http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielka siła niszowej imprezy

rozmawiał: Robert Sankowski
2010-08-05, ostatnia aktualizacja 2010-08-04 18:49

Dziś rozpoczyna się kolejna edycja OFF Festival. Już nie w Mysłowicach, ale w katowickiej Dolinie Trzech Stawów

ZOBACZ TAKŻE
Nowe miejsce to nie jedyna zmiana. Więcej różnorodnych, także pozamuzycznych atrakcji, zapewne także więcej publiczności, a na pewno więcej uznanych wykonawców. Na OFF wystąpią między innymi kierowana przez Marka E. Smitha legedarna manchesterska kapela nowofalowa The Fall, uważana za jeden z najoryginalniejszych zespołów brytyjskiej sceny niezależnej lat 90. i kreowani swego czasu na następców Nicka Cave'a Tindersticks. Zagrają także: jeden z ojców chrzestnych grunge'u i symbol amerykańskiego podziemia rockowego lat 80. Dinosaur Jr, pochodzący z Oklahomy odlotowcy Flaming Lips (ich najnowsze dzieło to płyta, na której przerobili po swojemu słynny album Pink Floyd "The Dark Side Of The Moon"), reprezentujący najnowszą falę nowego garażowego rocka Brytyjczycy z The Horrors oraz łączący muzykę lat 60. z gitarowym graniem duński duet The Raveonettes. Śląska impreza idzie naprzód. Ale "OFF" w nazwie zobowiązuje. Dlatego Rojek pytany o przyszłość podkreśla: - W tym festiwalu jest silna idea. I dopiero za tą ideą idzie rozwój.



Robert Sankowski: Jak bardzo "OFF" jest jeszcze off?

Artur Rojek: Myślę, że bardzo. W całej imprezie wciąż chodzi o to, aby pokazywać to wszystko, co jest na biegunie przeciwległym do głównego nurtu. Na tej zasadzie dobieram zespoły. Według tego klucza zapraszam też twórców związanych z innymi dziedzinami sztuki - poetów, pisarzy czy malarzy. Szukam wciąż artystów w opozycji do mainstreamu. I nawet jeśli zapraszam zespół na miarę Flaming Lips, to jest to w pewnym sensie właśnie grupa wobec tego mainstreamu zbuntowana. OFF to bardzo złożone zjawisko. Z jednej strony bunt, z drugiej rodzaj mody.

Zgodzisz się jednak, że OFF jest już dziś festiwalem z niezaprzeczalnymi - na miarę swojego gatunku - gwiazdami: The Fall, Dinosaur Jr, Tindersticks, wspomniany Flaming Lips.

- To że na festiwalu pojawiają się zespoły z rozpoznawalnymi na światowym rynku muzycznym nazwami, nie oznacza, że odchodzimy od dawnej formuły. To zespoły, które wyznaczają kierunki dzisiejszym debiutantom. Wcześniej takich grup nie było nie dlatego, że ograniczała mnie jakaś idea, ale dlatego, że nie mogliśmy sobie na to pozwolić.

To jest też kwestia tego, jak zdefiniujemy pojęcie gwiazdy. Przerzucamy się tu nazwami legend, tymczasem wiem, że sporo osób jedzie na OFF specjalnie dla grupy The Horrors. Na forum internetowym znalazłem nawet kogoś, kto chciał oddać bilet na festiwal, bo do Katowic nie przyjedzie zespół Atlas Sound...

- To akurat dotyczy pewnej bardzo wąskiej grupy słuchaczy. Bardzo mi na niej zależy, ale tak samo zależy mi na tym, aby poza tę grupę wychodzić. Poszerzam formułę OFF, bo zależy mi na jego różnogatunkowości. W tym roku pojawiają się hip-hop, metal, elektronika. Ale - jak już mówiliśmy - pojawia się jeszcze więcej wykonawców z szeroko rozpoznawalnymi nazwami. Inaczej tego festiwalu nie rozwinę. To naturalna droga. Wcześniej największym wyzwaniem były dla nas gwiazdy pokroju Mogwai, Spiritualized czy The National. Teraz weszliśmy kilka stopni wyżej, bo takim strzałem ze zdecydowanie wyższej półki jest na przykład Flaming Lips...

Słyszałem, że oni akurat są sporym wyzwaniem logistycznym.

- Faktycznie, przyjeżdżają z całą ciężarówką sprzętu i mają poważne wymagania w postaci biodegradowalnego confetti, butli do pompowania balonów czy 25 tancerzy przebranych w złote kostiumy. Tym ostatnim trochę się przeraziłem, bo myślałem że oni przywiozą ich ze sobą i w sumie ekipa będzie liczyć 50 osób. Tymczasem oni tych tancerzy wybierają wcześniej z publiczności...

Skoro wspomnieliśmy o oddawaniu biletów - przyzwyczaiłeś się przez te pięć lat robienia festiwalu, że cokolwiek zrobisz, i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie narzekać?

- Jest pewna grupa ludzi, która uważa się za specjalistów od tej muzyki. Na ogół są aktywni na różnych forach internetowych. I to właśnie oni z reguły są autorami wpisów typu: "Skoro nie ma tego zespołu, to nie jadę". To bardzo cenna grupa słuchaczy, aczkolwiek nie należy liczyć się z jej zdaniem bezkrytycznie. Ludzie ich podpatrują, uczą się, traktują jak autorytety. Dla mniej obeznanych mogą być wzorem wiedzy. Ja sam ze swojej młodości pamiętam, że ludzie z dużą wiedzą muzyczną, i niekoniecznie z tego powodu skromni, byli dla mnie mimo wszystko wzorem czy wyrocznią. Natomiast tacy ludzie najczęściej nie zdają sobie sprawy, że festiwal nie jest kierowany tylko do nich. Nie jest w stanie egzystować w oparciu tylko o najbardziej wyrobionych fanów. Musi być zrozumiały nie tylko dla nich, ale i dla innych osób, w których widzę potencjalnych odbiorców tej muzyki, którą proponuję. Robiąc OFF wiem, ilu jest tak naprawdę świadomych słuchaczy muzyki alternatywnej w Polsce. Nie mogę ograniczać się tylko do koneserów, bo wtedy na OFF przyjeżdżałoby 100 osób. 

Polska publiczność - i ta masowa, i ta bardziej wyrobiona - chce na festiwalach zobaczyć dokładnie wszystko. Tymczasem OFF rozwija się i koncerty zaczynają coraz bardziej na siebie zachodzić.

- Na początku bardzo się tym przejmowałem. Układałem występy na trzech scenach tak jak zegar, aby publiczność mogła chodzić od koncertu do koncertu i niczego nie tracić. Z czasem zaczęło to jednak być skomplikowane - przez to podejście nie byłem w stanie umieścić w programie takiej liczby zespołów, jaką chciałem. Poza tym wcześniej jeździłem na festiwale tylko jako artysta. Gdy wystartowałem z OFF-em, zacząłem jeździć również jako widz. I zauważyłem, że takie zachodzenie na siebie jest wszędzie standardem. Nie jesteś fizycznie w stanie obejrzeć na jednym festiwalu 80 czy 100 koncertów. Ludzie, którym się wydaje, że mogą to zrobić, szybko przekonują się, że nie jest to możliwe. Dlatego wszędzie na świecie słuchacze wybierają sobie koncerty. Wiem, że nigdy nie zadowolę wszystkich. Ale mam też wrażenie, że robię taki festiwal, który również dostarcza sporo możliwości wyboru i dzięki temu każdy może w nim znaleźć coś akurat dla siebie. 

OFF stał się już rozpoznawalną marką. 

- Po pięciu latach faktycznie OFF ma swoją wartość i zaczyna się mocno liczyć w świecie. Czy to Katowice, czy inne miasta, które były zainteresowane tą imprezą, wiedziały, że o niej się mówi, i że przy jej okazji można też promować miasto. Szczęśliwie, zrobiło się też tak, że miasta zaczęły mocno inwestować w kulturę. W ten sposób tworzy się wartość dodana, dzięki której można popchnąć różne projekty dalej. Pamiętam, że gdy uruchamiałem ten festiwal, rozmawiałem na jego temat w urzędzie miasta, starając się przekonać do mojego pomysłu radnych Mysłowic. Wtedy wszyscy pytali mnie: "Dobrze, ale dlaczego on musi się nazywać akurat OFF?". Po kilku latach - dzięki temu że festiwal został zaakceptowany przez publiczność i ma dobrą prasę - zauważyłem, że "off" nabrało zupełnie innego, pozytywnego znaczenia. Pojawiło się wiele innych imprez, które w nazwie też grają tym słowem. 

Inność i niszowość nagle stała się pomysłem na sprzedanie imprezy?

- Myślę, że to było bardzo potrzebne. Było wiele ciekawych pomysłów, ale ludzie bali się je realizować, bo panowała niesłuszna opinia, że OFF to coś mniej zrozumiałego. Dzięki temu, że udało się z OFF Festivalem, okazało się, że warto ryzykować i adresować imprezy do nieco innej publiczności. W kulturze alternatywnej częściej niż gdziekolwiek indziej można spotkać się z większą szczerością, ekspresją, buntem i odwagą, co znaczy, że ta kultura jest bardziej interesująca i pociągająca niż przewidywalne komercyjne gwiazdy, które najczęściej kopiują to, co dzieje się w undergroundzie.

Gdy startowałeś z OFF Festivalem, myślałeś, że za pięć lat będzie on wyglądał właśnie tak jak teraz?

- Moje wyobrażenia na temat tego przedsięwzięcia zmieniały się z roku na rok. Nie miałem początkowo takich ambicji, aby festiwal na swoją 5. edycję miał zabukowanych jako gwiazdy Dinosaur Jr i The Fall. Interesowało mnie to, co mogę zrobić w danym roku, bo wiedziałem, że za rok tej możliwości mogę już nie mieć. Jestem też uzależniony od wielu czynników. Muszę pamiętać, że nie zawsze to, co chcę zrobić, będą też chcieli zrobić wszyscy ci, którzy mi przy tym festiwalu pomagają. Myślę tu przede wszystkim o budowaniu budżetu. Bo tylko dzięki temu mogę zabukować takich wykonawców jak Flaming Lips. Z drugiej strony, cały czas muszę pamiętać o wizerunku festiwalu, o jego roli edukacyjnej, o tym, by nie zaczął on być postrzegany jako przedsięwzięcie czysto komercyjne, bo przecież nie o to w tym projekcie chodzi. W OFF Festivalu jest silna idea. I dopiero za tą ideą idzie jego rozwój.

A gdzie w takim razie jest punkt dojścia? Możemy wyobrazić sobie OFF za 5 lat na przykład z Pixies w roli gwiazdy?

- Wiesz, mógłbym spróbować zrobić coś takiego już teraz. Marka tego festiwalu wychodzi już daleko poza nasz kraj i nie ma żadnego problemu, żeby podjąć rozmowy z największymi. Chcę jednak powoli budować jego pozycję. Myślę, że tempo rozwoju jest teraz bardzo naturalne i chcę, żeby tak pozostało.

Z roku na rok widzę, że nie tylko branża międzynarodowa docenia tę imprezę. Dotyczy to też uczestników, którzy coraz tłumniej przyjeżdżają na Śląsk z różnych stron świata. Katowice są świetnie zlokalizowane. Międzynarodowe lotnisko. Autostrady. Niemcy, Wielka Brytania, Czechy, Austria - wszędzie są dobre połączenia. A drugiej takiej imprezy w Europie środkowo-wschodniej nie ma. W tym roku zaczęliśmy sprzedaż biletów na OFF w Wielkiej Brytanii. Efekt zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Wiem, że z silnym zainteresowaniem międzynarodowym wiąże się jeszcze większe zainteresowanie OFF Festivalem w Polsce. A to znaczy, że naprawdę możemy stać się wpływowym zjawiskiem, mającym znaczenie nie tylko w kraju, ale i na europejskim rynku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':