"Nuda" Alberto Moravia, przeł. Monika Woźniak, przedmowa Halina Kralowa, W.A.B., Warszawa
Co zostało z książek Alberto Moravii? Pisarz umarł w 1990 r., na progu nowej epoki w historii Europy. W PRL-u był autorem kłopotliwym. Choć nigdy nie wstąpił do partii komunistycznej, jego lewicowe poglądy czyniły go "swoim", jego powieści, naznaczone przez marksistowską krytykę kapitalizmu mogły uchodzić za wzorcowe obrazy alienacji, czyli zniewolenia przez pieniądz. Jednocześnie sięgnięcie po nieskrępowane, detaliczne opisy seksu czyniły go pisarzem podejrzanym, odbierającym mu część powagi, wiecznie zagrożonym sławą pornografa. "Nuda", być może najwybitniejsza książka pisarza opowiadająca o seksie i pieniądzach, ukazuje się w Polsce z półwiecznym poślizgiem.
Marks, pisząc o alienacji, miał na myśli przede wszystkim sytuację robotnika, którego praca zostaje skradziona i wyprzedana przez kapitalistę, stając się czymś nienawistnym. Moravia pisze o alienacji z perspektywy środowiska, które go wydało - zamożnej rzymskiej burżuazji (ojciec pisarza, włoski Żyd, był architektem, matka miała arystokratyczne korzenie). Bohater "Nudy" dzięki przedsiębiorczości własnej matki jest tak bogaty, że nic nie musi. Mimo to, zamiast zamieszkać z nią w luksusowej willi przy Via Appia stanowiącej upiorne ucieleśnienia mieszczańskiego gustu, prowadzi w wynajętej pracowni samotne życie ubogiego malarza. "Nie byłem biedakiem, który stracił swe bogactwo, byłem tylko bogaczem, który udawał przed innymi i samymi sobą, że jest biedakiem" - stwierdza. Pieniądze są dla niego przekleństwem, mroczną predestynacją. "Subtelna nieuchronność wiąże bogacza z pieniędzmi i zabarwia nimi nawet jego decyzję, by z nich nie korzystać". Pieniądze nie zabijają nudy - rzeczami nie można się nasycić, poznać ich, bo zawsze pozostaną czymś zewnętrznym, nieosiągalnym.
Dino ma świadomość, że nie ma talentu, w pierwszej scenie książki tnie na strzępy swój ostatni obraz. Rzuca się w romans z Celestyną, dziewczyną z ludu, kochanką zmarłego sąsiada, też malarza, jak głosi sąsiedzka plotka odpowiedzialną za jego śmierć w trakcie szczególnie intensywnego seksualnego stosunku. Zmarły sąsiad był w wyobraźni Dina królem życia, mistrzem nasycenia, którego jemu samemu brakuje. Wejście w skórę alter ego prowadzi do katastrofy. Dziewczyna, z którą romans początkowo ma być jedynie przygodą, zmienia się w niemożliwy do porzucenia obiekt obsesji i zazdrości. Przypomina księżniczkę Iwonę z dramatu Gombrowicza - jest piękna, milcząca, niepoznawalna, niezrozumiała, a jej bierność wywołuje sadystyczny odruch.
Tytułowa nuda, której doświadcza bohater, jest daleka od stereotypowego pojęcia. To nie tyle brak zajęcia wynikający z braku godnego uwagi przedmiotu zainteresowania, co raczej gorączkowa aktywność nieprowadząca do zaspokojenia. Nuda to "choroba przedmiotów, polegająca na ich stałym więdnięciu lub utracie żywotności", "absurd", "brak komunikacji i nieumiejętność jego przezwyciężenia", "przerwanie wszelkiego związku", "impotencja", ale też "sprężyna historii". To także "mdłości" budzące nieprzypadkowe skojarzenia z debiutancką powieścią Sartre'a, której tytuł oznaczał nadmiar rzeczywistości atakujący psychikę, a zarazem niemający z nią żadnego związku. Miłość, która ma być antidotum na nudę, okazuje się jej najbardziej wymownym potwierdzeniem.
Moravia układa fabułę z postaci typowych, dobrze znanych z jego najlepszych powieści, "Obojętnych", "Pogardy" czy "Konformisty": mężczyzny pozbawionego władzy nad własnym życiem; matki dążącej do panowania nad synem; kobiety fatalnej, a jednocześnie nieprzekupnej, która nie jest gotowa oddać się ani za pieniądze, ani za ofertę małżeństwa. Trudno jednak nazwać te postacie marionetkowymi - niesympatyczne, zaskakujące, zamknięte w sobie, autonomiczne, nie są figurami na ideologicznej szachownicy. Przypominają postacie z Szekspira, są potworne i ludzkie. Z ich relacji nie wypływa żaden wniosek ani wezwanie do przebudowy świata.
Pytany o to, czy jest pisarzem politycznym, Moravia odpowiadał: "Z całą pewnością nie. Prawda i piękno mają walor edukacyjny same w sobie. Sam fakt reprezentowania lewego - lub jakiegokolwiek innego - skrzydła, zakłada partyzancki, nieobiektywny punkt widzenia. (...) Tymczasem rolą pisarza nie jest krytykowanie czegokolwiek, tylko tworzenie żywych postaci".
Zdobyta własnymi siłami klasyczna edukacja (w dzieciństwie pisarz z uwagi na gruźlicę kości spędził wiele lat w łóżku w towarzystwie książek), fascynacja pisarzami francuskiego oświecenia i Stendhalem, ukształtowały jego znakomity, suchy, precyzyjny styl. Moravia nie upatrywał swych literackich ojców wśród pisarzy włoskich, ubolewając nad tym, że "przedkładają piękno nad prawdę". A jednak sam konstruował swe książki na wzór operowego libretta - ze skoncentrowaną akcją uciekającą się do bulwersujących motywów seksu, władzy, śmierci i ślepego przypadku, monologami-ariami i dialogami-duetami (co częściowo tłumaczy jego popularność wśród filmowców chętnie adaptujących jego powieści). Choć bagatelizował swe literackie pokrewieństwo z Italem Svevem, "Nuda" pod względem fabularnym do złudzenia przypomina "Starość" triesteńskiego klasyka z początku XX w. "Stary" bohater Sveva ma dokładnie tyle samo lat, co "znudzony" bohater Moravii (trzydzieści pięć), również jest niewydarzonym artystą, tak samo popada w fatalną namiętność do prostej dziewczyny, z wykorzystującego przemieniając się w wykorzystywanego, i tak samo nie ma kontaktu z rzeczywistością, bez ustanku analizując własne przeżycia.
O ile Svevo otworzył pochód inercyjnych bohaterów w literaturze włoskiej XX wieku, o tyle Moravia go zamyka. Svevo zaczynał od ironicznego obrazu życia burżuazji, której reprezentanci, przez swój egocentryzm, przynajmniej do pewnego stopnia sami byli sobie winni. Moravia - śmiertelnie serio - kumuluje obrazy inercji i niezrozumienia, rozbudowując je do uniwersalnej wizji świata. Nicola Chiaromonte twierdził, że świat Moravii jest Heideggerowskim światem "martwym w najgłębszym sensie tego słowa, czyli światem, który uniemożliwia nam nawiązanie związków z realnością rzeczy".
Postacie Moravii żyją w monadycznym zamknięciu, poza grą przyczyn i skutków, bez moralnej odpowiedzialności. Wyrządzone przez nich zło może podlegać racjonalizacji, ale nie zrozumieniu, jak w "Konformiście". Ich wyzwolenie - jak w "Nudzie" - jest dziełem przypadku. "Ja też należałem do starego i szlachetnego rodu, w którym dawniej nikt się nie nudził i wszyscy mieli bezpośredni i konkretny kontakt z rzeczywistością" - twierdzi Dino. Skrajny pesymizm, irracjonalizm i fatalizm Moravii, każe w nim widzieć raczej późnego wnuka dekadentyzmu, niż ojca kontestacji.
Źródło: Gazeta Wyborcza