Michael Skakun,
Scenariusz ocalenia Przekład Mirosław Wójcik, W.A.B.
Józef Skakun pochodził z Nowogródka. Żyd, obrzezany, rodzina liczna i wielce religijna,
studia nad Torą w miejscowej jesziwie, jidysz jako pierwszy język; gdyby nie polscy i białoruscy sąsiedzi, przepadłby z kretesem kilka lat później. Tylko w twarzy nic semickiego. "Dobry wygląd" to czasami cieniutka granica oddzielająca życie od śmierci.
Książkę czyta się jak thriller, a nad thrillerem ma taką oto przewagę, że najbardziej wzięty hollywoodzki scenarzysta uznałby się za nieuleczalnego szaleńca, gdyby poważył się wymyślić podobne przygody. Życie Skakuna przerosło fikcję o kilka długości, fakt jest mocniejszy od wyobraźni.
Do Nowogródka zatem wchodzą Sowieci i zabierają wszystkim, co nie ich, nawet święta i wiarę. Niebawem miejsce Sowietów zajmą
Niemcy. Przy Niemcach sowiecka okupacja to raj i
Kanada. W 1941 r. masakrują rodzinę Skakuna. Kilka miesięcy później - żydowską społeczność Nowogródka. Józef ucieka i wraca. Wraca i ucieka. Wreszcie trafia na Litwę. Wie, że w wileńskim getcie przepadnie z kretesem. Pożycza dokumenty od polskiego Tatara; przez wieki zagubiły im się gdzieś skośne oczy. Dobry wybór - muzułmanie też są obrzezani. Lecz podczas badania lekarskiego, choć trzeba było rozebrać się do naga, nikt nie zwraca uwagi na ten szczegół.
Skakun - Tatar wedle papierów - zostaje ochotniczym robotnikiem w Niemczech. Tyra na roli, choć ledwie odróżnia cielę od świni. Innym robotnikom śpiewa rosyjskie pieśni. Z Ukraińcami rozmawia po polsku. Z Polakami - po białorusku. Słucha, że ci niemieccy gospodarze to najpewniej Żydzi, bo jacyś brzydcy i podli. Ale żyje.
Wystarczy? Na fikcję tak, lecz nie na życie. Gestapo uznaje, że Skakun to żaden Tatar i żółtawy Azjata, lecz Litwin, Bałt najprawdziwszy; detal na siusiaku znów nie zwraca niczyjej uwagi. Jako Litwin służy w Waffen-SS; Żyd z Nowogródka, uczeń jesziwy biegły w Torze został zakwalifikowany jako niemal równy rasie panów. Szczęśliwie służy niedługo - został wcielony jesienią 1944.
Amerykańskie gazety pisały o tej książce, że jest dramatyczna i porażająca, wzruszająca i prowokacyjna. Wywołuje zachwyt, współczucie, przerażenie. Że długo nie daje spokoju. Elie Wiesel uznał, że taka historia po prostu musiała zostać opowiedziana. Ma świętą rację.
Józef Skakun niemal w każdej krytycznej sytuacji przypomina sobie porzekadła, przysłowia i mądrości, które ochoczo cytuje jego syn Michael spisujący po latach wspomnienia ojca. Jakoś mi to zgrzyta i piszczy, niczym styropian ciągnięty po szkle, razi sztucznością i jest jakby nie z tamtego czasu. To puenty, wedle mojego gustu, zupełnie niepotrzebne. Natomiast wszystko inne - klękajcie narody.
Gdyby nie te nieszczęsne mądrości, przypowieści i przysłowia dodawane w nadmiarze, przez co za słone i zbyt korzenne, relacja Józefa Skakuna byłaby wielkim świadectwem czasów spodlenia, a tak jest wyjątkowym dokumentem Zagłady oraz hartu ludzkiego ducha. Pokłóciłbym się ze Skakunem synem o te wszystkie przysłowia i gdybym był redaktorem pierwszego wydania, kazałbym je wyrzucić. Lecz gdyby się nie zgodził, bo jest do porzekadeł nadzwyczaj przywiązany, puściłbym rzecz bez skreśleń i drukował, polecał, polecał i drukował kolejne nakłady. Po prostu warto.
Michael Skakun, Scenariusz ocalenia, przekład Mirosław Wójcik, W.A.B.