http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Muzyką w twarz

Roman Pawłowski
2010-08-12, ostatnia aktualizacja 2010-08-12 18:01

"Trzy razy zagraj dźwięki, które uważasz za głupie lub okropne". "Pomyśl o górskich centaurach naokoło ciebie". Według takich wskazówek wykonaliśmy rewolucyjny siedmiogodzinny utwór brytyjskiego kompozytora Corneliusa Cardew. Po raz pierwszy w całości w Polsce

Stoimy w ciasnym kręgu. Pięć grup po osiem osób. Nasza przewodniczka ma podawać ton, ale jak go usłyszeć? Sejneńską synagogę wypełnia łomot bębnów, który odbija się od sufitu i uderza w nas ze zdwojoną siłą. Widzę otwarte usta i wysiłek na twarzach, ale nic nie przebija się przez ścianę dźwięków.

Nagle między jednym a drugim uderzeniem w perkusję słyszę głos sąsiada, łapię ton i przekazuję następnemu. Dołączają pozostali i z chaosu powoli wyłania się melorecytowany tekst: "Bę-dąc spo-koj-nym moż-na za-cho-wać zi-mną krew w chwi-li nie-bez-pie-czeń-stwa".

Tekst, który śpiewamy, pochodzi z liczącego 2,5 tys. lat traktatu "Wielka nauka" przypisywanego Konfucjuszowi, mędrcowi starożytnych Chin. Ale kompozycja jest współczesna. Napisał ją 40 lat temu brytyjski kompozytor awangardowy Cornelius Cardew. Zatytułowana tak jak traktat - "The Great Learning" - podzielona na siedem części (paragrafów) jest jednym z najbardziej radykalnych dzieł w historii muzyki. Wyrosła z rewolucyjnej atmosfery lat 60. XX wieku.

Wszystko jest tu niekonwencjonalne, począwszy od partytury. Klasycznych nut niewiele, przeważają zagadkowe hieroglify i opisy, które dla niewtajemniczonego mogą zabrzmieć jak zapiski obłąkanego: "Trzy razy zagraj dźwięki, które uważasz za głupie lub okropne". "Pomyśl o górskich centaurach naokoło ciebie". "Uderzaj twardym o twarde". Niektóre partie są nieme, zamiast dźwięków przewidziane są skomplikowane układy ruchowe.

Oprócz tradycyjnych instrumentów - kamienie, gwizdki, cegły, książki, grzechotki z butelek wypełnionych monetami, a nawet poduszki, w które uderzamy patykami. W strukturze muzycznej elementy wszystkich awangardowych prądów XX wieku: puentylizm, serializm, minimalizm, muzyka konkretna. A jednocześnie nawiązania do pierwotnych plemiennych rytuałów. Cała kompozycja wraz z improwizacjami może trwać nawet siedem godzin. W Polsce nigdy nie udało się zagrać "The Great Learning" w całości. My robimy to jako pierwsi.

Na pomysł wpadli Michał Mendyk i Michał Libera z fundacji 4,99 z Warszawy zajmującej się muzyką eksperymentalną i projektami edukacyjnymi. Wcześniej dwa razy podchodzili do utworu, ale udało się wykonać tylko pojedyncze części. - Cardew napisał "The Great Learning" dla eksperymentalnego zespołu The Scratch Orchestra, w którym obok profesjonalnych muzyków grali ludzie bez wykształcenia muzycznego. Stąd nietypowe rozwiązania, brzmienia, instrumenty. Muzycy, których namawiałem do współpracy, stawiali opór. Mówili, że nie będą grać jednego dźwięku przez pół godziny - opowiada Mendyk.

Udało się dopiero w tym roku przy wsparciu Domu Pracy Twórczej w Wigrach na Suwalszczyźnie. Mendyk i Libera postanowili nie tylko utwór wykonać, ale także nagrać. Ma to być pierwsze profesjonalne wydanie płytowe całej kompozycji. Do Wigier zaprosili 60 wykonawców z pięciu krajów: Polski, Wielkiej Brytanii, Kanady, Tajwanu, Izraela. Obok profesjonalnych muzyków - amatorzy: antropolog, licealistka, kuratorzy sztuki, muzykolożki i specjalistka od PR-u. No i ja, dziennikarz, ignorant w dziedzinie muzyki, zwłaszcza współczesnej, który edukację muzyczną zakończył w podstawówce.

Prowadzenia tej skompletowanej ad hoc orkiestry podjął się Nima Gousheh, Brytyjczyk irańskiego pochodzenia, instrumentalista i kompozytor. Dlaczego zdecydował się na pracę nad "The Great Learning"?

Gousheh: - Cardew zanegował w tym utworze nie tylko zasady klasycznej muzyki, ale także reguły społeczne obowiązujące w naszym świecie. To spełniona utopia anarchistyczna - nikt nie jest tu liderem, a zarazem wszyscy są liderami.

W przeddzień finałowego koncertu oglądamy film dokumentalny o kompozytorze i spieramy się o polityczny charakter jego twórczości. Kilka lat po ukończeniu "The Great Learning" Cardew porzucił muzykę i zaangażował się w działalność Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii. Organizował pomoc dla imigrantów, uczestniczył w marszach przeciw neonazistom. Jego śmierć pod kołami samochodu w 1981 r. nigdy nie została do końca wyjaśniona. Istnieją domniemania, że było to zabójstwo na tle politycznym.

Powoli dociera do nas świadomość, że to, w czym bierzemy udział, to nie tylko zabawa dźwiękami, to manifest. Czy kompozycja Cardew ma wciąż znaczenie polityczne?

- Nie ma nic politycznego w uderzaniu kijem w poduszkę, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto nazwie to naruszeniem porządku - mówi James Bull, młody brytyjski kompozytor biorący udział w projekcie.

Cardew nie był rewolucjonistą, ale jego rozłam ze światem muzycznym, zerwanie z konwencjonalnym zapisem nutowym, angażowanie nieprofesjonalnych wykonawców wynikały niewątpliwie z lewicowych poglądów. Bull: - Chodziło o wyzwolenie muzyki, zabranie jej elitom i oddanie ludziom spoza establishmentu.

Po dyskusji jedna z uczestniczek rezygnuje z udziału w koncercie w Sejnach. Mówi, że nie będzie grać utworu komunisty. Iwona, architektka z Warszawy, ma pretensje, że prób jest za mało, wszystko jakieś chaotyczne. - Ale czy perfekcja to rzeczywiście nasz cel? - pyta Nima. - Przecież kreatywność polega także na możliwości pomyłki. Kompozycja Cardew zostawia duży margines swobody, to od nas zależy, jak ją wykorzystamy.

Gousheh: - Ten utwór to szansa na odnalezienie sensu wspólnoty, która we współczesnym świecie zanika. Muzyka Cardew może sprawić, że poczujemy z powrotem rzeczywistość. Jest jak uderzenie w twarz, które budzi cię ze złego snu.

Wieczorny koncert wykonujemy jak w transie. Na kilka godzin powołujemy do życia muzyczną plemienną wspólnotę. W skupieniu recytujemy konfucjańskie wersety, uderzamy w kamienie, gwiżdżemy, walimy kijami w poduszki, skrobiemy o podłogę tym, co pod ręką: kluczami, butelkami po wodzie, patykami. Dyrygent nie jest potrzebny, sami decydujemy, kiedy zacząć i kiedy skończyć kolejny dźwięk, działanie, frazę. Jedyną wyrocznią jest partytura, z którą się nie rozstajemy. Z chaosu powoli wyłania się porządek. Chińska opera, szmer wiatru, tunel metra - wszystko jest w tej muzyce.

Na finał śpiewamy półgodzinny improwizowany kanon, jedni od drugich pożyczamy dźwięki i niesiemy w przestrzeń. Kiedy kończy się śpiew, długo siedzimy w milczeniu. Dopiero gdy widzowie zaczynają bić brawo, budzimy się jak ze snu. Dochodzi północ. Synagoga pustoszeje i tylko kilka pozostawionych na podłodze kamieni świadczy o tym, co tu się dzisiaj stało.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy