powodziowa zalewa Sandomierz i okolice. Na zdjęciu...
Na zalanym prawobrzeżnym Sandomierzu huta szkła wyglądała jak wielka wyspa
Fot. Kacper Kowalski /FORUM FORUM
Na zalanym prawobrzeżnym Sandomierzu huta szkła wyglądała jak wielka wyspa
Ekspozycję tworzy 30 fotografii w formacie 1x1,5 metra, wykonanych z paralotni przez ubiegłorocznego laureata Grand Press Photo Kacpra Kowalskiego podczas majowej i czerwcowej powodzi. Kowalskiemu udało się uchwycić skalę tragedii, która dotknęła prawie 100 km kw. prawobrzeżnej części Sandomierza. Widzimy zalane aż po dachy osiedla i pola, śledzimy akcję ratowania huty i ludzi pracujących przy umacnianiu wałów. Przyglądamy się mieszkańcom, którzy pilnują dobytku, koczując na wałach i przy drogach. Patrzymy na wystające z wody krzyże zalanego cmentarza i na zatopiony plac zabaw dla dzieci. Wielkie wrażenie robi teren uchwycony z miejsca nad Bramą Opatowską - widać nietkniętą przez powódź starówkę, a nieco dalej olbrzymie tereny zniszczone przez żywioł.

- Przeżywałam tę tragedię wówczas i przeżywam ją teraz, patrząc na te piękne i zarazem przerażające ujęcia. Cieszę się, że ta wystawa tu stanęła. Nie możemy zapomnieć, co spotkało naszych sąsiadów, przyjaciół, członków rodziny. Musimy i powinnyśmy o tym mówić - nie ma wątpliwości Dominika Gefrerer, mieszkanka niezalanej części Sandomierza. Wystawę na sandomierskim rynku można oglądać do 10 września. Prawdopodobnie w przyszłym roku zawita też do innych polskich miast.

Rozmowa z Kacprem Kowalskim

Monika Rosmanowska: Czego się spodziewałeś, jadąc do Sandomierza - i jak to się miało do tego, co zastałeś na miejscu?

Kacper Kowalski: Z doniesień prasowych wiedziałem, że sytuacja jest dramatyczna, że trwa ewakuacja ludzi, że aż po horyzont z wody wystają tylko czapki dachów. Ale zupełnie nie byłem przygotowany na to, co zobaczyłem. Nie spodziewałem się tak wielkich strat, zalanych 100 km kw. Wtedy nie było już czasu na myślenie, przeżywanie. Musiałem się skupić na swoim zadaniu.

Będąc w górze myślisz o dobrym ujęciu czy raczej o tym, co muszą czuć ci, których tragedię fotografujesz?

- Przy ograniczonym czasie lotu, gdy pogoda może się w każdej chwili zmienić, trzeba pracować szybko i precyzyjnie. Nie mogę sobie pozwolić na emocje. Przychodzi na nie czas, gdy już po wylądowaniu przeglądam zdjęcia. Gdy widzę, że osoba siedząca na dachu podnosi rękę w przyjaznym geście i choć przez chwilę ma uśmiech na twarzy. Moje pojawienie się pozwalało tym ludziom oderwać się na chwilę od tego, co się dzieje.

Jak na Twoją pracę reagowali mieszkańcy Sandomierza?

- Kiedy tylko lądowałem, przychodzili i pytali czy widziałem jakąś ulicę, konkretny dom. Czy ludzie, o których wiedzieli, że na dachu czekają na pomoc, zostali już ewakuowani. Byli poruszeni zdjęciami, chcieli je oglądać. Cierpliwie pomagali mi przy ich opisywaniu. Dzięki moim fotografiom wiedzieli, co się dzieje, a ja czułem się potrzebny.

Czy nie obawiasz się, że ta wystawa pokazywana na sandomierskim rynku rozdrapie tylko co zabliźnioną ranę?

- Zanim z ludźmi z agencji Forum, dla której pracuję, zdecydowaliśmy się na wystawę w tym miejscu, rozmawialiśmy z psychologami. Pytaliśmy, czy pokazując ją w Sandomierzu, wyrządzimy komuś krzywdę. Usłyszeliśmy, że absolutnie nie. Że od tego tematu nie można uciekać, trzeba go przepracować, oswoić. Chcemy pokazać poszkodowanym, że wciąż o ich tragedii pamiętamy, a tym, którzy nie zostali zalani, i turystom uświadomić skalę zjawiska. Tegoroczna powódź to w końcu część tożsamości Sandomierza. Po otwarciu wystawy przysłuchiwaliśmy się rozmowom mieszkańców. Oglądając zdjęcia wspominają, przeżywają raz jeszcze to, co się stało. Są poruszeni, pokazując sobie nawzajem znane miejsca i twarze. Szukają kontaktu, chcą mówić o tym, co się stało.

Można pokazać ludzkie emocje, będąc 500 metrów nad ziemią?

- Emocji nie jestem w stanie pokazać, ale moim zadaniem jest, żeby wywołało je to, w jaki sposób przedstawię na zdjęciu rzeczywistość. I tak się dzieje, szczególnie w przypadku mocnych zdjęć, a takim jest np. ujęcie przedstawiające zalany cmentarz, gdy z wody wystają tylko krzyże. Nie zależy mi na pokazaniu pięknych obrazków, ale na przekazaniu jak największej liczby informacji. Zbudowaniu spójnej opowieści o tym, co tu się działo. Każda fotografia musi mówić więcej niż tysiąc słów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':